Młody parakolarz ze Stargardu trenuje w klubie dla pełnosprawnych. Jak sam podkreśla, Szczecin nie miał mu "nic do zaoferowania" i podciął mu skrzydła.
21-letni Filip Szydłowski, dwukrotny mistrz Polski w parakolarstwie, wrócił do rodzinnego miasta, gdzie – jak mówi – znalazł realne wsparcie, którego zabrakło mu w stolicy Pomorza Zachodniego.
Przez pewien czas próbował swoich sił w klubie ukierunkowanym na osoby z niepełnosprawnościami KSI Start Szczecin, wiążąc z tym duże nadzieje. Jak sam przyznaje, w Szczecinie obiecywano mu wyjazdy na zagraniczne wyścigi.
Filip marzy o promocji regionu, startach w międzynarodowych zawodach oraz o występie na paraolimpiadzie i mistrzostwach świata.
- Ciągłe te obiecywanie nie wiązało się z tym, że jeździłem na te wyścigi. Po kilku latach takich oczekiwań, braku wywiązywania się z tych obietnic, zrezygnowałem i powróciłem do rodzimego klubu STC Stargard. Tłumaczyli się tym, że nie ma pieniędzy, że po prostu pojadę w następnym sezonie i tyle - mówi parakolarz ze Stargardu.
W Polsce ten sport nadal nie jest zbyt popularny ani doceniany, przez co bardzo trudno go rozwijać - dodaje.
- Marzy mi się wyjazd na paraolimpiadę, na Mistrzostwa Świata. Mi się wydawało przynajmniej, że tytuł mistrza Polski zapewni miejsce w kadrze. Jednak jak się okazało, w parakolarstwie to tak nie funkcjonuje jak w kolarstwie - mówi Filip Szydłowski.
Szkoda nie spróbować sił za granicą, skoro wygrywa tak wiele wyścigów w kraju - podkreśla Maciej Chmielewski, prezes Stargardzkiego Towarzystwa Cyklistów. Dodaje, że klub zrobi wszystko, aby pomóc mu w wyjazdach na zagraniczne puchary.
- Determinacja Filipa jest ogromna. Rozmawiałem z panem prezydentem Stargardu Rafałem Zającem i z panią wiceprezydent Ewą Sową, że na pewno mu pomogą. Chcemy z nim dążyć do tego, żeby w 2028 mógł wystartować na paraolimpiadzie w Los Angeles - mówi Chmielewski.
Szczeciński klub, w którym wcześniej trenował Filip, odmówił nam komentarza w tej sprawie.
Przez pewien czas próbował swoich sił w klubie ukierunkowanym na osoby z niepełnosprawnościami KSI Start Szczecin, wiążąc z tym duże nadzieje. Jak sam przyznaje, w Szczecinie obiecywano mu wyjazdy na zagraniczne wyścigi.
Filip marzy o promocji regionu, startach w międzynarodowych zawodach oraz o występie na paraolimpiadzie i mistrzostwach świata.
- Ciągłe te obiecywanie nie wiązało się z tym, że jeździłem na te wyścigi. Po kilku latach takich oczekiwań, braku wywiązywania się z tych obietnic, zrezygnowałem i powróciłem do rodzimego klubu STC Stargard. Tłumaczyli się tym, że nie ma pieniędzy, że po prostu pojadę w następnym sezonie i tyle - mówi parakolarz ze Stargardu.
W Polsce ten sport nadal nie jest zbyt popularny ani doceniany, przez co bardzo trudno go rozwijać - dodaje.
- Marzy mi się wyjazd na paraolimpiadę, na Mistrzostwa Świata. Mi się wydawało przynajmniej, że tytuł mistrza Polski zapewni miejsce w kadrze. Jednak jak się okazało, w parakolarstwie to tak nie funkcjonuje jak w kolarstwie - mówi Filip Szydłowski.
Szkoda nie spróbować sił za granicą, skoro wygrywa tak wiele wyścigów w kraju - podkreśla Maciej Chmielewski, prezes Stargardzkiego Towarzystwa Cyklistów. Dodaje, że klub zrobi wszystko, aby pomóc mu w wyjazdach na zagraniczne puchary.
- Determinacja Filipa jest ogromna. Rozmawiałem z panem prezydentem Stargardu Rafałem Zającem i z panią wiceprezydent Ewą Sową, że na pewno mu pomogą. Chcemy z nim dążyć do tego, żeby w 2028 mógł wystartować na paraolimpiadzie w Los Angeles - mówi Chmielewski.
Szczeciński klub, w którym wcześniej trenował Filip, odmówił nam komentarza w tej sprawie.
Edycja tekstu: Michał Król
Filip marzy o promocji regionu, startach w międzynarodowych zawodach oraz o występie na paraolimpiadzie i mistrzostwach świata.
W Polsce ten sport nadal nie jest zbyt popularny ani doceniany, przez co bardzo trudno go rozwijać - dodaje.
Szkoda nie spróbować sił za granicą, skoro wygrywa tak wiele wyścigów w kraju - podkreśla Maciej Chmielewski, prezes Stargardzkiego Towarzystwa Cyklistów.

Radio Szczecin