Skandynawia po mojemu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Skandynawia po mojemu
źródło: https://twitter.com/MagdalaJohanss1
źródło: https://twitter.com/MagdalaJohanss1
Odnoszę wrażenie, że część naszych posłów i polityków, zwłaszcza po tej opozycyjnej stronie, wykazuje ujmując to najdelikatniej; ogromną naiwność lub całkowity cynizm. Chodzi o osadzenie przez warszawski sąd w areszcie kogoś, kogo podejrzewa się o popełnienie przestępstwa.

Osoba ta twierdzi, że jest w Polsce prześladowana, a tymczasowe aresztowanie traktuje jako szykanę ze strony opresyjnego aparatu państwa. Kiedy stało się jasne i oczywiste, że oskarżony, choć deklaruje się kobietą, został umieszczony w areszcie dla osobników płci męskiej, podniósł się lament i niepokój środowisk uważanych kiedyś za opiniotwórcze.

Słychać było głosy, że to łamanie praw człowieka. Mogę zrozumieć reakcje niektórych posłanek i działaczek lewicy. Te są ponoć bardzo wyczulone na kwestie związane z prawami kobiet, osób homoseksualnych czy też transseksualnych. Jednak dość fałszywie brzmią słowa o rzekomym łamaniu praw jednostki z ust polityków innych opcji czy też wytrawnych publicystów.

O tym, jak niebezpiecznie jest traktować ulgowo potencjalnego przestępcę tylko dlatego, że przyłączył się do modnego ruchu kontestującego wszystko, co związane, jest z tradycyjnymi wartościami, niech świadczy przypadek pewnego mordercy ze Szwecji.

Siedem lat temu, 30-letni wówczas Kristoffer Johansson zabił swoją o trzy lata młodszą partnerkę. Zginęła od ciosów nożem, którym później poćwiartował jej ciało. Sąd skazał go na 14 lat więzienia. Po złożonej przez obronę apelacji sąd obniżył wyrok do 10 lat za kratkami.

Johansson został osadzony w więzieniu dla szczególnie groźnych przestępców, gdzie obowiązuje dość ciężki jak na szwedzkie warunki rygor. Władze więzienne określały go wtedy jako agresywnego, interesującego się bronią oraz militariami mężczyznę.

Tymczasem w 2018 roku, Johansson udzielił wywiadu jednej ze szwedzkich stacji telewizyjnych, w którym opowiadał o tym, jak powoli, za pomocą terapii „korygującej płeć” przekształca się w kobietę. Tak na marginesie to czuł się nią od przedszkola i utrzymywał, że jego pobyt w męskim więzieniu staje się dla niego niebezpieczny, ze względu na zachowania współosadzonych.

Władze śłużby więziennej przychylły się pozytywnie do wniosku o poddanie się terapii korekcji płci, a później również przeniesienia do więzienia dla kobiet, gdzie już jako Kim Marie, odsiadywał część wyroku. W lutym morderca opuścił warunkowo zakład karny.

Niektóre szwedzkie media donoszą, że zdążył już wysłać listy z pogróżkami do znanych radykalnych szwedzkich feministek. Na Twitterze jako Magdala Johansson, skazaniec nie ukrywa, że jego celem jest teraz ich zwalczenie.

Przestępcy w Szwecji, zwłaszcza ci młodociani, mogą liczyć od sądów na taryfę ulgową. Czyżby polskiej opozycji w imię politycznej poprawności zależało na tym samym?
Zrzut ekranu z szwedzkiej telewizji SVT
Zrzut ekranu z szwedzkiej telewizji SVT
Kule z karabinu maszynowego typu AK-47 wystrzelone z samochodu, miały trafić w jednego z noszących kamizelki kuloodporne członka gangu działającego w okolicach miejscowości Norsborg niedaleko Sztokholmu.

Konkurenci namierzyli ich przy jednej ze stacji benzynowych, prawdopodobnie celem wyrównania rachunków. Było późno w nocy, ale takie miejsce jak te, gdzie oprócz stacji paliw mieszczą się również popularne restauracje, gromadzą wielu mieszkańców osiedla, zwłaszcza w pogodną letnią noc.

