Trwa ewakuacja mieszkańców z kamienicy przy ulicy Hożej, z klatek 9 i 11. Wszystko przez tąpnięcie, do którego doszło w sobotę w nocy.
Stan techniczny budynku pogarszał się od wielu miesięcy. Lokatorzy są przekonani, że winę za osiadanie i rozpad struktury budynku ponosi zmodernizowana w pobliżu droga. Zlecona przez nich niezależna ekspertyza jednoznacznie wykazała, że generowane przez brukowany próg zwalniający wibracje, drastycznie przekraczają dopuszczalne normy.
- Rzeczoznawca zaczął badać budynek. Potwierdził, że "tak", doszło do tąpnięcia. Czekamy teraz na wyniki geodety, na ile budynek się odchylił i czy będzie można dalej go zamieszkiwać. Wszyscy póki mogą, to wynoszą, co się da - mówi zaznajomiony z tematem mieszkaniec Jacek Prozner.
Jak dodaje Prozner, pomiędzy godziną 15 a 16 zgromadzone na miejscu służby mają określić czy budynek przy Hożej 9 i 11 w Szczecinie nadają się do dalszego zamieszkania.
Wcześniej stan techniczny obiektów określono jako awaryjny. Jak mówi nam jeden z mieszkańców tego budynku, głównym problemem jest obecnie brak "dachu nad głową".
- Ja bym oczekiwał jednak, żebym miał gdzieś się przenieść dzisiaj, przynajmniej na dzisiejszą noc. Nie mam pomysłu gdzie się przenieść, ale oczywiście oczekuję jakichś długofalowych rozwiązań - podkreśla mieszkaniec budynku.
- Mieszkańcy prowadzą właśnie ewakuację, odcięto już gaz. Budynek wygląda coraz gorzej. Ja jestem przekonany, że za chwilę będziemy świadkiem jakichś postępowań w tej sprawie, bo sytuacja jest niedopuszczalna. Wydaje się, że to jest temat, który powinien wszystkich jednoczyć. Tu nie ma żadnych barw partyjnych. Tutaj chodzi o to, żeby pomóc ludziom - dodaje Smoliński.
Jeden z mieszkańców kamienicy opisuje, jak przebiegła ewakuacja zaraz po tąpnięciu. Dodaje także, że jest już za późno na naprawę budynku.
- Po godzinie 3, czy tam 3:30, zaczęliśmy wszystko wynosić z domu. Tutaj sąsiedzi pomogli w wynoszeniu mebli. Jeden udostępnił mi garaż. Ten budynek już jest nie do naprawy. Tu się nic nie da zrobić. To już jest po prostu za późno. Nasze błagania o pomoc miasta trwające 2 lata nie przyniosły rezultatu. No i mamy to, co mamy - stwierdza mieszkaniec kamienicy.
Mieszkańcy nie mają zapewnionego noclegu ani miejsca, w którym mogliby przechować swój dobytek. Mowa tu nie tylko o osobach dorosłych, lecz także o ich dzieciach.
- Moje dzieci są w tym momencie straumatyzowane. Pakujemy się od 4 rano, wynosimy po kolei wszystko, co się da. Nie mamy dokąd pójść, nie mamy gdzie się podziać, nie mamy do kogo zwrócić się w dniu dzisiejszym o pomoc. I apelowałabym o to, by miasto porzuciło spory, czy jest winne, czy nie jest winne, tylko po prostu ratowało życie mieszkańców - mówi mieszkanka kamienicy.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski, Michał Tesarski
- Rzeczoznawca zaczął badać budynek. Potwierdził, że "tak", doszło do tąpnięcia. Czekamy teraz na wyniki geodety, na ile budynek się odchylił i czy będzie można dalej go zamieszkiwać. Wszyscy póki mogą, to wynoszą, co się da - mówi zaznajomiony z tematem mieszkaniec Jacek Prozner.
Jak dodaje Prozner, pomiędzy godziną 15 a 16 zgromadzone na miejscu służby mają określić czy budynek przy Hożej 9 i 11 w Szczecinie nadają się do dalszego zamieszkania.
- Powinniśmy dostać informację. Wtedy zbiorą nas wszystkich lokatorów, PINB (Państwowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego), zarządca, miasto, sztab kryzysowy. Wszyscy, którzy dzisiaj byli będą zwołani w jedno miejsce i będziemy po prostu dostawali tak naprawdę wyrok - mówi Prozner.
- To, co się dziś stało, było do przewidzenia - tak o tąpnięciu w kamienicy przy ulicy Hożej 9 w Szczecinie mówią jej mieszkańcy.
