I łatwiej chyba będzie znaleźć muzykę do audycji, łatwiej będzie pozszywać słowem poszczególne utwory, aniżeli coś o tej fotografii jako ludzkiej działalności napisać.
I nie to, żeby fotografia była mi obca i nieznana. Jestem jej łakomym odbiorcą, czasem też jestem wytwórcą i piekarzem tejże.
Dlatego pytam za Garry’m Winograndem - komu potrzebny jeszcze jeden fotograf? Albo raczej trawestując - komu potrzebny jeszcze jeden tekst o fotografii?
A swoją drogą polecam dokument filmowy Garry Winogrand: All Things Are Photographable (2018, reż. Sasha Waters Freyer), gdzie padają te słowa, choć można je usłyszeć też i w innym filmie - Everybody Street (2013, reż. Cheryl Dunn). W tym dokumencie weterani fotografii ulicznej bezlitośnie, ale i z humorem punktują współczesny Nowy Jork. Wspominają, że kiedyś na ulicy spotykało się trzech innych fotografów i wszyscy się znali. Dziś, w erze cyfrowej i smartfonów, każdy na Manhattanie ma aparat. Pada tam właśnie refleksja o kryzysie nadprodukcji obrazów: „Komu potrzebny kolejny fotograf, kolejne zdjęcie, skoro sfotografowano już wszystko i każdego?”. Ten dokument powstał 13 lat temu (felieton piszę w Roku Pańskim 2026). Już wtedy obrazy nas przytłaczały.
Obecnie przyrost zdjęć jest nieobliczalny. Prócz codziennych pstryknięć niknących w pamięci smartfonów i aparatów, mamy wysyp fotek na portalach i tzw. socialach jak ziaren piasku. To już Sahara obrazów. Nie powiem - całkiem ładnych, często intrygujących, wymuskanych, zaskakujących, tych robionych z trendem Instagrama i pod publikę. Ale jest bimbalion najzwyklejszych i zwykłych kadrów, choć owszem, miejscami Egglestonowskich czy w stylu Stephena Shore.
Obecnie, w ciągu sekundy na świecie powstaje 60 tysięcy zdjęć. Co sekundę. W ciągu dnia — ponad 5 miliardów. Dzień w dzień. Większość zdjęć wykonywanych jest za pomocą telefonów komórkowych.
Fotografuję od kiedyś tam, przeszedłem techniczne etapy jak diapozytywy (slajdy), ciemnie, powiększalniki, negatywy, czy też dobór papieru fotograficznego. Wychowałem się w świecie fizycznych albumów. Do dziś mam te woluminy poprzedniej epoki, skrywające portrety z zamazanymi twarzami, zamazanymi także w mej pamięci.
Zatem fotografuję.
Obecnie nie wiem po co. Dla satysfakcji – chyba wciąż. Nadal się zastanawiam, który moment tego przedsięwzięcia jest kulminacyjny – praca nad tematem, szukanie kadru, naciśnięcie spustu migawki, czy też wybór zrobionych zdjęć i nadanie im w cyfrowej ciemni ostatecznego kształtu. Wspomniany Garry Winogrand miał chyba obsesję na punkcie samego fotografowania. To przypadek fotografa, który celowo odkładał wywoływanie klisz. Winogrand uważał, że sam proces robienia zdjęcia jest o wiele ciekawszy niż gotowa odbitka. Mawiał, że celowo czeka z wywołaniem filmu rok lub dwa, aby zyskać dystans emocjonalny i oceniać kadr w sposób całkowicie obiektywny.
No tak, fotografował analogowo, chwytał chwilę w 1/125 sekundy i ten zatrzymany obraz był utajony w jego przypadku przez wiele miesięcy. W chwili swojej nagłej śmierci w 1984 roku pozostawił po sobie około 2500 niewywołanych rolek filmu, kolejne 6500 wywołanych, ale nigdy nieobejrzanych – to wiemy po braku stykówek. Zaległy też tysiące slajdów. Łącznie pozostawił po sobie blisko 400 000 klatek, których nigdy sam nie zobaczył na oczy.
Wracam do nas fotografujących współcześnie z pytaniem: skoro fotografujemy tak dużo, to dlaczego właściwie fotografujemy? Może pytanie Winogranda jest źle postawione. Może nie chodzi o to, czy światu potrzebny jest kolejny fotograf. Może trzeba zapytać, po co jeszcze fotografujemy.
Zatem fotografuję i wciąż mam satysfakcję, ale umknął gdzieś cel tej działalności. Sam nie wiem... Pasja powinna chyba mieć jakiś cel, a ja swój gdzieś zgubiłem. Zagubiłem się w fotografii jak Kazik w mieście.
Po raz kolejny łączę w audycji muzykę i obraz, fotografię. Tak było przy audycjach z okładkami. Tym razem będzie opowieść o fotografii. Może o zatrzymaniu czegoś, czego zatrzymać się nie da — młodości, chwili, czasem miłości. Fotografia jest sposobem patrzenia na świat — chłodnym, obserwacyjnym, jak w The Camera Eye Rush — a czasem staje się śladem czyjejś historii, jak w Sean Flynn The Clash.
Sprawdźcie to w sobotę 10 października o godzinie 20:00 w Radiu Szczecin.

Radio Szczecin