Muzycy z angielskiego zespołu folkowego Mumford & Sons wydawali swoje pierwsze albumy w odstępie trzech lat, a na piątą płytę z 2025 roku ("Rushmere"), musieliśmy czekać aż siedem lat. Tym bardziej dziwi, że szósty krążek otrzymaliśmy po niecałym roku. Kulisy tworzenia nowego materiału wyjaśniają to tempo - utwory, które słyszymy na "Prizefighter" były pisane jeszcze przed wydaniem "Rushmere".
Ważnym zakulisowym wydarzeniem było też przypadkowe spotkanie Mumford & Sons z Aaronem Dessnerem z The National podczas sesji nagraniowej w Electric Lady Studios. Artyści pracowali już wspólnie w 2015 roku - tym razem zaczęli jeździć po świecie, pisząc piosenki. Stworzyli ich więcej niż podczas minionych siedmiu lat. Gdy materiał był już gotowy, nagrali wszystko w ciągu dziesięciu dni w studiu Dessnera w Nowym Jorku.
Na albumie znajdziemy też rekordową jak na Mumford & Sons ilość występów gościnnych - w studiu z muzykami spotkali się Chris Stapleton, Hozier, Gigi Perez i Gracie Abrams. "Prizefighter" jest bogatszy we współprace, gdyż Mumford & Sons poczuli się w tym temacie pewniej po niedawnym nagrywaniu z Pharrellem Williamsem i Davem Cobbem.
Ważnym zakulisowym wydarzeniem było też przypadkowe spotkanie Mumford & Sons z Aaronem Dessnerem z The National podczas sesji nagraniowej w Electric Lady Studios. Artyści pracowali już wspólnie w 2015 roku - tym razem zaczęli jeździć po świecie, pisząc piosenki. Stworzyli ich więcej niż podczas minionych siedmiu lat. Gdy materiał był już gotowy, nagrali wszystko w ciągu dziesięciu dni w studiu Dessnera w Nowym Jorku.
Na albumie znajdziemy też rekordową jak na Mumford & Sons ilość występów gościnnych - w studiu z muzykami spotkali się Chris Stapleton, Hozier, Gigi Perez i Gracie Abrams. "Prizefighter" jest bogatszy we współprace, gdyż Mumford & Sons poczuli się w tym temacie pewniej po niedawnym nagrywaniu z Pharrellem Williamsem i Davem Cobbem.

Radio Szczecin