Radio SzczecinRadio Szczecin » Polska i świat

Ił-62 o nr. rej. SP-LBG, który uległ wypadkowi. Zdjęcie wykonane na lotnisku Nowy Jork-JFK siedem miesięcy przed katastrofą. źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotnicza_w_Lesie_Kabackim
Ił-62 o nr. rej. SP-LBG, który uległ wypadkowi. Zdjęcie wykonane na lotnisku Nowy Jork-JFK siedem miesięcy przed katastrofą. źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotnicza_w_Lesie_Kabackim
34 lata temu, 9 maja 1987 roku, w Lesie Kabackim pod Warszawą rozbił się samolot Ił-62 M "Tadeusz Kościuszko".
Na pokładzie maszyny znajdowały się 183 osoby. Wszyscy zginęli - 172 pasażerów i 11 członków załogi. Pod względem liczby ofiar była to największa katastrofa w historii polskiego lotnictwa.

Palący się samolot, który stracił dwa silniki, spadł po ponad godzinie od startu, pięć kilometrów od lotniska. Dowodzący załogą kapitan Zygmunt Pawlaczyk i drugi pilot major Leopold Karcher do końca wykazali się opanowaniem i najwyższym profesjonalizmem.

Półgodzinna walka załogi o uratowanie samolotu zakończyła się porażką. Ostatnie słowa kapitana Pawlaczyka, które słyszeli kontrolerzy lotów na Okęciu o godzinie 11.12 brzmiały: "Dobranoc, do widzenia. Cześć, giniemy". Nagranie zarejestrowały "czarne skrzynki".

Samolot rozbił się na skraju Lasu Kabackiego. Wpadając między drzewa z prędkością 470 kilometrów na godzinę, rozpadł się na kawałki na przestrzeni około 370 na 50 metrów.

Do awarii samolotu doszło w 23 minucie lotu, na wysokości 8200 metrów. Wybuch jednego z silników spowodował zniszczenie sąsiedniego i pożar na pokładzie. Kapitan Pawlaczyk postanowił zawrócić na lotnisko Okęcie.

Świadkowie zdarzenia mówili, że już w trakcie tego manewru samolot zaczął spadać.

- Pracowałem na budowie, robiliśmy dach. Samolot był bardzo nisko, było wiadomo, że nie doleci, że musi spaść. Złapaliśmy potrzebny sprzęt gaśniczy, łopaty... Zanim wyjechaliśmy z budowy zadzwoniliśmy jeszcze do straży do Piaseczna - wspominał jeden z nich.

Do zbadania przyczyn katastrofy powołano specjalną komisję rządową, która w raporcie opublikowanym w lipcu 1987 roku stwierdziła, że powodem awarii samolotu było "zmęczeniowe zniszczenie" materiałów. Dopiero po latach do opinii publicznej dotarły szczegóły ekspertyzy, z których wynikało, że do katastrofy doszło z winy radzieckiego producenta - łożysko jednego z silników miało poważne błędy konstrukcyjne.

Eksperci ze Związku Radzieckiego dowodzili natomiast, że polscy piloci popełnili błędy, a uszkodzenia silników powstały w wyniku zderzenia maszyny z ziemią. Wspólny dokument częściowo uwzględniający polskie wnioski został podpisany dopiero po rozmowach na Kremlu, w listopadzie 1987 roku.

Tragicznie zmarli pasażerowie zostali pochowani we wspólnej mogile na Cmentarzu Komunalnym Północnym w Warszawie, w kwaterze E XVIII. Część ofiar, których zwłoki udało się zidentyfikować, zgodnie z wolą bliskich, spoczęła na cmentarzach w rodzinnych miejscowościach.

Katastrofę na Kabatach i załogę lotu numer 5055 upamiętniają dwie ulice znajdujące się na warszawskim Ursynowie. Jedna z nich - ulica Zygmunta Pawlaczyka - odchodzi od ulicy Jana Rosoła, a druga - Aleja Załogi Samolotu "Kościuszko" - przecina Las Kabacki.

To właśnie tam spadający samolot zniszczył drzewa na obszarze prostokąta o wymiarach 370 na 50 metrów. W pobliżu miejsca katastrofy ustawiono krzyż oraz kamienny pomnik z wyrytymi nazwiskami ofiar tragicznego lotu. W rocznicę katastrofy przy pomniku odprawiana jest msza święta za zmarłych.
Ostatnie słowa kapitana Pawlaczyka, które słyszeli kontrolerzy lotów na Okęciu o godzinie 11.12 brzmiały: "Dobranoc, do widzenia. Cześć, giniemy". Nagranie zarejestrowały "czarne skrzynki".
- Pracowałem na budowie, robiliśmy dach. Samolot był bardzo nisko, było wiadomo, że nie doleci, że musi spaść. Złapaliśmy potrzebny sprzęt gaśniczy, łopaty... Zanim wyjechaliśmy z budowy zadzwoniliśmy jeszcze do straży do Piaseczna - wspominał jeden z nich.

Najnowsze Szczecin Region Polska i świat Sport Kultura Biznes

radioszczecin.tv

Najnowsze podcasty