Norsborg to jedna z tzw. sypialni Sztokholmu. Od lat boryka się z przestępczością. Mieszkańcy są zastraszani przez młodocianych gangsterów. Policja pojawia się tu rzadko, no ale wiadomo - strefa no-go. Oficjalnie; jeden z obszarów narażonych na wykluczenie społeczne i przestępczość właśnie.

12-letnia, drobna Adrianna mieszkała tu od zawsze. W nocy z soboty na niedziele postanowiła wyprowadzić na dwór swojego pieska. W przeciwieństwie do bandziorów nie nosiła kamizelki kuloodpornej. Przechodząc, obok stacji, znalazła się na linii ognia. Wystrzelone z karabinu kule raniły dziewczynkę. Jak się później okazało - śmiertelnie.

Lokalne media informując o trzeciej w ciągu ostatniego tygodnia strzelaninie tylko w tej miejscowości, raportowały początkowo o rannej kobiecie. To niestety dla nich typowe. Z reguły starają się deprecjonować skale tego typu zdarzeń. Tym razem dość szybko okazało się, że przypadkową ofiarą strzelaniny było dziecko. Adrianna była córką Irańczyka i Polki. Tragedia poruszyła wielu mieszkańców tej miejscowości, którzy wcale nie czują się tam bezpiecznie.

- Sam jestem rodzicem. To bardzo niepokojace co się tu dzieje. Boje się, że coś takiego może się przydarzyć również moim dzieciom. mówił w szwedzkiej telewizji mieszkaniec Norsborg gdzie żyją przeważnie imigranci. Szwedzi takie miejsca starają się omijać, dla nich to inny świat.

Szwedzcy politycy jak zwykle w takich sytuacjach potępili przemoc i wyrazili współczucie rodzinie Adrianny. Jednocześnie można zauważyć, że część winy za panujące tam bezprawie starają się zrzucić na jego mieszkańców. Sugerują, że Ci dobrze znają zabójców 12-latki. Czy można jednak ich winić za to, że zamiast porządku panuje tam prawo pięści?

Niektórzy szwedzcy publicyści, retorycznie pytają, dlaczego Adrianna znajdowała się w tym miejscu o tak późnej porze? Jakby zapomnieli, że Norsborg położony jest w Szwecji, w kraju, w którym ponoć każdy może czuć się bezpiecznie, niezależnie od pory i miejsca.
źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com
Zakładając, że Konwencja Stambulska faktycznie lepiej od kodeksu karnego i skuteczniej chroni kobiety i dzieci od przemocy w rodzinie, to problem ten na przykład w Szwecji, istniałby raczej na marginalnym poziomie lub nie istniał wcale.

Jednak jak pokazują oficjalne statystyki szwedzkiej Krajowej Rady Zapobiegania Przestępczości, dotyczące przemocy wobec najbliższych, problem ten wciąż istniej. W 2019 roku co piąte zgłoszenie dotyczące pobicia pochodziło od osoby z nią spokrewnionej. Siedem lat wcześniej ten odsetek wynosił niespełna 7 procent. Co się stało? Przecież Szwecja z najbardziej rozbudowanym systemem opieki społecznej w Europie Konwencje Stambulską, wprowadziła w życie w 2014 roku!

Ten lawinowy wzrost zgłoszeń dot. przemocy wobec najbliższych z pewnością można wytłumaczyć napływem w ostatnich latach setek tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu. Pozycja kobiet w kulturze pochodzących z tamtej części świata narodów jest o wiele gorsza od tych ze Starego Kontynentu. Każdy z nas wie jaki status posiada kobieta w tradycyjnej polskiej rodzinie. Czyżby szwedzkie władze, fundacje i setki zajmujących się ta problematyką NGO-sów nie podjęło wyzwania? Strach przed oskarżeniami o nękanie czy nietolerancje wobec muzułmanów ma jak się okazuje, większe oczy.

