Machina Czasu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Machina Czasu
Róg Owocowej i Kaszubskiej w Szczecinie. Od prawej: Polina Wierzchowiec i autorka "Machiny czasu", Agata Rokicka. Fot. Radio Szczecin
Róg Owocowej i Kaszubskiej w Szczecinie. Od prawej: Polina Wierzchowiec i autorka "Machiny czasu", Agata Rokicka. Fot. Radio Szczecin
W tym samym miejscu. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
W tym samym miejscu. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Napis na wejściu do kamienicy przy Powstańców Wielkopolskich w Szczecinie. Fot. z 2013 roku. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Napis na wejściu do kamienicy przy Powstańców Wielkopolskich w Szczecinie. Fot. z 2013 roku. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Syfony. Reklama przy wejściu do kamienicy przy ul. Limanowskiego. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Syfony. Reklama przy wejściu do kamienicy przy ul. Limanowskiego. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Zaskakujący napis w wejściu do kamienicy przy ul. Kolumba w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Zaskakujący napis w wejściu do kamienicy przy ul. Kolumba w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Kamienica przy ulicy Kaszubskiej w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Kamienica przy ulicy Kaszubskiej w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Kamienica przy ulicy Kaszubskiej w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Kamienica przy ulicy Kaszubskiej w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Mówią cegły. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie przy ul. Gabriela Narutowicza. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
Fot. Polina Wierzchowiec (Garbate Historie)
"Bardzo lubię te napisy, wyzierające tu i ówdzie ze wszystkich możliwych dziur, szczelin w fundamentach, spod progów, z podświadomości miasta..." - napisał Jurij Andruchowycz w jednym z esejów ze swojej znakomitej książki "Ostatnie terytorium". I choć ten cytat dotyczy polskich napisów w Iwano-Frankiwsku, mieście na zachodniej Ukrainie, które przed wojną nosiło nazwę Stanisławów, to równie dobrze pasuje do tego, co wychodzi spod tynku w naszym Szczecinie.
Tym razem w „Machinie czasu” opowiemy, czego o historii Szczecina możemy dowiedzieć się obserwując ściany i fasady. „Spod tynku” - to nazwa projektu realizowanego przez Stowarzyszenie Pogodniak. Wspólnie z Poliną Wierzchowiec wyruszamy na poszukiwanie okien czasu.

A jeśli ktoś zna takie miejsca i zechce pomóc - http://www.garbatehistorie.pl/ lub https://www.facebook.com/GarbateHistorie/photos/a.1306352789538833/1822501594590614/
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” Nr 323 z roku 1932.
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” Nr 323 z roku 1932.
"Nowy Wiek" z 1929 roku
"Nowy Wiek" z 1929 roku
Okładka książki o Grecie Garbo. Fot. materiały prasowe
Okładka książki o Grecie Garbo. Fot. materiały prasowe
Garbo odchodzi! - to tytuł ostatniego odcinka opowieści o legendzie kina - Grecie Garbo. A do Hollywood podróżować będziemy w towarzystwie Iwony Poczopko, krytyka filmowego.

Przy okazji - warto przeczytać artykuł "Cały Wiedeń szuka Grety Garbo". Wiele mówi o atmosferze wokół "boskiej Grety".
Kadr z filmu z Gretą Garbo "Anna Karenina" (’Love") z 1927 roku.. Fot. materiały prasowe
Kadr z filmu z Gretą Garbo "Anna Karenina" (’Love") z 1927 roku.. Fot. materiały prasowe
Słowo „garbo” w języku staronorweskim oznacza ponoć leśnego duszka albo tajemniczą istotę, co idealnie pasowało do aktorki, na spotkanie z którą wyruszamy z Iwoną Poczopko, krytykiem filmowym.
Przed nami druga część opowieści o Grecie Garbo, ale i o Złotej Erze Kina. Przeniesiemy się w czasy, gdy Greta wraz z reżyserem Mauritzem Stillerem przybyła do Hollywood. Mimo że Garbo miała podpisany kontrakt z MGM, pracownicy wytwórni nie do końca wiedzieli, co zrobić z aktorką tak inną od wszystkich, zbyt europejską. Ale... nie uprzedzajmy wypadków.
