Skandynawia po mojemu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Skandynawia po mojemu
Furta dziobowa promu Estonia / fot: Anneli Karlsson, źródło: https://digitaltmuseum.se/011014893527/m-s-estonias-bogvisir-placerat-pa-musko-orlogsbas-foremalsnummer-sm-2829
Furta dziobowa promu Estonia / fot: Anneli Karlsson, źródło: https://digitaltmuseum.se/011014893527/m-s-estonias-bogvisir-placerat-pa-musko-orlogsbas-foremalsnummer-sm-2829
Opublikowany w poniedziałek w Szwecji film dokumentalny na temat zatonięcia we wrześniu 1994 roku na Bałtyku, estońskiego promu Estonia, który pochłonął życie 852 osób, wywołał tam medialną burzę. Filmowcy ujawnili podwodne zdjęcia dziury w kadłubie statku, o której istnieniu nikt wcześnie nie słyszał lub też … nie mówił.

Oficjalna wersja przyjętego przez rządy Estonii, Finlandii oraz Szwecji, raportu specjalnej komisji badającej okoliczności katastrofy promu, mówi o oderwaniu się furty dziobowej w wyniku uderzeń fal podczas sztormu. Tymczasem przedstawione w filmie podwodne ujęcia kamery pokazują wyrwę w poszyciu kadłuba o wysokości 4 metrów.

- Jak to jest możliwe, że dzięki inicjatywie prywatnych osób, zespołowi dokumentalistów udaje się sfilmować tę dziurę, o której w oficjalnym śledztwie nie ma ani słowa? To stawia ponownie wiele pytań, dlatego apeluję, aby rządy trzech państw, niezwłocznie zajęły się tą sprawą, wyjątkowo poważnie i aby przedstawiły faktyczne przyczyny tej tragedii. Domagam się również wyjaśnienia dlaczego przedstawione w filmie zdjęcia do tej pory nie zostały ujawnione. Oczekuje, że nowe śledztwo w tej sprawie, będzie w pełni niezależne, mówił podczas konferencji prasowej Kent Härstedt jeden ze 137 osób, które przeżyły katastrofę promu.

Margus Kurm, były prokurator krajowy Estonii, który z ramienia tego kraju uczestniczył w oficjalnym śledztwie prowadzonym do 1997 roku, i już wtedy mocno krytykował końcowy raport komisji, wykazując jego braki. Dziś twierdzi, że przyczyną zatonięcia promu, było zderzenie ze szwedzkim okrętem podwodnym. Ujawniona wyrwa w kadłubie statku, może być dowodem na to, że Estonia tak szybko poszła na dno. Zaledwie po niecałej godzinie od wdarcia się wody na pokład.

Według Kurma pojawienie się nowych faktów w sprawie wskazuje, że to rząd Szwecji przez lata ukrywał prawdziwe przyczyny zatonięcia promu i śmierci setek niewinnych ludzi. Również ówczesny minister obrony Estonii Enn Tupp, w wypowiedzi dla fińskiej agencji informacyjnej YLE, przychyla się do wersji o zderzeniu się statku ze szwedzkim okrętem podwodnym.

Bezspornym i potwierdzonym faktem przez szwedzkich dziennikarzy jest, że promem Estonia szwedzkie służby specjalne, przemycały prawdopodobnie dla Amerykanów, sowieckie technologie wojskowe. Tajna operacja mogła być ze strony konserwatywnego premiera Carla Blidta sygnałem dla ówczesnej amerykańskiej administracji, że Szwecja gotowa jest na bliższą współpracę z USA oraz NATO. Chęć jej ukrycia przed Rosją, była na rękę wybranemu na kilka tygodni przed katastrofą Ingvara Carlssona na szefa nowego socjaldemokratycznemu rządu i mogła być bardzo silna. Jednak czy możliwa do zrealizowania?

