W środę (12.08) czeka na nas nie tylko wyjątkowe zaćmienie Słońca, ale również coroczna "noc spadających gwiazd", czyli maksimum roju Perseidów. Zaćmienie pojawi się dokładnie o zachodzie Słońca, a chwilę potem, tuż po zmroku będziemy mogli zobaczyć pierwsze tak zwane spadające gwiazdy.
Tak zwana noc spadających gwiazd związana jest z wejściem Ziemi w chmurę dryfujących w kosmosie pozostałości komety Swift-Tuttle.
- Te okruszki wiszą sobie w przestrzeni kosmicznej, a Ziemia regularnie co roku wpada w taką chmurę zostawioną przez tę kometę i zaczyna się spektakl na niebie - mówi dr Piotr Witek z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.
- W ciągu godziny powinniśmy w takich dobrych warunkach zobaczyć 60, może nawet 100 zjawisk, co oznacza, że może się zdarzyć to częściej niż co minutę - dodaje.
Błysk tak zwanych spadających gwiazd to nic innego jak efekt spalania się drobnych pozostałości komety w ziemskiej atmosferze.
- Drobiazgi, wielkości mniej więcej ziarnka piasku zwykle wpadają w naszą atmosferę z prędkością około 200 tysięcy kilometrów na godzinę. Właśnie to, co widzimy, to głównie świecenie powietrza rozgrzanego przez wpadnięcie takiego meteoroidu - wyjaśnia dr Witek.
Noc spadających gwiazd najlepiej obserwować tam, gdzie jest najciemniej, a więc z dala od świateł miast.
- Te okruszki wiszą sobie w przestrzeni kosmicznej, a Ziemia regularnie co roku wpada w taką chmurę zostawioną przez tę kometę i zaczyna się spektakl na niebie - mówi dr Piotr Witek z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.
- W ciągu godziny powinniśmy w takich dobrych warunkach zobaczyć 60, może nawet 100 zjawisk, co oznacza, że może się zdarzyć to częściej niż co minutę - dodaje.
Błysk tak zwanych spadających gwiazd to nic innego jak efekt spalania się drobnych pozostałości komety w ziemskiej atmosferze.
- Drobiazgi, wielkości mniej więcej ziarnka piasku zwykle wpadają w naszą atmosferę z prędkością około 200 tysięcy kilometrów na godzinę. Właśnie to, co widzimy, to głównie świecenie powietrza rozgrzanego przez wpadnięcie takiego meteoroidu - wyjaśnia dr Witek.
Noc spadających gwiazd najlepiej obserwować tam, gdzie jest najciemniej, a więc z dala od świateł miast.
Edycja tekstu: Michał Tesarski

Radio Szczecin