Pojawia się nuda, „nic nierobienie”, a to oznacza stratę czasu, który jest nam dany*.
I dlatego w takim zapętleniu jestem, w permanentnym ruchu. Kiedy mam czas na refleksję, na przemyślenia, to i tak robię to w ruchu – albo jadę na rowerze długie trasy i defragmentuję zapis neuronów, albo chodzę, poruszam się na piechotę. Też jest to przestrzeń do rozmyślań. Wypełniam przestwory egzystencji.
Jeszcze większy robi się galimatias na urlopie. Wtedy to chcę zrobić jak najwięcej w tym wyszarpanym z pracowniczej rzeczywistości czasie. Obiecuję sobie wiele, czego to ja nie zrobię i na co wykorzystam minuty i godziny.
A coś mi się wydaje, że nudząc się, 'nic nie robiąc', mam większy urodzaj pomysłów**. Nudząc się znajdowałem czas na czytanie książek. Teraz nie pamiętam nawet jaką przeczytałem ostatnio książkę, ale taką beletrystyczną. Bo czytam, owszem, ale właśnie tylko coś, co ma mnie czegoś nauczyć. Na czytanie innych książek – a jakże - nie mam czasu.
Seriali już nie oglądam, bo też są czasochłonne. Szarpię zegarem, kalendarzem i otaczającą mnie rzeczywistością***.
I jak tu słuchać muzyki? Ale nie jako wypełniacza, jako tła, umilenia zwykłego, tylko świadomie, z posmakowaniem. Kiedy potrafiłem się nudzić, potrafiłem też słuchać więcej muzy, więcej jej poznawać i bardziej się nią cieszyć.
Słuchacie jeszcze muzyki? Poznajecie nowe albumy? Macie dreszcze z tego powodu, niesie Was to?
Kiedyś pożyczałem płyty od kolegów, aby je posłuchać. Teraz ktoś mi podsyła linki z muzyką do serwisów i już myślę 'nie mam czasu”.
Tym bardziej szanuję Was, czytających te słowa, znajdujących chwilę na ogarnięcie swoją uwagą tego co napisałem. Szanuję Was - słuchających audycji Prorock i muzyki w niej prezentowanej.
Bądźcie pozdrowieni.
Potrzebuję szesnastu kilogramów nudy. Aby posłuchać muzyki, aby przeczytać „Pana Samochodzika i niesamowity dwór”.
Puda – miara wagi w XIX-wiecznej Polsce. Puda - 16,38 kg. Stąd 'nudy na pudy'.
Na koniec – to felieton do audycji muzycznej. Wypada coś o muzyce jeszcze. Będzie filmowo i muzycznie. Polecam wam dokument, dwuodcinkowy – „History of the Eagels”. Jeżeli znasz „Hotel California” i dwie inne przypadkowe piosenki grupy The Eagels to wystarczy. Wystarczy, aby zobaczyć dobrze zrealizowany film dokumentalny. W tym obrazie nie tylko muzyka, ale przede wszystkim relacje międzyludzkie budują historię. Relacje w zespole, gdzie niemal każdy był samcem alfa.
„The Eagles: historia legendy” (History of the Eagles) z roku 2013 (186 minut), reżyseria Alison Ellwood. Film pojawia się na różnych platformach streamingowych. Wypatrujcie. I szukajcie nudy, abyście w spokoju mogli obejrzeć ten dokument.
*Kiedyś znajomy ksiądz powiedział mi, że czasu mam odpowiednio dużo, tylko źle go sobie organizuję. Ja bym dodał, że ktoś miejscami organizuje mi go zanadto.
**nudzić się, a być znudzonym czy nudnym, to dla mnie dwa rożne stany. Ten pierwszy uważam za wartościowy. Być sam na sam z sobą.
***Mądre głowy mówią, że to rutyna „kompresuje” czas, do tego mniej nowych bodźców i już czujemy, że zegar jest na kofeinie. Po za tym z wiekiem czas subiektywnie przyspiesza. Na dodatek dużo bodźców - telefon, social media, multitasking - mogą sprawiać, że dzień znika szybciej, bo uwaga jest rozproszona. I dalej - kiedy dni są podobne do siebie, mózg zapisuje mniej nowych informacji. W efekcie patrząc wstecz, wszystko wydaje się krótsze — jakby czas się „skurczył”. Ponoć jest to związane z czymś, co nazywa się adaptacją sensoryczną.
Prorock w sobotę o 20:00. Włączcie Radio Szczecin.

Radio Szczecin