Mówi się, że domy mają dusze. Przynajmniej niektóre, bo są i te bezduszne, z betonu, w których nie ma wolnej miłości. Ja, urodzony i wychowany w Odrzani – jak te ziemie określa Zbigniew Rokita – dom z duszą widzę w czerwonej cegle, najlepiej klinkierowej, nienagannie położonej. Może być to również mur pruski, mimo że ja Polak.
Podzielę się z Wami refleksją. Gdy w interiorze, ale też w mieście, widzę opuszczone budynki i domy – czasem jeszcze z oszklonymi oknami, a czasem już tylko z lichą kratą okiennic – zastanawiam się nad duszą tych miejsc. Nad życiem, które tętniło w nich na co dzień. Dla kogoś było to przecież miejsce schronienia, odpoczynku, codzienności i świętowania.
Spoglądam na te ściany z oczodołami okien i myślę o tym, kiedy to miejsce było na tyle ważne, że warto było umyć w nim szyby. Kiedy ostatni raz ktoś to robił? Przecież wtedy miało to znaczenie. Czasem patrzę na dom i zastanawiam się, jak wyglądały tam ostatnie święta Bożego Narodzenia albo kiedy przypadał najlepszy czas dla tego miejsca i jego domowników. Ot, takie rozmyślania. Macie podobnie?
Czy domy umierają, bo człowiek ze swoją porcją energii jest ich duszą – tą prawdziwą animą? Chyba tak. Gdy ktoś odchodzi, w jego nieobecności kryje się głęboka cisza. Mieszkania po czyjejś śmierci zawsze stają się cichsze.
Kolega sprawdził kiedyś dla mnie, kto zajmował moje obecne mieszkanie na szczecińskim Niebuszewie. Odszukał historię sprzed stu lat. To było dziwne uczucie – czytać notatkę o tym, kto żył tu do 1945 roku. Okazało się, że był to kolejarz Emil z pobliskiego dworca Stettin Zabelsdorf oraz jego rodzina. Mieszkali w tych samych ścianach, opierali się o te same framugi. To było ich miejsce, tak jak teraz jest moje. Oni również myli okna i świętowali Weihnachten w mroźne zimy. Byli animae tych sześćdziesięciu paru metrów kwadratowych.
Dla nich to mieszkanie było namacalną teraźniejszością. Dla mnie jest fragmentem przeszłości i moją własną codziennością. Nie oszukujmy się – dla kolejnych lokatorów ja też będę tylko kimś w rodzaju „kolejarza z notatki w księdze adresowej”. Może nawet bezimiennym, bo przecież takich ksiąg już się nie prowadzi. Emil i jego bliscy nie mieli pojęcia, że za blisko sto lat ktoś będzie siedział w ich pokojach i zastanawiał się nad ich losem. Tak samo ja nie wiem, kto za jedno stulecie usiądzie w tym miejscu z podobną refleksją o mnie i innych.
Dusza domu nie jest czymś nadprzyrodzonym. To suma śladów ludzi, którzy przez niego przeszli. Ile z nas zostaje we wnętrzach, kiedy nas już w nich nie ma? Przemijamy, a domy – niczym drzewa – umierają stojąc.
I takie są moje rozmyślania na tegoroczne Dziady. W tym Prorocku zagram spokojnie, ale z nutą niepokoju. Zagram tak, jak mi w duszy łka. W wigilię Wszystkich Świętych i tuż przed Zaduszkami o duszach myślimy zazwyczaj intensywniej – a i one wydają się wtedy bardziej obecne.
Spotkanie z Prorockiem w sobotę, 31 października o godzinie 20:00.

Radio Szczecin