Obserwując, przez ostatnie lata jak pod wpływem niekontrolowanej imigracji, zmienia się szwedzkie społeczeństwo, jestem zdecydowanym zwolennikiem objęcia kobiet dodatkową ochroną państwa, ale tam gdzie faktycznie grozi im niebezpieczeństwo, czyli zwłaszcza na przedmieściach. Tam jednak zdecydowanie silniejsze są rodzinne klany i prawa szariatu,

Niestety szwedzkie władze, choć szczycą się najbardziej feministycznym na świecie ustrojem państwa, nie potrafią poradzić sobie z prawdziwym niebezpieczeństwem, jaki zagraża kobietom w Szwecji. O wiele przyjemniej jest natomiast angażować się medialnie i wspierać finansowo takie ruchy jak MeToo, niż walczyć z prawdziwymi oprawcami pozostawionych na pastwę losu kobiet.

Nie ma tygodnia, aby tamtejsze media nie ujawniały przypadków zwyrodnialców traktujących bliskie im kobiety gorzej od zwierząt. Przedwczoraj szwedzki sąd skazał na dożywocie 23-letniego Irakijczyka za zamordowanie swojej 17-letniej szwedzkiej partnerki. Pomimo tego, że kiedy przybył do Szwecji odmówiono mu azylu, to już po kilku latach morderca, otrzymał obywatelstwo tego kraju.

Do Serbii ze względu na "nabyte więzi ze Szwecją" nie powróci również skazany kilka dni temu na 12 lat więzienia sprawca kilkuset gwałtów na nieletniej pasierbicy.

Tymczasem szwedzkie media informację o chęci wypowiedzenia przez Polskę Konwencji Stambulskiej, komentują z tym samym oburzeniem i pogardą, jak tą sprzed paru lat, o braku zgody polskiego rządu, na przymusową relokację migrantów, wtedy nazywanych jeszcze uchodźcami.
Aron Flam 2015 / źródło Wikimedia Commons
Aron Flam 2015 / źródło Wikimedia Commons
Zgodnie z art. 291 o prawie autorskim, każdemu z nas wolno korzystać z cudzych utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury. Nie mówiąc już o artystach! Tymczasem prokuratura w Szwecji oskarżyła jednego z tamtejszych satyryków o naruszenie praw autorskich.

Chodzi o użycie przez Arona Flama, sparodiowanego rysunku będącego motywem kampanii informacyjnej zorganizowanej przez szwedzki władze w 1941 roku. Oficjalnie miała to być akcja, podobna do tej naszej „Gęba na kłódkę” z września 1939. Oficjalnie miała uwrażliwić każdego, aby unikać rozmów z nieznajomymi i wystrzegać się przekazywania obcym informacji mogących przydać się wrogowi.

Jednak w Szwecji Niemcy nie potrzebowali żadnych szpiegów. Tamtejszy rząd, od czasów objęcia przez Hitlera stanowiska kanclerza w 1933 roku, raczej nie sprawiał Niemcom trudności w udzielaniu im niezbędnych informacji. Można nawet powiedzieć, że „na telefon” to Niemcy gdyby chcieli, otrzymaliby nawet kapitulację Szwecji. Nie chcieli, bo nie musieli.

Propagandowy szwedzki tygrys z plakatów i naklejek zachęcając do milczenia, raczej przypominał Szwedom o tym, że Niemców nie można krytykować a obcym nie mówić np. oz jakiego powodu, na kolejowych dworcach, tak często widzą żołnierzy w mundurach Wehrmachtu . Wprowadzono cenzurę prasy, która skutecznie uniemożliwiała pisanie prawdy na temat okrucieństw popełnianych przez Niemców w okupowanej Europie oraz o tajnych układach ówczesnych władz z rządem w Berlinie.

I to przede wszystkim o tym jest książka Arona Flama. Autor przytacza w niej wiele przykładów cynicznej współpracy szwedzkich socjaldemokratów z nazistami. Satyryk, ale również wzięty publicysta i pisarz, na bazie amerykańskich dokumentów, ujawnia w swojej książce, m.in. to co działo się ze złotem zrabowanym Żydom, które naziści deponowali w Szwecji oraz ile na tym zarobiły władze tego państwa.

