Pomoc walczącej Ukrainie trwa. Koło w Stargardzie Związku Ukraińców w Polsce prowadzi pomoc na wielu kierunkach. A to wysyła samochód zapełniony medykamentami, żywnością i wielką życzliwością, a to pomaga żołnierzom szkolącym się na polskich poligonach, to pomaga w zbiórce na w zakupie przemysłowego generatora dla zaprzyjaźnionego miasta Konotop.
Zaprosiłam dziś do Posydeniek Pawła Pałczyńskiego, przewodniczącego stargardzkiego Koła Związku Ukraińców w Polsce i rozmawiamy o ich pomocy. Rozmawiamy też o fakenewsach w przestrzeni internetu i jak łatwo się temu poddajemy.
„Depozyty pamięci t.2. Ukraińcy w Szczecinie i na Ziemi Szczecińskiej po 1956 roku” to unikatowy album, który ukazał się w szczecińskim oddziale Związku Ukraińców w Polsce. Zawiera kilkadziesiąt czarno-białych zdjęć, autorstwa m.in. Józefa Baka i Eugeniusza Sołoduchy, zeskanowanych i opisanych dokumentów UTSK, w zdecydowanej większości publikowanych po raz pierwszy. Pochodzą z uporządkowanego w ostatnich latach archiwum szczecińskiego oddziału Związku.
Są świadectwem losów mniejszości ukraińskiej w regionie szczecińskim: życia społecznego, rodzinnego, organizacyjnego, religijnego, artystycznego, sportowego, budowania oświaty, kultywowania narodowych tradycji. Do 1956 roku było to poza rodzinami niemożliwe, a potem długo bardzo trudne.
Album został opracowany i opisany przez Jarosława Syrnyka, historyka i etnologa z Uniwersytetu Wrocławskiego, autora licznych opracowań, dotyczących społecznych dziejów Polski i mniejszości ukraińskiej po 1945 roku. Przybliżają losy zachodniopomorskich Ukraińców, od pokoleń obywateli Polski, przymusowo wysiedlonych w ramach Akcji „W” (1947) z ich ziem ojczystych w Polsce południowo-wschodniej i osiedlonych na Pomorzu Zachodnim.
Album został przygotowany w ramach projektu „Depozyty pamięci”, finansowanego przez Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego.
Posłuchajmy rozmowy z pomysłodawcą "Depozytów pamięci" Janem Syrnykiem
Są świadectwem losów mniejszości ukraińskiej w regionie szczecińskim: życia społecznego, rodzinnego, organizacyjnego, religijnego, artystycznego, sportowego, budowania oświaty, kultywowania narodowych tradycji. Do 1956 roku było to poza rodzinami niemożliwe, a potem długo bardzo trudne.
Album został opracowany i opisany przez Jarosława Syrnyka, historyka i etnologa z Uniwersytetu Wrocławskiego, autora licznych opracowań, dotyczących społecznych dziejów Polski i mniejszości ukraińskiej po 1945 roku. Przybliżają losy zachodniopomorskich Ukraińców, od pokoleń obywateli Polski, przymusowo wysiedlonych w ramach Akcji „W” (1947) z ich ziem ojczystych w Polsce południowo-wschodniej i osiedlonych na Pomorzu Zachodnim.
Album został przygotowany w ramach projektu „Depozyty pamięci”, finansowanego przez Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego.
Posłuchajmy rozmowy z pomysłodawcą "Depozytów pamięci" Janem Syrnykiem
Dmytro postanowił przyjechać do Polski 8 lat temu razem z rodziną. Już w Szczecinie urodził się mu synek. Dima tu pracował, wychowywał dzieci. Szczecin wybrał, bo kiedyś kiedy trafił tu turystycznie miasto go urzekło.
Po rozpoczęciu wojny na pełną skalę chciał natychmiast jechać na front. Jednak rodzinne obowiązki nie pozwoliły na to, nie umiał zostawić żony z maleńkim synkiem.
Zaczął walczyć w inny sposób, pomagał jak tylko mógł i potrafił. Przychodził do Domu Ukraińskiego, gdzie pracował jako Wolontariusz. Razem z Janem Syrnykiem pakowali paczki, siatki i wszystko co udało się zdobyć czy zakupić na rzecz walczących Ukraińców.