- Cały dramat, cała tragedia dzieje się w "dziewiątce". Natomiast konstrukcja budynku jest taka, że to jest jedna bryła, więc gdyby tutaj runęła ściana, tak że ciągnie za sobą "jedenastkę". Rzeczoznawca stwierdził, że w przypadku ewakuacji dziewięć rodzin idzie na bruk - mówi w rozmowie z Radiem Szczecin jeden z mieszkańców Krzysztof Maciejewski. Jak dodał, sprawa nie jest nowa. Lokatorzy na problem wskazywali od wielu miesięcy.
- Wstajemy w nocy i obserwujemy pęknięcia, jak wyglądają, czy się poszerzają. I nastąpił już taki moment krytyczny, że natychmiastowa decyzja. Nie wiemy gdzie, ale wychodzimy. Także wynosiliśmy wszystko przed blok, byle ratować dorobek z całego życia - relacjonuje Maciejewski.
- Cały dramat, cała tragedia dzieje się w "dziewiątce". Natomiast konstrukcja budynku jest taka, że to jest jedna bryła, więc gdyby tutaj runęła ściana, tak że ciągnie za sobą "jedenastkę". Rzeczoznawca stwierdził, że w przypadku ewakuacji dziewięć rodzin idzie na bruk - mówi w rozmowie z Radiem Szczecin jeden z mieszkańców Krzysztof Maciejewski. Jak dodał, sprawa nie jest nowa. Lokatorzy na problem wskazywali od wielu miesięcy.
- Wstajemy w nocy i obserwujemy pęknięcia, jak wyglądają, czy się poszerzają. I nastąpił już taki moment krytyczny, że natychmiastowa decyzja. Nie wiemy gdzie, ale wychodzimy. Także wynosiliśmy wszystko przed blok, byle ratować dorobek z całego życia - relacjonuje Maciejewski.
Wcześniej stan techniczny obiektów określono jako awaryjny. Jak mówi nam jeden z mieszkańców tego budynku, głównym problemem jest obecnie brak "dachu nad głową".
- Ja bym oczekiwał jednak, żebym miał gdzieś się przenieść dzisiaj, przynajmniej na dzisiejszą noc. Nie mam pomysłu gdzie się przenieść, ale oczywiście oczekuję jakichś długofalowych rozwiązań - podkreśla mieszkaniec budynku.
Te rozwiązania muszą się pojawić i to w trybie pilnym - uważa obecny na miejscu radny Rady Miasta Szczecin Dariusz Smoliński.
- Mieszkańcy prowadzą właśnie ewakuację, odcięto już gaz. Budynek wygląda coraz gorzej. Ja jestem przekonany, że za chwilę będziemy świadkiem jakichś postępowań w tej sprawie, bo sytuacja jest niedopuszczalna. Wydaje się, że to jest temat, który powinien wszystkich jednoczyć. Tu nie ma żadnych barw partyjnych. Tutaj chodzi o to, żeby pomóc ludziom - dodaje Smoliński.
Jeden z mieszkańców kamienicy opisuje, jak przebiegła ewakuacja zaraz po tąpnięciu. Dodaje także, że jest już za późno na naprawę budynku.
- Po godzinie 3, czy tam 3:30, zaczęliśmy wszystko wynosić z domu. Tutaj sąsiedzi pomogli w wynoszeniu mebli. Jeden udostępnił mi garaż. Ten budynek już jest nie do naprawy. Tu się nic nie da zrobić. To już jest po prostu za późno. Nasze błagania o pomoc miasta trwające 2 lata nie przyniosły rezultatu. No i mamy to, co mamy - stwierdza mieszkaniec kamienicy.
Mieszkańcy nie mają zapewnionego noclegu ani miejsca, w którym mogliby przechować swój dobytek. Mowa tu nie tylko o osobach dorosłych, lecz także o ich dzieciach.
- Moje dzieci są w tym momencie straumatyzowane. Pakujemy się od 4 rano, wynosimy po kolei wszystko, co się da. Nie mamy dokąd pójść, nie mamy gdzie się podziać, nie mamy do kogo zwrócić się w dniu dzisiejszym o pomoc. I apelowałabym o to, by miasto porzuciło spory, czy jest winne, czy nie jest winne, tylko po prostu ratowało życie mieszkańców - mówi mieszkanka kamienicy.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski, Michał Tesarski
Jak dodaje Prozner, pomiędzy godziną 15 a 16 zgromadzone na miejscu służby mają określić czy budynki przy Hożej 9 i 11 w Szczecinie nadają się do dalszego zamieszkania.
Jak mówi nam jeden z mieszkańców tego budynku, głównym problemem jest obecnie brak "dachu nad głową".
Te rozwiązania muszą się pojawić i to w trybie pilnym - uważa obecny na miejscu radny Rady Miasta Szczecin Dariusz Smoliński.
Jeden z mieszkańców kamienicy opisuje, jak przebiegła ewakuacja zaraz po tąpnięciu. Dodaje także, że jest już za późno na naprawę budynku.

Radio Szczecin