Telewizyjny dokument o katastrofie promu był również przedmiotem rozmów premierów Szwecji oraz Estonii podczas specjalnej wizyty tego ostatniego w Sztokholmie w ubiegłym tygodniu. Rząd Estonii dość mocno naciska obecnie na Szwedów, aby Ci niezwłocznie podjęli decyzję o powołaniu nowej komisji do zbadania przyczyn tej największej w historii tragedii na Bałtyku. Rząd Szwecji jest ciągle dość ostrożny, ale nie wyklucza, że na podstawie prawa międzynarodowego i potwierdzeniu przez ekspertów autentyczności materiału filmowego, wznowi wspólne śledztwo.

Więcej na temat niewyjaśnionych do tej pory wątków tej katastrofy pisałem rok temu:
https://radioszczecin.pl/364,81,prom-estonia-po-25-latach-wciaz-wiecej-pytan-niz

Aftonbladet (zrzut ekranu)
Aftonbladet (zrzut ekranu)
W ostatnich dniach szwedzkie media wiele miejsca poświeciły dwóm piłkarzom. Jednym z nich był kapitan naszej reprezentacji — Robert Lewandowski.

Zacznę jednak od tego, czym teraz, naraził się nie tylko szwedzkim kibicom, Zlatan Ibrachimovic. W ostatnich dniach ukazała się w Szwecji książka pewnego sportowego dziennikarza według którego, urodzony na przedmieściach Malmo piłkarz, będąc kapitanem niebiesko-żółtych, często wywierał psychiczną presję na kolegach z drużyny.

Autor przytacza wiele przykładów na to, że w szatni szwedzkiej drużyny Ibra, miał używać niewybrednego języka i zastraszać innych zawodników. Jeden ze starszych reprezentantów Szwecji, nie ujawniając swojej tożsamości, potwierdził dla dziennika Aftonbladet, zawarte w książce rewelacje.

Jego zdaniem Ibrachimovic stosował mobbing-level hard (jak to mówi dzisiaj młodzież). Piłkarz stwierdził, że takie zachowanie zasługiwało na interwencję policji. Czasami, tak jak w przypadku meczu przeciwko drużynie Anglii w 2012 roku, Zlatan miał słownie zlinczować jednego z zawodników, kiedy indziej, podważać obraną przez trenera taktykę. Źródło gazety chce zachować anonimowość ze strachu przed reakcją Ibry.

Informator, dodaje, że gdyby szwedzki związek piłki nożnej wtedy nie udawał, że w reprezentacji wszystko jest w porządku, to zawodnicy nie musieliby być poniżani przez swojego kapitana.

Przykład opisanych w książce rewelacji, jak i sposób reakcji na nie przez media, w pełni odzwierciedla panującą w Szwecji, kulturę konsensusu, w imię której nikt nie ma odwagi powiedzieć swojego zdania, a ten kto wychodzi przed szereg i nie zachowuje się tak jak reszta, staje się wrogiem godnym powszechnego potępienia.

Szwedzkie media bardzo rzadko poświęcają uwagę Robertowi Lewandowskiemu, nawet, wtedy gdy w ciągu 15 minut strzela przeciwnikom 4 gole. Za to wtedy, gdy kłóci się o pieniądze ze swoim wspólnikiem i podejrzewany jest o niepłacenie podatków, to jest o nim w Szwecji głośno. Dziennik Aftonbladet powołując się na artykuł niemieckiego Der Spiegel sugeruje, że Lewandowscy co prawda osiągnęli sukces, ale poza sportem, to wyglądają na parę oszustów.

Dla szwedzkiego czytelnika podejrzenie o przestępstwo podatkowe, to gorzej niż posądzenie o szpiegostwo na rzecz innego państwa. Aftonbladet dobrze wie, kiedy i w jaki sposób przypominać o kapitanie reprezentacji Polski.
Zamieszki w Malmö po zbeszczeszczeniu Koranu )zrzut ekranu z SVT=
Zamieszki w Malmö po zbeszczeszczeniu Koranu )zrzut ekranu z SVT=
Przywódcy 13 kościołów chrześcijańskich w Szwecji, w tym katolicki kardynał Arborelius jednogłośnie zaprotestowali przeciwko paleniu świętej dla muzułmanów księgi Koranu. W wydanym oświadczeniu napisali, że palenie książek dla wielu ludzi uznawanych za święte jest barbarzyństwem.