Dzieła Flama w formie drukowanej nie ma już w sprzedaży. Policja kilka tygodni temu skonfiskowała liczące ponad dwa tysiące egzemplarzy drugie wydanie książki. Autor oskarżony jest o naruszenie praw autorskich do sławnego rysunku. Pierwsza rozprawa przed sądem w Sztokholmie, odbędzie się 24 września.
źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com
W Skandynawii wielki zawód. "Polacy w niedziele, ponownie wybrali prawicowego nacjonalistę, który zdobył ich głosy dzięki rasistowskiej i homofobicznej narracji.

Polska nie skorzystała z trzech dekad demokracji i zmierza ku faszystowskiej dyktaturze" grzmią skandynawscy komentatorzy.

Są zgodni co do tego, że takiego kraju w Unii tolerować, ani finansować nie można, i oczekują od Komisji Europejskiej podjęcia "stanowczych działań".

Najbardziej twardy ton słychać w Szwecji. Tam od kilku dekad dominuje lewicowo-liberalna narracja. Zdani na łaskę państwa Szwedzi nie mają wyjścia. Dążenie do konsensu wartości stało się ich obywatelskim obowiązkiem. Wszelkie odstępstwa, traktowane są przez większość społeczeństwa niemalże jak zdrada państwa.

Zauważył to niedawno fiński Jari Ehrnrooth, fiński docent socjologi i historii kultury. Naukowiec twierdzi, że Szwecja przekształca się obecnie w totalitarną demokrację podobną do tej, do której podczas Rewolucji Francuskiej dążyli jakobini. Ehrnrooth podkreśla, że działania podejmowane przez tamtejszych polityków różnych opcji, przypominają idealizm socjalistyczny i mesjanistyczne marzenie o zgodzie i pokoju.

To właśnie dzięki utopijnym mrzonkom tamtejsi rządzący, stają się oporni na wyzwania rzeczywistości i na rozwiązywanie faktycznych problemów obywateli. Nie potrafią dostrzec zagrożeń dla społeczeństwa. Gwałty, strzelaniny, czy pandemia dotyka przecież przeważenie tylko wykluczonych, słabych na zdrowiui nieaktywnych zawodowo.

Konstruktywizm społeczny w połączeniu z wrodzoną uległością Szwedów wobec rządzących, tworzy dziś kraj, który za kilka lat może osiągnąć swój cel; stać się mocarstwem zbudowanym na darwinistycznych wartościach i na dążeniu do zniewolenia umysłów o których kiedyś pisał Miłosz.

Powtórka z historii?
Być może, ale tym razem na pewno bez potrzeby użycia przemocy fizycznej. Tej się przecież brzydzą i wyrzekają.
Nadanie przez Eryka Pomorskiego herbu miastu Malmö (1437) - Wikimedia Commons
Nadanie przez Eryka Pomorskiego herbu miastu Malmö (1437) - Wikimedia Commons
W ostatnią niedzielę świętowaliśmy 75 rocznicę polskiego Szczecina. Dla większości Szwedów czy Duńczyków Szczecin, wciąż jest Stettinem nad rzeką Oder. 3/4 stulecia to wciąż za mało, aby dla Skandynawów polski Szczecin był miastem atrakcyjnym.

Trzy lata krócej od nas panowali tu na przełomie XVII i XVIII wieku namiestnicy Króla Szwecji. Niestety nie zdążyli zbudować tu czegoś trwałego. Dziś po tamtym okresie praktycznie nie ma żadnych zabytków. Zresztą nic dziwnego bowiem od 1648 do 1720 roku oprócz szwedzkiego gubernatora i pułku wojska miasto, zamieszkiwali wyłącznie Niemcy.

Szwedzi czerpali tu jedynie zyski z ceł i podatków z handlu w porcie. Ponoć nie były one najwyższe. Niektórzy historycy twierdzą, że utarło się wtedy następujące powiedzenie; „Unter den trei Kronen da lääst es sich gut wochen”, czyli „Za panowania Trzech Koron żyje się dostatnie”.

