Radio SzczecinRadio Szczecin » Muzyka
"Hit Me Hard and Soft" to trzeci krążek w dorobku Billie Eilish, o którym tak czytamy w notce prasowej: "Ta płyta robi dokładnie to, co sugeruje tytuł - uderza mocno i delikatnie, zarówno pod względem tekstowym, jak i dźwiękowym, jednocześnie naginając gatunki i przeciwstawiając się trendom".

Billie Eilish za to dodaje, że ten album najlepiej odzwierciedla jej rozwój osobisty i artystyczny: "To bardzo czytelna historia, nie tylko pod względem tekstowym. Cała płyta pokazuje, że to był bardzo ważny okres przejściowy w moim życiu - okres rozwoju i szukania siebie. Ta płyta bardzo dokładnie mnie odzwierciedla - to kim jestem, co lubię. Nie gram tu żadnej roli, nie to że wcześniej to robiłam, ale mogły być takie momenty - tu jestem w 100% sobą i to jest świetna sprawa".

Artystka pracowała nad krążkiem z bratem, producentem i wokalistą, Finneasem O'Connellem, a ich wspólny materiał dotarł do 2. miejsca na amerykańskiej liście najlepiej sprzedających się płyt.
Wokalistka z Ińska, urodzona w Stargardzie, wraca do nas z czwartą płytą wydaną 10 lat po jej debiutanckim albumie "Add the Blonde".

Tym razem Margaret stawia na brzmienia popowe, a także na dwie różne strony życiowych doświadczeń, jak powiedziała: "Życie takie jest, że jak nie ma siniaków, nie będzie cekinów. Nie ma upadków, to trudno mówić o wzlotach. Gdybym nie robiła rzeczy stricte popowych, nie odwinęłabym się w drugą stronę, ku rapowi. Gdybym z kolei nie zajęła się rapem, nie odkryłabym nowej muzyki, którą teraz nagrywam. Jest we mnie pełna zgoda na tę sinusoidę, podążam za nią".

Artystka dodała też podczas wywiadu dla Radia Szczecin: "Czuję, że te "Siniaki i cekiny" są bardzo wyjątkowe dla mnie, też dlatego, że mój poprzedni album także był mocno pamiętnikowy, natomiast tam było dużo - i we mnie i w tym materiale, bo to się łączy - złości na to, co mnie spotkało. Myślę, że musiałam się wyzłościć, a teraz jestem w takim fajnym momencie akceptacji i to jest zupełnie inna perspektywa opowiadania tych historii".

Tutaj posłuchacie całej rozmowy z Margaret.
Kings of Leon to grupa, która ma na koncie wiele platynowych płyt, pięć singli notowanych na Billboard Hot 100. Każdy z wydanych przez Kings of Leon krążków znalazł się na liście Billboard Top 200, a jeden z nich – „WALLS” – dotarł na sam szczyt notowania. Zespół był ośmiokrotnie nominowany do Grammy i ma na koncie trzy statuetki, a do tego nagrody NME, BRIT i Juno. Czas na ich dziewiąty album, który ukazał się w kilku limitowanych formatach - jako winyl w dwóch wersjach kolorystycznych, a także na kasetach.

Płyta "Can We Please Have Fun" została nagrana w studiu Dark Horse w Nashville pod okiem producenta pracującego wcześniej m.in. z Harrym Stylesem, czy Florence and the Machine. Muzycy wyznali, że na tej płycie stworzyli dokładnie taką muzykę, jaką zawsze chcieli i nigdy nie bawili się tak dobrze podczas pracy w studiu: "To tak, jakbyśmy pozwolili sobie na muzyczną wrażliwość. Uwielbiam, gdy zespół rockowy nie wstydzi się przyznać, że nie każda piosenka musi być głośna na maksa" - dodają.

Nowe utwory Kings of Leon będzie też można usłyszeć w Polsce - zespół wystąpi 17 lipca w TAURON Arenie Kraków.
Trzecia płyta Duy Lipy to "odwołanie do czystej radości i szczęścia”. Kilka lat temu wokalistkę zaciekawił termin "radykalny optymizm" i postanowiła postarać się wprowadzać to pojęcie w życie, jak później przyznała: "Uderzyło mnie to – pomysł przejścia przez chaos z wdziękiem i z poczuciem, że ​​można przetrwać każdą burzę". W międzyczasie artystkę zaczęły inspirować takie gatunki jak trip hop, brit pop, czy psychodeliczne brzmienia z lat 70 - szukała w tych dźwiękach wolności i optymizmu.

Co było głównym celem nagrania albumu? Jak mówi Dua Lipa: "stworzenie naprawdę organicznej muzyki, zawierającej elementy elektroniczne. Jest tu prawdziwa muzykalność i mnóstwo żywych instrumentów, a ja chciałam po prostu uchwycić istotę naszej pracy jako zespołu." Początkiem tworzenia każdego utworu była ponoć filiżanka herbaty - muzycy rozmawiali o swoich uczuciach przez przynajmniej godzinę, później ktoś zaczynał grać na klawiszach, czy perkusji, powstawały listy słów, mapy wizualne emocji, czy melodie, z czego klarowała się historia zawarta w danej piosence. Dua Lipa jest współautorką wszystkich jedenastu utworów, które znajdziemy na płycie.
Tym razem przyjrzymy się trzeciej płycie fanki Patti Smith, Kim Gordon i Björk - nominowanej do Grammy amerykańskiej wokalistki i producentki Maggie Rogers. To będzie album idealny na majówkę, gdyż Maggie chciała nagrać krążek, który brzmiałby jak niedzielne popołudnie. Jak powiedziała: "Zależało mi, żeby to było coś, co można porównać do chodzenia w jeansach. Przejażdżki ulubionym samochodem. Wyjścia bez makijażu, za to z odpowiednią ilością szminki. Coś klasycznego. Moherowy kocyk i butelka whisky w pokoju motelowym Joan Didion. Stara Corvetta. Vintage, ale nie przesadnie Americana. Chciałam stworzyć album, który można puścić na cały regulator w samochodzie, gdzie na fotelu pasażera siedzi zaufana osoba i jest z tobą w momencie, kiedy jej potrzebujesz".

Rogers wyprodukowała album wspólnie z Ianem Fitchukiem w nowojorskim Electric Lady Studios. Ten materiał był dla niej niczym "powrót do domu" i do muzyki, którą tworzyła w swojej sypialni, gdy miała 16 lat. Przyjaciele Maggie mówią, że ta muzyka brzmi jak ona, ale w bardziej wyluzowanej wersji niż ta, którą zna jej publiczność.

Album "Don't Forget Me" dotarł do 6. miejsca na amerykańskiej liście Billboard w kategorii płyt folkowych.
1234567