Hierarchowie uznali je również za obrazę wiary i uczuć religijnych. Działania prawicowych ekstremistów, w ostatnich tygodniach w kilku szwedzkich miastach, nazwali zagrożeniem dla praw człowieka do wiary i praktyk religijnych.

Akcja palenia Koranu, zapoczątkowana przez Rasmusa Paludana lidera duńskiego ultraprawicowego ugrupowania Stram Kurs, ma oczywiście na celu prowokowanie islamskich radykałów. Takie akcje powinny być przez społeczeństwo potępiane, choć jednakowo w Danii czy Szwecji, prawo nie zabrania szydzenia z religii.

Szwedzka policja nie udziela jednak zezwoleń na manifestacje, podczas których organizatorzy zapowiadają palenie Koranu, z powodu możliwości popełnienia przestępstwa. Chodzi o nawoływanie do nienawiści. Choć prawo do swobodnego wyrażania opinii również na temat religii zapisane jest w szwedzkiej konstytucji i z tego powodu powinno być traktowane jako nadrzędne, to w Szwecji dla wyznawców islamu robi się wyjątek.

Przykładów na to, że mahometanie mogą cieszyć się tam większymi przywilejami niż wyznawcy innych religii, jest wiele. Na przykład szwedzka opieka społeczna bardzo rzadko decyduje się na przykład na tymczasowe odebranie nieletniego rodzicom pochodzącym z Bliskiego Wschodu i umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej. Niemal zawsze w takich przypadkach reaguje liczna rodzina nieletniego i wymusza na urzędnikach zmianę decyzji.

Szwedzkie władze niestety wola chować głowę w piasek, kiedy dochodzi do przypadków napaści przez islamskich imigrantów na Żydów czy chrześcijan. Sprawcy raczej nigdy nie są za to pociągani do odpowiedzialności karnej. Z reguły uchodzi im to na sucho, ze względu na ich młody wiek, brak świadków lub dowodów napaści.

Dzięki wszechobecnej poprawnowści politycznej, strachem przed przełożonymi oraz osobistą zemstą ze strony zorganizowanych grup przestępczych, działania szwedzkiej policji zostały obecnie częściowo sparaliżowane.

Duża część mieszkańców przedmieść uczciwych i lojalnych wobec państwa, została przez nieodpowiedzialnych polityków oddana w ręce ludzi, dążących do podporządkowania ich sobie i przygotowujących się do objęcia w przyszłości władzy.
fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)
fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)
Większość z nas zadaje sobie następujące pytanie; jak to możliwe, że w tak tolerancyjnym i nowoczesnym kraju za jaki uchodzi Szwecja, integracja okazała się fiaskiem? Wiele wskazuje na to, że okazała się mrzonką ówczesnych przywódców szwedzkiej socjaldemokracji.

W 1975 roku ówczesny premier Olof Palme przekonany był o tym, że jako przywódca kraju wyznaczającego światu trzecią drogę, musi pokazać, że bogatą Szwecję stać na więcej. Pomoc humanitarna i polityczne wsparcie dla lewicowych tzw. ruchów narodowo-wyzwoleńczych w Afryce, Azji czy Ameryce Płd już nie wystarczało. Przekonał partię na której stał na czele, że w wymiarze międzynarodowym Szwecja zyska, jeżeli postawi na multikulturalizm. Riksdag jednomyślnie przyjął wtedy ustawę o imigracji i polityce państwa wobec mniejszości etnicznych.

Ustawa miała na celu ubogacić kulturowo Szwecję i szybko przekształcić Szwedów w naród ludzi otwartych na ludzi innych nacji. Przybywające do kraju imigranci otrzymali możliwość, którą mają po dziś dzień; czy starać się asymilować czy pozostać wiernym swojej kulturze, religii i językowi. Instytucje państwa zostały zobligowane do tego, aby bez różnicy na dokonany wybór, każdemu to umożliwić i każdego wspierać.