Nic więc dziwnego, że po dziś dzień, Szwedzi dość nostalgicznie podchodzą do ziem dawnego Szwedzkiego Pomorza, które były łupem wojennym, zwanego Lwem Północy, króla Gustawa Adolfa II. Jego następczyni królową Ulryka, sprzedała Prusakom te ziemie wraz ze Szczecinem w 1720 roku.

W okresie PRL-u istniało w Szwecji dość powszechne przekonanie, (które dominuje do dziś), że Gdańsk, Wrocław i Szczecin, powinny pozostać w granicach państwa niemieckiego W tamtym czasie, w szwedzkiej literaturze oraz prasie, wielokrotnie pojawiały się opowieści o przymusowych akcjach przesiedleńczych Niemców, organizowanych przez władze okupacyjne. Dla odbiorców było jasne kto, stał się ofiarą tego procesu.

A może w grodzie Gryfa warto postawić dziś na pamięć o Bogusławie synu Warcisława VII, który u schyłku XIV wieku został królem Danii, Szwecji i Norwegii i stał się sławnym Erykiem Pomorskim? Choć urodził się w Darłowie i tam spoczywają dziś jego prochy, to znacznie przysłużył się nie tylko Szczecinowi i Pomorzu.

Z królem Władysławem II Jagiełłą zawarł przymierze przeciwko Krzyżakom i zawsze deklarował się sojusznikiem Polski. Dla naszych północnych sąsiadów kupił od Zakonu wyspę Gotlandie. Dzięki Erykowi prawa miejskie otrzymała szwedzka Landskrona w Skanii. Warto przypomnieć, że dzięki niemu, w herbach Malmo i Szczecina, do dziś podziwiamy ukoronowaną głowę Gryfa.
„Jest jeszcze dla Polski nadzieja", taki mniej więcej brzmi przekaz skandynawskich mediów, po pierwszej turze wyborów Prezydenta Polski.

Bezpośrednie relacje z naszego kraju w duńskich i szwedzkich mediach publicznych pojawiły się zarówno w sobotę, jak i niedzielę. Tak jak w latach ubiegłych dominował w nich taki sam schemat, polegający na pokazaniu prawicowych wyborców jako prostych zaściankowych i mniej wykształconych od wyborców o poglądach zbliżonych do lewicowych.

Co ciekawe według tych relacji oraz powyborczych analiz przeprowadzonych przez tamtejszych ekspertów od spraw polskich można było się dowiedzieć wiele nowych rzeczy. Na przykład o tym, że to PIS, kiedy zorientowało się, że z przyczyn technicznych nie będzie można przeprowadzić wyborów korespondencyjnych, podjęło decyzje o rezygnacji z tego pomysłu. Zdaniem szwedzkiej publicystki pozwoliło to „prawicowo-liberalnej" Platformie Obywatelskiej, wymienić „doświadczoną, ale bezbarwną kandydatkę na popularnego burmistrza Warszawy".

Szwedzki odbiorca medialnego przekazu z wyborów w Polsce mógł się również dowiedzieć, że Andrzej Duda „katolik i prawicowy nacjonalista", który ubiega się o, reelekcje na urząd prezydenta, stwierdził podczas kampanii wyborczej, że „głos oddany na Rafała Trzaskowskiego zaprowadzi Polaków do piekła". Jeśli dać wiarę skandynawskim mediom, to wizyta prezydenta Dudy w Białym Domu, była próbą zatarcia złego wrażenia, jakie wywarła na Polakach, wypowiedź Andrzeja Dudy na temat ideologii LGBT. To właśnie kwestie związane z ruchem LGBT oraz reformą sądownictwa, winny zdaniem większości szwedzkich publicystów, stanowić główną oś sporu między kandydatami.

Znamienne było również podkreślanie przez dziennikarzy, że między Dudą a Trzaskowskim jest prawie remis, choć zarówno przed wyborami, jak i po ogłoszeniu wyników różnica poparcia sięgała kilkunastu procent. Korespondentka szwedzkiej telewizji publicznej tak uwierzyła w swoją narrację, że chciała ją udowodnić na przykładzie głosujących mieszkańcach Warszawy w jednym z lokali wyborczych stolicy.

