Kiedy w styczniu 2000 roku ukazał się 13. (10.)* album mistrza Jeana Michela Jarre'a– Metamorphoses, został przyjęty jako dzieło wręcz kontrowersyjne, wywołując zdziwienie szczególnie u fanów przestrzennych pasaży rodem z Oxygene i Equinoxe.
Owszem, w dyskografii muzyka, pojawiały się samplowane ludzkie głosy, ale nikt nie śpiewał. Może melorecytował. Teraz było inaczej. Metamorphoses okazała się płytą zasługująca na swój tytuł. Utwory krótsze i odrębne, inne niż wcześniejsze kompozycje, które zazwyczaj ewoluowały jedno w drugie. Na tej płycie można usłyszeć i house, techno, ale i radio-pop czy down-tempo.
To był początek tej odskoczni.
W dwa lata później, pojawia się następny album, odmieniec w kolekcji Francuza. Kolejny album, który nie spotkał się z należytym uznaniem i szerokim odzewem wśród miłośników el-muzyki. Album kompletnie pominięty przez media.
Sessions 2000. Tu co prawda mamy powrót do całkowicie instrumentalnych zmagań, ale zarazem są to nowe brzmienia. Nietypowe dla Jean-Michel'a. To jazz. A bardziej jazz-lounge, nu-jazz. JMJ nagrał ten album razem ze swoim kolegą i przyjacielem - wieloletnim współpracownikiem – Francis’em Rimbert’em.
Ów Francis z Michelem koncertował od lat 80, współpracował przy bodajże ośmiu albumach. Największy jednak wkład miał właśnie przy tworzeniu Sessions 2000.
Skąd pomysł na album w oparach jazzu? Wytwórnia w której wydawał swoje albumy Jarre – Disques Dreyfus - na początku wieku postanowiła zmienić swój profil na brzmienia nieco bardziej chilloutowe, stąd i artyści dotychczas nagrywający tamże, musieli dostosować swoją muzykę.
I moim zdaniem to wyszło.
Session 2000 powstawało niemal jako nagranie improwizowanej sesji, dlatego udział Rimberta okazał się istotny - nie tylko jako muzyka, ale jako programisty instrumentów i sound designu.
Sięgnijcie po te nagrania. Są inne. Nawet jeżeli chill, jazz-lounge i podobne brzmienia, nie są Waszym pierwszym muzycznym wyborem. Jest intrygująco i nie najłatwiej**.
W tym wydaniu Prorocka sięgnę po kilka utworów (raczej pochodzenia gitarowego), ale będą to utwory zaskakujące dla danego wykonawcy. Nie szokujące, ale intrygujące na pewno i nieoczywiste. Wspomniany JMJ też będzie.
Bo muzyka, (a szczególnie Metallica) nie skończyła się po Kill’Em All.
*Wiele osób (choćby dziennikarzy) liczy dyskografie Jean’a Michel’a Jarre od albumu ‘od którego wszystko się zaczęło’ czyli od Oxygene wydanego w 1976 roku. Ale wcześniej, bo w 1973 roku, muzyk ten skomponował ścieżkę dźwiękową do filmu Les Granges Brulees i zapis tejże jest wydane jako oficjalna płyta pod tym samym tytułem co film.
Rok wcześniej w 1972 roku powstaje Desert Palce - jego pierwszy solowy longplay. Owszem, muzyka była tworzona jako ilustracje do filmów, reklam i produkcji telewizyjnych. Niemniej zostało to zebrane na jedną płytę i wydane właśnie jako longplay.
** Bo tak w życiu jest, że poruszamy się po utartych ścieżkach, po tych samych torach, czasem owszem ktoś przestawi zwrotnicę i zmieni nam kierunek jazdy.
To poruszanie się po ustalonych koleinach życia, po wypracowanym schemacie działań, pomaga w funkcjonowaniu. Pomaga nam samym jak i innym w naszym otoczeniu. Często są to przyzwyczajenia, nie tylko nasze i nie tylko przez nas oczekiwane.
I o to wchodzi jakaś odmienność w naszą linię czasu. Jakaś kompozycja nie pasująca do dyskografii naszego żywota. Suniemy po torach co raz częściej zamieniając te zwrotnice, ale i nie zatrzymujemy się też na peronach życia. Wstawiamy zmienną do naszego życia, do codzienności, szokując otoczenie, czasem nawet niesłusznie oburzając. Tak jak po ulubionych muzykach oczekujemy czegoś nowego, ale jednak takiego samego.
Bo najbardziej podobają się nam te, które już znamy (Pisałem o tym tutaj).
Zmianą tą może być element garderoby, porzucenie nałogu, mniej skrępowana szczerość, mówienie o swoich poglądach, wyrażanie opinii, chodzenie do pracy na piechotę, poszczenie, czy też regularne bieganie.
Na starość mu odbiło.
Motor se kupił.
Cokolwiek innego pojawi się w naszej rzeczywistości którą tworzymy, wywołuje to emocje i jakiś niepokój u innych. Pozwólmy zatem innym wydawać takie utwory na pięciolinii życia jakie im w duszy grają.

Radio Szczecin