Żyjąc w tym kraju przez prawie 20 lat, zawsze czułem że tak zapisane prawo, jest sztuczne i nie służy ani rodowitym Szwedom, ani imigrantom takim jak ja. Kiedy jeszcze w w szkole podstawowej przypisano mi obowiązkowe lekcje nauki języka polskiego w ramach normalnego planu lekcyjnego, moja nauczycielka zaproponowała mi abyśmy ten czas przeznaczyli na naukę szwedzkiego. Przyznam się, że początkowo kręciłem nosem, ale później dziękowałem jej po stokroć. Dziś państwo szwedzki idzie jeszcze dalej. Co niektórym imigrantom z Bliskiego Wschodu funduje m.in. kursy prawa jazdy czy np. prowadzenia działalności gospodarczej, oczywiście wszystko w ich języku ojczystym, za pieniądze podatników.

Dla Szwedów, przymusowa tolerancja jest jedną ze składowych ich zakłamanej tożsamości. Tylko ok. ponad 20 procent z nich odczuwa w tej mierze dyskomfort i dlatego głosuje dziś i po cichu wspiera partię Szwedzcy Demokraci, która jako jedyna opowiada się za całkowitym zatrzymaniem imigracji.

Dlatego wydaje się, że konstrukty zrodzone w głowach ludzi, którzy otwarcie boję się przyznać do tego, że nie są idealni, nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. A ta najnowsza, mrozi krew w żyłach:

Ponad 5 tysięcy młodych mężczyzn działa w grupach przestępczych. Ponad 50 trwających konfliktów między gangami z przedmieść. 40 klanów rodzinnych, których jedynym celem jest działalność przestępcza. Ponadto kilka tysięcy radykalnych islamistów działających jakoby w imieniu szwedzkich muzułmanów, szczodrze finansowanych przez państwo.
"Dziękujemy Ci Szwecjo za wsparcie ..." - ogłoszenia Ambasady RP w Sztokholmie zamieszczone 31.08.2020 w dzienniku Aftonbladet v
"Dziękujemy Ci Szwecjo za wsparcie ..." - ogłoszenia Ambasady RP w Sztokholmie zamieszczone 31.08.2020 w dzienniku Aftonbladet v
40. rocznica podpisania w Szczecinie oraz Gdańsku porozumień kończących strajki w Polsce przeszła w Szwecji, niestety bez większego echa. W publicznym radio czy telewizji nie było o tym nawet najmniejszej wzmianki.

Liberalny dziennik Dagens Nyheter kierowany przez urodzonego w Szwecji, ale mówiącego po polsku Petera Wolodarskiego, zdobył się na artykuł, którego naczelnym przesłaniem było porównanie obecnych protestów przeciwko Łukaszence, do powstającego w 1980 roku wolnego i niezależnego związku zawodowego Solidarność.

30 sierpnia autor opublikowanego artykułu na łamach gazety Svenska Dagbladet, który cztery dekady temu, był naocznym świadkiem historycznej w dziejach PRL pierwszej kapitulacji komunistycznej władzy twierdzi, że wolność obywateli dzisiejszej Polski jest teraz zagrożona. Z obu tych artykułów bije wielkie rozczarowanie Szwedów.

Podczas sierpniowych strajków 40 lat temu w Szwecji mało kto nie był Polakami zachwycony. Nie to, co we wrześniu 1939 roku, kiedy szwedzkim władzom, jawiliśmy się raczej jako pozbawieni wyobraźni awanturnicy. Państwo dobrobytu powstało dzięki szwedzkiemu ruchowi robotniczemu. Dlatego już w sierpniu '80 oprócz szwedzkich dziennikarzy pojawili się w Polsce również działacze socjaldemokratycznej centrali związków zawodowych.

Miesiąc później gdańska Solidarność już otrzymała pomoc w postaci sprzętu graficznego, którego wysyłkę zorganizowali szwedzcy działacze związkowi. Oficjalnymi kanałami pomoc trwała do czasu ogłoszenia stanu wojennego. Później w nielegalny przerzut maszyn graficznych angażowało się wielu szwedzkich związkowców a ich centrala, zajmowała się organizacją pomocy humanitarnej dla Polski.

Szwedzi nigdy nie potrafili zrozumieć, dlaczego na bramach strajkujących zakładów pomiędzy kwiatami tkwiły wplecione tam obrazy Chrystusa, czy też Papieża-Polaka. Szwedzkich związkowców denerwowały obrazki modlących się w czasie strajków robotników i niosących im duchową posługę księży.