- W dzisiejszych wyborach prezydenckich bierze udział ponad 30 milionów i choć sondaże pokazują, że to obecny prezydent Duda ma największe szanse na wygraną, to my, mamy problem znalezienia tu kogoś, kto chciałby oddać na niego swój głos. Tutaj prowadzi burmistrz Rafał Trzaskowski, mówiła wysłanniczka szwedzkiej telewizji publicznej SVT.

Według Aftonbladet ostateczny wynik wyborów będzie dla Polski decydujący, dla jej losów i miejsca w Unii Europejskiej i w tej kwestii gazeta zacytowała słowa byłego prezydenta Lecha Wałęsy. W tym samym tonie konkluduje swoją analizę publicystka SVT.

Sprawy kluczowe dla mieszkańców Polski, dla skandynawskich mediów, zdają się nie mieć większego znaczenia.
Przyznam się, że chyba nigdy nie widziałem wywiadu z ministrem spraw zagranicznych, który posługiwałby się wyłącznie przygotowanymi przez swoich spin doktorów ogólnikami, mówił angielszczyzną na poziomie dalekim od norm przyjętych w dyplomacji oraz okazywał arogancje i butę wobec dziennikarza.


Tą wątpliwą przyjemność miałem w ubiegłym tygodniu, kiedy obejrzałem rozmowę dziennikarki niemieckiej stacji Deutsche Welle z minister spraw zagranicznych Królestwa Szwecji, panią Ann Linde, o tym jak to szwedzkie władze walczyły z koronawirusem.

Pewna siebie minister odpaliła na początku, że rządowi, którego jest członkiem, w walce z pandemią, przyświecały dokładnie te same cele co rządom innych krajów. Linde, łamanym angielskim, przyznała jednak, że władzom Szwecji, nie udało się ochronić od koronawirusa, pensjonariuszy domów opieki. Zaznaczyła, że chodzi tylko o region Sztokholmu, co było pierwszą półprawdą, bowiem w innych regionach, w tego rodzaju placówkach również umarło wielu starszych ludzi. Później było już tylko gorzej.

Pani Linde próbowała wmówić bardzo dobrze przygotowanej dziennikarce, że choć w Szwecji na COVID-19 zmarło do tej pory ponad 5 tysięcy osób, to nie jest to wcale jakaś dramatyczna liczba, bo są kraje w których pomimo lockdown’ów, zmarło o wiele więcej ludzi. Kiedy prowadząca wywiad, przytaczając wypowiedź byłej głównej epidemiolożki kraju, o tym, że Szwecja nie była przygotowana do ochrony osób starszych, i zapytała czy władze nie powinny się z tego powodu wstydzić, minister Linde wyraźnie poirytowana odparła, że dziennikarka widzi ten problem jak swojego rodzaju zawody Pucharu Świata w tym kto pierwszy zostanie zakażony chorobą, a kto nie, a przecież tu nie o to chodzi.

Podczas trwania wywiadu widać było, że pani minister nie przywykła do konkretnych i trudnych pytań i coraz bardziej staje się poirytowana i agresywna. Linde pozwoliła sobie również na osobiste wycieczki pod adresem dziennikarki kiedy ta, zapytała jak to jest możliwe, że bogata Szwecja jest przeciwna propozycji Komisji Europejskiej, powstania funduszu odbudowy po kryzysie spowodowanym pandemią.

Wywiad jest świetnym przykładem na to, co się dzieje, kiedy minister rządu tworzącego mit o swoim kraju, musi zmierzyć się z faktami. Ten mit, o tym jak Szwecja świetnie radzi sobie z kryzysami oraz problemami społecznymi, jest wciąż powielany w Polsce, przez komercyjne media oraz większość polityków opozycji. Natomiast w Szwecji, mit państwa najlepszego na świecie, nadal jest mocno zakorzeniony w umysłach mieszkańców tego kraju, którzy jeszcze długo nie będą potrafili się z niego uwolnić.

Natomiast śledząc od kilku lat obrady szwedzkiego parlamentu, media a także to co Szwedzi mówią o Polsce, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że obraz naszego kraju w Szwecji również jest nieprawdziwy i pokrywa się niestety z tym, jaki kreowany jest na forum Parlamentu Europejskiego, przez polskich posłów partii opozycyjnych.