Po rozpoczęciu wojny na pełną skalę chciał natychmiast jechać na front. Jednak rodzinne obowiązki nie pozwoliły na to, nie umiał zostawić żony z maleńkim synkiem.
Zaczął walczyć w inny sposób, pomagał jak tylko mógł i potrafił. Przychodził do Domu Ukraińskiego, gdzie pracował jako Wolontariusz. Razem z Janem Syrnykiem pakowali paczki, siatki i wszystko co udało się zdobyć czy zakupić na rzecz walczących Ukraińców.
Jednak nadszedł czas by stanąć obok walczącej na froncie córki i 55 autem pojechał Dmytro Dubovski walczyć o zwycięstwo Ukrainy.
Tuż przed wyjazdem odwiedził nasze studio.
Praca z Związku to służba. Nie jest łatwo, szczególnie przy dzisiejszych wyzwaniach geopolitycznych prowadzić taka organizację. Jednak podtrzymywanie tradycji, języka nie jest łatwe.
O tym co się udało zrobić, a co nie Pan Piotr opowie nam dziś. Wiemy, że ma też plany i o nich nam opowie.
Natalia Melnyk - nasz dzisiejszy gość, do Szczecina trafiła w kilkanaście dni po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Choć mieszkała i żyła w pod tarnopolskiej miejscowości na Wschodniej Ukrainie to strach i atmosfera wojny były trudne do przeżycia. Najgorzej znosił to jej siedmioletni syn. Czuła, że musi wyjechać by go ratować przed nocami spędzonymi w piwnicy, przed alarmami i niepewnością.
Przyjechała do Szczecina, gdzie spotkała ją wielka życzliwość. I kiedy syn szedł do szkoły wiedziała, że nie może siedzieć w domu bezczynnie. Poszła do Caritasu, ale nie po pomoc, ale by pomagać. Najpierw w segregacji ubrań, potem rozmawiając z uciekinierami.
Szybko okazało się, że zna bardziej język polski niż sądziła. Pomagała, jednocześnie kończąc studia psychologiczne online w Ukrainie. Potem były kursy psychoterapeuty, a dziś studia magisterskie na psychologii.
Od dawna pisze wiersze. Jednak nigdy wcześniej nie wydała ich, by podzielić się nimi z innymi. Teraz postanowiła to zrobić i ukazał się „Szept myśli w galerii wersów".
Przyjechała do Szczecina, gdzie spotkała ją wielka życzliwość. I kiedy syn szedł do szkoły wiedziała, że nie może siedzieć w domu bezczynnie. Poszła do Caritasu, ale nie po pomoc, ale by pomagać. Najpierw w segregacji ubrań, potem rozmawiając z uciekinierami.
Szybko okazało się, że zna bardziej język polski niż sądziła. Pomagała, jednocześnie kończąc studia psychologiczne online w Ukrainie. Potem były kursy psychoterapeuty, a dziś studia magisterskie na psychologii.
Od dawna pisze wiersze. Jednak nigdy wcześniej nie wydała ich, by podzielić się nimi z innymi. Teraz postanowiła to zrobić i ukazał się „Szept myśli w galerii wersów".
Julia Meleszko do Polski przyjechała zaraz na początku marca 2022 roku. Jej mała córka kiedy przejeżdżała ulicą karetka pogotowia kładła się ze strachu na ziemię. Początki w Polsce nie były łatwe, ale się udało znaleźć pracę i przedszkole dla dziewczynki.
Dziś mijają kolejne lata pobytu, który miał trwać kilka miesięcy. Przez niemal trzy lata ani Julia , ani jej córka nie były w domu, w Kijowie. Jednak w te święta obie pojechały do domu. Nie spędziły go w swoim domu, bo jest tam zimno. Zresztą razem z rodzicami jest raźniej i bezpieczniej. Dziś Julia opowie nam jak jest dziś w Ukrainie.
Dziś mijają kolejne lata pobytu, który miał trwać kilka miesięcy. Przez niemal trzy lata ani Julia , ani jej córka nie były w domu, w Kijowie. Jednak w te święta obie pojechały do domu. Nie spędziły go w swoim domu, bo jest tam zimno. Zresztą razem z rodzicami jest raźniej i bezpieczniej. Dziś Julia opowie nam jak jest dziś w Ukrainie.
Dziś małe wspomnienia: rozmowa z Piotrem Kołodziejem i Zespołem Osławiany.


Radio Szczecin