Bez bagażu polskich doświadczeń nie tylko Szwedom jest trudno zrozumieć prawdziwe powody ówczesnego zrywu Polaków, jak i ideałów późniejszej Solidarności.

Chociaż, czy my sami je dzisiaj rozumiemy?
fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)
fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)
O tym, że integracja w Skandynawii dużej części migrantów z Bliskiego Wschodu nie przebiega zgodnie z założeniami, mało kogo dziś dziwi. Również polityków z partii centrowych i liberalnych, czy nawet centrolewicowych, tak jak ma to miejsce np. w Danii.

Tamtejszy, wspierany przez lewicę socjaldemokratyczny rząd premier Mette Fredereksen, wdrożył kilka miesięcy temu specjalny program repatriacyjny. Dzięki któremu, osoby powracające do swojej ojczyzny mogą otrzymać od duńskiego państwa, odpowiednią finansową gratyfikację. Natomiast przymusowo deportuje się migrantów, którzy popełnili w Danii przestępstwo.

Zgoła inaczej, mają się sprawy w Norwegii i Szwecji gdzie rządzący wciąż łudzą się, że niedawni mieszkańcy Bliskiego Wschodu czy płn. Afryki pragną zmienić się w progresywnych Szwedów, czy Norwegów. Prawdziwą plagą wielu norweskich miast są mnożące się napady rabunkowe, których sprawcami są młodzi imigranci często tworzący nieformalne grupy na kształt gangów. W Szwecji natomiast, oprócz przemocy ze strony nowoprzybyłych wobec rodowitych mieszkańców kraju nie ustają strzelaniny. W tym roku odnotowano tam już 210 tego typu zdarzeń. 24 osoby poniosły śmierć, w tym 12-letnia dziewczynka częściowo polskiego pochodzenia oraz jeden nieletni.

- Jestem pewien, że również premier Stefan Lofven jest zaniepokojony obecną sytuacją. Niepotrzebnie straciliśmy kolejny rok na przegadanie tego tematu. Rząd nie zrobił w tej kwestii niczego. Sprawowanie władzy wymaga odpowiedzialność, mówił kilka dni temu lider centroprawicowej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej Ulf Kristersson.

Wrogo nastawieni do reszty społeczeństwa islamiści, którzy wespół z gangami wydają się mocno trzymać w garści mieszkańców przedmieść, ostatnio czują się na tyle bezkarni, że w jednej z dzielnic Göteborga gdzie obecnie trwają gangsterskie porachunki, ustawili własne uliczne rogatki.

W Malmö natomiast prawdopodobnie na wieść o tym, że w piątek ma tam dojść do publicznego spalenia Koranu, przez kilka dni z rzędu, nieznani sprawcy dewastowali położony w owianej złą sławą dzielnicy Rosengard, protestancki kościół. Okazało się, że znajdująca się w nim figura Chrystusa, została zniszczona, a tamtejszy proboszcz musiał wynająć ochronę.

Niewykluczone, że podczas tegorocznej kampanii prezydenckiej, Donald Trump przywoła niepokoje w Szwecji jako przykład nieodpowiedzialności rządu socliberałów, tak jak zrobił to słynnym "Look at wiat happener last night in Sweden" w 2017 roku.
Jedynie lider partii Szwedzcy Demokraci Jimmie Åkesson (na zdjęciu po prawej) twierdzi, że w Szwecji powinno używać się maseczek ochronnych / fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)
Jedynie lider partii Szwedzcy Demokraci Jimmie Åkesson (na zdjęciu po prawej) twierdzi, że w Szwecji powinno używać się maseczek ochronnych / fot: Przemysław Gołyński (Radio Szczecin)

Są na świecie chyba tylko dwa kraje, których władze twierdzą, że zasłanianie nosa i ust w czasie pandemii koronawirusa jest bezużyteczne. Jednym z nich jest była republika sowiecka-Turkmenistan, a drugim … Szwecja.

