Radio SzczecinRadio Szczecin » Region
  Reklama  
Zobacz
  Reklama  
Zobacz

Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Fot. Tomasz Domański (Radio Szczecin)
Przed Sądem Rejonowym w Gryfinie (woj. zachodniopomorskie) zapadł wyrok ws. czterech mężczyzn, którzy byli oskarżeni o m.in. o naruszenie nietykalności cielesnej aktywistów.
Dwóch z nich usłyszało wyrok sześciu miesięcy ograniczenia wolności, trzeci z nich czterech miesięcy, a jeden został skazany na karę grzywny.

W czwartek przed Sądem Rejonowym w Gryfinie rozpoczął i zakończył się proces czterech mężczyzn oskarżonych m.in. o naruszenie nietykalności cielesnej aktywistów i znieważanie ich. Ponadto jeden z mężczyzn oskarżony był także o kierowanie gróźb karalnych pozbawienia życia jednego z aktywistów.

Wojciecha W. i Krzysztofa M. skazano na sześć miesięcy ograniczenia wolności, z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne, w wymiarze po 30 godzin miesięcznie.

Trzeciego z nich – Patryka B. - na karę czterech miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne, w rozmiarze po 30 godzin miesięcznie, a Michała B. na karę grzywny 120 stawek dziennych po 30 zł każda.

Dodatkowo muszą też zapłacić aktywistom nawiązki finansowe oraz częściowo pokryć koszty procesu. Jak uzasadniała SSR w Gryfinie Izabela Kołodzińska-Jordan, sąd poczynił swoje ustalenia na „dowodzie obiektywnym” w postaci nagrania całości zdarzeń.

- Z tych nagrań ewidentnie wynika prawdziwy, niezakłamany przebieg tych zdarzeń. Ponadto, sąd oparł się również na zeznaniach pokrzywdzonych i nie znalazł podstaw, aby podważać wiarygodność zeznań pokrzywdzonych - mówiła sędzia Kołodzińska-Jordan.

Do zdarzań objętych aktem oskarżenia doszło w lipcu ub.r. na nabrzeżu miejskim w Gryfinie. Jedna z pokrzywdzonych aktywistek tłumaczyła, że przygotowała projekt akademicki, czyli performance, ponieważ jest studentką Akademii Sztuki w Szczecinie, a pozostali aktywiści, którzy są jej przyjaciółmi, pomagali jej go zrealizować.

- Performance polegał na tym, że Monika (jedna z aktywistek – PAP) czytała przez megafon fragmenty pisma świętego dotyczące nauk Jezusa, odnośnie osób spragnionych oraz mówiące o miłości do bliźniego. W tym czasie trzymałam na papierowym talerzyku chleb, a Łukasz (jeden z aktywistów – PAP) nam towarzyszył – mówiła w czwartek w sądzie aktywistka Magda Górecka.

Dodała, że performance był robiony około 15-20 metrów od miejsca, gdzie miało się odbyć specjalne wydanie programu na żywo poświęconego sytuacji na polsko-niemieckiej granicy związanej z wprowadzonymi kontrolami.

- W pewnej chwili z tłumu wyszło kilkoro mężczyzn. Jeden z nich to oskarżony. To on pierwszy zaatakował Monikę, pchnął ją i uderzył w megafon. Łukasz w tym momencie stanął pomiędzy nimi, aby ją chronić, a chwilę później inny mężczyzna z tej grupy pchnął Łukasz z bardzo dużą siłą. On upadł na Monikę i oboje upadli na chodnik – mówiła.

Następnie aktywiści udali się na most graniczny Gryfino-Mescherin, gdzie na moście mieli nagrywać zgromadzone osoby. Tam mieli być obrażani, co utrwalili na nagraniu telefonem. Jak tłumaczyli, chcieli zobaczyć na czym polegają działania Ruchu Obrony Granic. Tam jeden z oskarżonych miał grozić aktywistom i wyrzucić telefon jeden z aktywistek.

Na czwartkową rozprawę przyszło dwóch z czterech oskarżonych. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wyjaśnił, że podszedł do kobiety z megafonem, aby poprosić o zaprzestanie swoich działań, które w jego ocenie obrażały uczucia religijne.

Dodał, że gdyby wiedział, że sytuacja przybierze taki obrót, nie zdecydowałby się podejść.

Zaprzeczył, aby używał wobec kogokolwiek wulgarnych słów oraz nie szarpał i nie popychał żadnej kobiety.

- W ocenie sądu zachowanie pokrzywdzonych w żaden sposób nie mogło obrażać niczyich uczuć religijnych. Czy czytanie pisma w miejscu publicznym można uznać za obrazę uczuć religijnych? W ocenie sądu absolutnie nie – uzasadniała Kołodzińska-Jordan.

- Pokrzywdzona nie profanowała żadnych symboli religijnych, nie profanowała
Pisma Świętego, nie komentowała w sposób obraźliwy słów, które z niego wynikają. Ona po prostu je cytowała, niosła je do ludzi – dodała.

Wyrok nie jest prawomocny.

Edycja tekstu: Jacek Rujna
Relacja Tomasza Domańskiego z audycji "Tematy i Muzyka" [Radio Szczecin]

Najnowsze Szczecin Region Polska i świat Sport Kultura Biznes Posłuchaj

  Reklama  
Zobacz

radioszczecin.tv

Najnowsze podcasty