Dlatego jeżeli będziecie spędzali latem wakacje w ojczyźnie Dzieci z Bullerbyn i Pippi Pończoszanki, to pamiętajcie i nie dziwcie się, że w oczach gospodarzy jesteście przedstawicielami obcego im kulturowo narodu, który po zburzeniu przez Gorbaczowa Muru Berlińskiego, uczył się demokracji według szwedzkiego wzorca, a dzięki wejściu do Unii Europejskiej oraz pochodzącej stamtąd forsie, stać go dzisiaj na budowę u siebie autostrad i nowoczesnych szpitali oraz na turystyczne wyjazdy do Szwecji.
In Sweden we have a system
Alexander Bard fot: Stockholm Pride (Wikimedia commons)
Alexander Bard fot: Stockholm Pride (Wikimedia commons)
Zauważyłem, że kiedy nieco mocniej zagrzeje słoneczko, to ma to niestety negatywny wpływ na polityków. Ich umiejętność składania obietnic bez pokrycia lub wypowiadania niepotrzebnych słów, teraz zdecydowanie, sięga zenitu. No ale to już chyba norma, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczej.

W Szwecji, gdzie w tej chwili, nie odbywają się żadne wybory, a słońce przygrzało tam wcześniej i mocniej niż u nas, trwa gorąca debata publiczna, w której również chodzi o słowa. Dokładniej rzecz biorąc o wolność wypowiedzi, czyli o fundamentalne prawo każdego obywatela w państwie demokratycznym i praworządnym.

Okazuje się, że polityczna poprawność wydaje się tam ważniejsza niż podstawowe wolności obywatelskie gwarantowane przez ustawę zasadniczą. Jej ofiarą padł kilka dni temu ekscentryczny szwedzki muzyk, kiedyś członek zespołu Army of Lovers, a dziś wzięty publicysta Alexander Bard.

W sobotę zajął stanowisko w sprawie protestów przeciwko rasizmowi w Stanach Zjednoczonych. Bard napisał na swoim koncie na Twitterze, że "jeśli czarne życie, chce się liczyć to, powinno wziąć się w garść, zdobyć wykształcenie i pracę. Zarabiać uczciwie na życie, a nie liczyć na zasiłek. Powinno też przestać kłamać, wyjść z więzienia i zostać bohaterem swojego życia, zamiast kreować się na samozwańczą ofiarę, z której śmieje się świat. To się liczy."

Na muzyka wylała się fala hejtu. Od jego słów natychmiast odcinali się publicyści, celebryci, i rzecz jasna, postępowi politycy. Bard musiał zrezygnować z członkostwa w partii Liberałowie. Wiadomość o tym, że musi pożegnać się z rolą jurora w telewizyjnym talent-show, powtarzały przez cały dzień wszystkie najważniejsze redakcje szwedzkich mediów. Facet ma -co tu dużo mówić- przechlapane.

Problem ze swoim przekazem ma również pisarz i standuper Aron Flam. Parę miesięcy temu napisał świetną książkę na temat polityki neutralności Szwecji, podczas II Wojny Światowej. Opisał, w niej parę wstydliwych dla szwedzkich władz faktów i o tym, jak wiele ówcześni politycy, potrafili wycisnąć z nieformalnej współpracy Szwecji z Nazistowskimi Niemcami.

Flam poinformował niedawno na Twitterze, że policja skonfiskowała pozostały w magazynie nakład jego książki. Powodem zaboru książek, miało być naruszenie przez Flama praw autorskich do grafiki umieszczonej na okładce jego dzieła. Chodzi o używany przez szwedzką propagandę w latach 40. nieco zmodyfikowany przez autora książki obrazek tygrysa z niebieskimi pręgami. Miał zachęcać społeczeństwo do unikania rozmów na tematy, które mogły zagrażać bezpieczeństwu kraju.

Po 80 latach okazuje się, że widniejące na nim hasło "En svensk tiger", które oprócz "szwedzki tygrys", oznacza również "Szwed milczy" ponownie jest aktualne.
1234567