W kraju położonym w Azji Środkowej maseczki są zakazane, bowiem rządzący uznali, że patogen tam nie dotarł i nikt nie zachorował. Prezydent tego kraju zależy, aby Turkmenistan uchodził na świecie za kraj idealny. Choć nieoficjalnie wiadomo, że również i tam dotarł koronawirus, to noszenie na wszelki wypadek maseczek w miejscach publicznych przez jego obywateli, mogłoby nadszarpnąć wizerunek tego kraju jako idealnego właśnie.

Taki wizerunek chce za wydaje się wszelką cenę utrzymać Szwecja. Tam też kwestia maseczek ochronnych jest wciąż tematem tabu, jednak ze zgoła innego powodu. Władze nigdy bowiem nie zaprzeczały, że epidemia jest faktem. Szwedzki Urząd Zdrowia Publicznego i główny epidemiolog kraju Anders Tegnell zobaczyli w zabójczym wirusie szanse na sukces. Nie tylko osobisty, ale i taki z którego dumna byłaby większość Szwedów. Taki sukces umocniłby wizerunek kraju niezależnego oraz progresywnego. Sukces marketingowy jawił się jako murowany.

Kluczem miało być osiągnięcie w możliwe jak najszybszym czasie, tzw. odporności stadnej. Ujawnione ostatnio przez dziennik Expressen mejle pomiędzy urzędnikami Urzędu Zdrowia Publicznego a Andersem Tegnellem, nie pozostawiają wątpliwości. Już w styczniu szwedzcy eksperci państwowej instytucji podjeli decyzje nie o przeciwdziałaniu i zmniejszaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa, ale o konfrontacji jego ze społeczeństwem. Liczyli się z tysiącami ofiar wśród najsłabszych. Dlatego też nie mogło być mowy o maseczkach lub o tym, że patogen mogą przenosić dzieci. Duża śmiertelność w domach opieki oraz odmowa udzielania ich pensjonariuszom odpowiedniej terapii, nie były wcale przypadkowe.

Dziś wciąż jednakowo Tegnell, jego współpracownicy, rząd oraz politycy prawie wszystkich partii, dalej brną lansując w mediach tezą o nieprzydatności maseczek w dobie pandemii. Szwedzkie władze mają się dobrze. Pomimo trzykrotnie większej liczbie ofiar śmiertelnych na COVID19 niż w Polsce i prawie 9-procentowym spadku PKB, choć przecież nie zastosowano lockdownu. W sprawie noszenia maseczek myli się przecież cały pozostały świat. Na domowym podwórku nie ma mowy o większych kłótniach między politykami, nie mówiąc już o społecznych niepokojach.

Jest idealnie, ... prawie tak jak w Turkmenistanie.
źródło: https://twitter.com/MagdalaJohanss1
źródło: https://twitter.com/MagdalaJohanss1
Odnoszę wrażenie, że część naszych posłów i polityków, zwłaszcza po tej opozycyjnej stronie, wykazuje ujmując to najdelikatniej; ogromną naiwność lub całkowity cynizm. Chodzi o osadzenie przez warszawski sąd w areszcie kogoś, kogo podejrzewa się o popełnienie przestępstwa.

Osoba ta twierdzi, że jest w Polsce prześladowana, a tymczasowe aresztowanie traktuje jako szykanę ze strony opresyjnego aparatu państwa. Kiedy stało się jasne i oczywiste, że oskarżony, choć deklaruje się kobietą, został umieszczony w areszcie dla osobników płci męskiej, podniósł się lament i niepokój środowisk uważanych kiedyś za opiniotwórcze.

Słychać było głosy, że to łamanie praw człowieka. Mogę zrozumieć reakcje niektórych posłanek i działaczek lewicy. Te są ponoć bardzo wyczulone na kwestie związane z prawami kobiet, osób homoseksualnych czy też transseksualnych. Jednak dość fałszywie brzmią słowa o rzekomym łamaniu praw jednostki z ust polityków innych opcji czy też wytrawnych publicystów.

O tym, jak niebezpiecznie jest traktować ulgowo potencjalnego przestępcę tylko dlatego, że przyłączył się do modnego ruchu kontestującego wszystko, co związane, jest z tradycyjnymi wartościami, niech świadczy przypadek pewnego mordercy ze Szwecji.