Okładka pisma Motion Picture. Mat. prasowe
Okładka pisma Motion Picture. Mat. prasowe
Miała nieodparty wdzięk, klasę i szyk. Ale to było coś więcej niż piękno twarzy i sylwetki. Ikoną zastała dzięki aurze tajemniczości, jaką wokół siebie roztaczała. Ale też stworzyła definicję kobiety nowoczesnej. Grała kobiety odważne, które nie cofają się przed przejmowaniem inicjatywy. Odnosi się wrażenie, że dla niej kobiecość to: inteligencja, naturalny makijaż i... spodnie. Królowa Greta od lat pozostaje jedną z najbardziej fascynujących gwiazd Złotej Ery Hollywood.
O Grecie Garbo opowie Iwona Poczopko, krytyk filmowy.
Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Stefan Karwowski, Sławomir Borewicz, Leon Kuraś, Stanisław Anioł, Janek Kos, Tolek Banan, Poldek i Duduś... Choć to postaci fikcyjne, są nam tak bliskie jak rzeczywiste.
Seriale realizowane w czasach PRL przez lata gościły w naszych domach. Obecnie także powstają takie produkcje, ale ich popularność jest niczym w porównaniu z tamtymi. Na pewno dużą rolę odgrywał tu brak konkurencji, ale też w większości wypadków świetny warsztat ich twórców. Podstawą były znakomite scenariusze, ale i reżyseria, scenografia, aktorstwo.
Wspólnie z Damianem Romaniakiem - literaturoznawcą, publicystą, filmoznawcą, krytykiem filmowym, jednym z organizatorów Wieczorów Filmowych z OFFicyną, związanym również z SEFF-em czyli Szczecin Film Festivalem zabieramy Państwa w podróż za (nie)jeden uśmiech do świata polskich seriali czasów PRL.
Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
"...w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda... Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Dialogi niedobre... Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje" - to fragment wykładu inż. Mamonia na temat polskiej kinematografii z filmu Marka Piwowskiego "Rejs".
Jakie było kino czasów PRL? Do podjęcia tego tematu skłoniła nas 40. rocznica premiery innej kultowej polskiej komedii "Mis". Zmierzymy się z nim (problemem, nie z "Misiem") wspólnie z Damianem Romaniakiem - literaturoznawcą, publicystą, filmoznawcą, krytykiem filmowym, jednym z organizatorów Wieczorów Filmowych z OFFicyną, związanym również z SEFF-em czyli Szczecin Film Festivalem.
Helena Majdaniec na tle wieży Eiffl. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec na tle wieży Eiffl. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Przy słupie ogłoszeniowym obok Teatru Rewiowego Casino de Paris. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Przy słupie ogłoszeniowym obok Teatru Rewiowego Casino de Paris. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Na tle Łuku Triumfalnego. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Na tle Łuku Triumfalnego. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Helena Majdaniec w Paryzu. Fot. z archiwum Małgorzaty Majdaniec.
Okładka "Mój Paryż. Śladami Heleny Majdaniec", książki wydanej przez Oficynę R, współfinansowanej przez Miasto Szczecin.
Okładka "Mój Paryż. Śladami Heleny Majdaniec", książki wydanej przez Oficynę R, współfinansowanej przez Miasto Szczecin.
"Na pewno pomógł mi przypadek, wtedy nuta słowiańska była nad Sekwaną bardzo popularna. Śpiewałam z największymi sławami. Zwiedziłam prawie cały świat. Mam z czego żyć. Nie narzekam. Było warto." W ten sposób swoje paryskie lata wspominała Helena Majdaniec, piosenkarka, której kariera rozpoczęła się na Festiwalu Młodych Talentów w 1962 roku w Szczecinie. Jej przeboje, takie jak "Rudy rydz", "Jutro będzie dobry dzień", "Czarny Ali-Baba" czy "Zakochani są wśród nas", śpiewała i tańczyła cała Polska. Nie na darmo została nazwana Królową twista. W 1968 roku wyjechała do Francji. Jaki był Paryż w tamtych czasach? Jak ją przyjął?
Gościem "Machiny czasu" jest Rafał Podraza - dziennikarz i pisarz, autor książki "Mój Paryż. Śladami Heleny Majdaniec". Publikacja została wydana przez Oficynę R, współfinansowana przez Miasto Szczecin.