Siedem lat temu, 30-letni wówczas Kristoffer Johansson zabił swoją o trzy lata młodszą partnerkę. Zginęła od ciosów nożem, którym później poćwiartował jej ciało. Sąd skazał go na 14 lat więzienia. Po złożonej przez obronę apelacji sąd obniżył wyrok do 10 lat za kratkami.

Johansson został osadzony w więzieniu dla szczególnie groźnych przestępców, gdzie obowiązuje dość ciężki jak na szwedzkie warunki rygor. Władze więzienne określały go wtedy jako agresywnego, interesującego się bronią oraz militariami mężczyznę.

Tymczasem w 2018 roku, Johansson udzielił wywiadu jednej ze szwedzkich stacji telewizyjnych, w którym opowiadał o tym, jak powoli, za pomocą terapii „korygującej płeć” przekształca się w kobietę. Tak na marginesie to czuł się nią od przedszkola i utrzymywał, że jego pobyt w męskim więzieniu staje się dla niego niebezpieczny, ze względu na zachowania współosadzonych.

Władze śłużby więziennej przychylły się pozytywnie do wniosku o poddanie się terapii korekcji płci, a później również przeniesienia do więzienia dla kobiet, gdzie już jako Kim Marie, odsiadywał część wyroku. W lutym morderca opuścił warunkowo zakład karny.

Niektóre szwedzkie media donoszą, że zdążył już wysłać listy z pogróżkami do znanych radykalnych szwedzkich feministek. Na Twitterze jako Magdala Johansson, skazaniec nie ukrywa, że jego celem jest teraz ich zwalczenie.

Przestępcy w Szwecji, zwłaszcza ci młodociani, mogą liczyć od sądów na taryfę ulgową. Czyżby polskiej opozycji w imię politycznej poprawności zależało na tym samym?
Zrzut ekranu z szwedzkiej telewizji SVT
Zrzut ekranu z szwedzkiej telewizji SVT
Kule z karabinu maszynowego typu AK-47 wystrzelone z samochodu, miały trafić w jednego z noszących kamizelki kuloodporne członka gangu działającego w okolicach miejscowości Norsborg niedaleko Sztokholmu.

Konkurenci namierzyli ich przy jednej ze stacji benzynowych, prawdopodobnie celem wyrównania rachunków. Było późno w nocy, ale takie miejsce jak te, gdzie oprócz stacji paliw mieszczą się również popularne restauracje, gromadzą wielu mieszkańców osiedla, zwłaszcza w pogodną letnią noc.

Norsborg to jedna z tzw. sypialni Sztokholmu. Od lat boryka się z przestępczością. Mieszkańcy są zastraszani przez młodocianych gangsterów. Policja pojawia się tu rzadko, no ale wiadomo - strefa no-go. Oficjalnie; jeden z obszarów narażonych na wykluczenie społeczne i przestępczość właśnie.

12-letnia, drobna Adrianna mieszkała tu od zawsze. W nocy z soboty na niedziele postanowiła wyprowadzić na dwór swojego pieska. W przeciwieństwie do bandziorów nie nosiła kamizelki kuloodpornej. Przechodząc, obok stacji, znalazła się na linii ognia. Wystrzelone z karabinu kule raniły dziewczynkę. Jak się później okazało - śmiertelnie.

Lokalne media informując o trzeciej w ciągu ostatniego tygodnia strzelaninie tylko w tej miejscowości, raportowały początkowo o rannej kobiecie. To niestety dla nich typowe. Z reguły starają się deprecjonować skale tego typu zdarzeń. Tym razem dość szybko okazało się, że przypadkową ofiarą strzelaniny było dziecko. Adrianna była córką Irańczyka i Polki. Tragedia poruszyła wielu mieszkańców tej miejscowości, którzy wcale nie czują się tam bezpiecznie.

- Sam jestem rodzicem. To bardzo niepokojace co się tu dzieje. Boje się, że coś takiego może się przydarzyć również moim dzieciom. mówił w szwedzkiej telewizji mieszkaniec Norsborg gdzie żyją przeważnie imigranci. Szwedzi takie miejsca starają się omijać, dla nich to inny świat.