Krystyna Łyczywek. Fot. Robert Stachnik [Radio Szczecin]
Krystyna Łyczywek. Fot. Robert Stachnik [Radio Szczecin]
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
Ecce Homo, fot. Krystyna Łyczywek
"O takich ludziach pisze się książki i opowiada legendy. Dobry Bóg będzie miał dużo radości goszcząc Ją u siebie" - napisał jeden z internautów pod wiadomością o śmierci Krystyny Łyczywek, pionierki Szczecina, romanistki, wielkiej popularyzatorki kultury francuskiej, a przede wszystkim słynnej fotografki. Barbara Kosińska, historyk sztuki tak pisała o jej pracach: "Fotografia, którą uprawia Krystyna Łyczywek, bliska jest temu, co Francuzi określają mianem humanistycznego reportażu, a którego znanymi mistrzami są Henri Carter-Bresson, Robert Doisneau i Eduard Boubat. Wiązanie tego faktu z jej studiami romanistycznymi, byłoby zbytnim uproszczeniem. Ta bliskość ideowa i artystyczna ma przyczyny głębsze… Humanistyczny reportaż narodził się we Francji, na przełomie lat 40. i 50., a więc w latach przezwyciężania materialnych i duchowych konsekwencji okrutnej wojny. Stąd leżąca u jego podstaw wielka potrzeba odbudowania wiary w wartości elementarne, w humanizm, stąd zachwyt dla fenomenu zwykłej, powszechnej egzystencji. Postawa ta wspólna dla wszystkich twórców nurtu humanistycznego reportażu, ludzi mających ze sobą doświadczenia wojny, musiała być także bliska Krystynie Łyczywek, dla której lata wojenne oznaczały pełne ryzyka i zagrożeń prace w konspiracji i aktywną walkę z okupantem w dniach Powstania Warszawskiego… Tematem głównym fotografii pozostaje człowiek, choć wiele uwagi poświęca także krajobrazowi. Człowieka obserwuje w jego naturalnym otoczeniu, czy będzie to środowisko wiejskie jak w cyklu „Ludzie z Istebnej”, czy ulice i zaułki wielkich miast Paryża, Rzymu czy Nowego Jorku. Patrzy na niego z życzliwością, uważnie, lecz zarazem z taktem i dyskrecją, podpatruje go, ale nie podgląda." Krystyna Łyczywek zmarła pod koniec kwietnia. Pochowana została w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Centralnym. Lubiła portretować ludzi. Spróbujmy więc stworzyć jej portret. Radiowy.

W "Machinie..." wykorzystano fragmenty audycji z archiwum Radia Szczecin: Agaty Foltyn, Haliny Więcek-Przybyły, Małgorzaty Frymus, Zbigniewa Kosiorowskiego, Jerzego Jurczyka i Grzegorza Fedorowskiego.
Pierwsza strona pisma Independent z 5 lutego 1995 roku
Pierwsza strona pisma Independent z 5 lutego 1995 roku
Praca Zbigniewa Libery "Lego. Obóz koncentracyjny"
Praca Zbigniewa Libery "Lego. Obóz koncentracyjny"
Jeden skandal miał miejsce w 1995 roku, drugi rok później. Oba projekty nawiązują do historii, dla obu materią jest prowokacja. Co je różniło?
O prowokacjach i skandalach - Stanisław Ruksza, historyk sztuki, kurator wystaw, dyrektor TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie. Opowieści część druga, ostatnia.
Édouard Manet - "Olimpia" - Musée d’Orsay w Paryżu
Édouard Manet - "Olimpia" - Musée d’Orsay w Paryżu
W 1865 roku na Salonie Paryskim Édouard Manet pokazał obraz zatytułowany "Olimpia". Był to jeden z największych skandali w XIX wieku. Historyk sztuki, autor biografii Maneta Henri Perruchot tak opisuje reakcję publiczności:
"Olimpia, zaraz! czy to nie będzie osoba o tak samo brzmiącym imieniu, "bezwstydna kurtyzana" z "Damy kameliowej" Dumasa syna (...) Tego tylko brakowało! Można się było jednak tego spodziewać: chcąc rzucić wyzwanie publiczności, ten skandaliczny malarzyna nie zawahał się uciec do pornografii! Profanując uświęconą dziedzinę mitologii, brukając tę najwyższą formę sztuki, jaką jest akt kobiecy, namalował prostytutkę, dziewczynę ledwie dojrzałą, „nieletnią jeszcze”, sfabrykował, bezecnik, ten wizerunek rozpustny, godny w pełni "Kwiatów zła" jego satanicznego przyjaciela."
Dziś raczej trudno zrozumieć, dlaczego "Olimpia" wywołała takie zgorszenie, dlaczego prezentacja tego obrazu była skandalem. W czasach, gdy skandal towarzyszący sztuce stał się powszechny, warto więc sprawdzić, w jaki sposób funkcjonował w poprzednich epokach. O wielkich skandalach i skandalistach opowiada Stanisław Ruksza, historyk sztuki, kurator wystaw, dyrektor TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie.
1234567