Szwedzcy politycy jak zwykle w takich sytuacjach potępili przemoc i wyrazili współczucie rodzinie Adrianny. Jednocześnie można zauważyć, że część winy za panujące tam bezprawie starają się zrzucić na jego mieszkańców. Sugerują, że Ci dobrze znają zabójców 12-latki. Czy można jednak ich winić za to, że zamiast porządku panuje tam prawo pięści?

Niektórzy szwedzcy publicyści, retorycznie pytają, dlaczego Adrianna znajdowała się w tym miejscu o tak późnej porze? Jakby zapomnieli, że Norsborg położony jest w Szwecji, w kraju, w którym ponoć każdy może czuć się bezpiecznie, niezależnie od pory i miejsca.
źródło: pixabay.com
źródło: pixabay.com
Zakładając, że Konwencja Stambulska faktycznie lepiej od kodeksu karnego i skuteczniej chroni kobiety i dzieci od przemocy w rodzinie, to problem ten na przykład w Szwecji, istniałby raczej na marginalnym poziomie lub nie istniał wcale.

Jednak jak pokazują oficjalne statystyki szwedzkiej Krajowej Rady Zapobiegania Przestępczości, dotyczące przemocy wobec najbliższych, problem ten wciąż istniej. W 2019 roku co piąte zgłoszenie dotyczące pobicia pochodziło od osoby z nią spokrewnionej. Siedem lat wcześniej ten odsetek wynosił niespełna 7 procent. Co się stało? Przecież Szwecja z najbardziej rozbudowanym systemem opieki społecznej w Europie Konwencje Stambulską, wprowadziła w życie w 2014 roku!

Ten lawinowy wzrost zgłoszeń dot. przemocy wobec najbliższych z pewnością można wytłumaczyć napływem w ostatnich latach setek tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu. Pozycja kobiet w kulturze pochodzących z tamtej części świata narodów jest o wiele gorsza od tych ze Starego Kontynentu. Każdy z nas wie jaki status posiada kobieta w tradycyjnej polskiej rodzinie. Czyżby szwedzkie władze, fundacje i setki zajmujących się ta problematyką NGO-sów nie podjęło wyzwania? Strach przed oskarżeniami o nękanie czy nietolerancje wobec muzułmanów ma jak się okazuje, większe oczy.

Obserwując, przez ostatnie lata jak pod wpływem niekontrolowanej imigracji, zmienia się szwedzkie społeczeństwo, jestem zdecydowanym zwolennikiem objęcia kobiet dodatkową ochroną państwa, ale tam gdzie faktycznie grozi im niebezpieczeństwo, czyli zwłaszcza na przedmieściach. Tam jednak zdecydowanie silniejsze są rodzinne klany i prawa szariatu,

Niestety szwedzkie władze, choć szczycą się najbardziej feministycznym na świecie ustrojem państwa, nie potrafią poradzić sobie z prawdziwym niebezpieczeństwem, jaki zagraża kobietom w Szwecji. O wiele przyjemniej jest natomiast angażować się medialnie i wspierać finansowo takie ruchy jak MeToo, niż walczyć z prawdziwymi oprawcami pozostawionych na pastwę losu kobiet.

Nie ma tygodnia, aby tamtejsze media nie ujawniały przypadków zwyrodnialców traktujących bliskie im kobiety gorzej od zwierząt. Przedwczoraj szwedzki sąd skazał na dożywocie 23-letniego Irakijczyka za zamordowanie swojej 17-letniej szwedzkiej partnerki. Pomimo tego, że kiedy przybył do Szwecji odmówiono mu azylu, to już po kilku latach morderca, otrzymał obywatelstwo tego kraju.

Do Serbii ze względu na "nabyte więzi ze Szwecją" nie powróci również skazany kilka dni temu na 12 lat więzienia sprawca kilkuset gwałtów na nieletniej pasierbicy.

Tymczasem szwedzkie media informację o chęci wypowiedzenia przez Polskę Konwencji Stambulskiej, komentują z tym samym oburzeniem i pogardą, jak tą sprzed paru lat, o braku zgody polskiego rządu, na przymusową relokację migrantów, wtedy nazywanych jeszcze uchodźcami.
1234567