Jan Frycz był wielkim aktorem, potrafił zahipnotyzować widza - tak zmarłego aktora wspomina krytyk filmowy Dawid Muszyński. Artysta odszedł 15 sierpnia, w wieku 72 lat.
O jego śmierci poinformował Teatr Narodowy w Warszawie.
"Artysta zmarł 15 sierpnia w domu rodzinnym, w otoczeniu najbliższych" - czytamy w komunikacie w mediach społecznościowych. Podkreślono, że Jan Frycz był niezwykle ważnym członkiem zespołu teatru - nie tylko wielkim artystą, ale i przyjacielem, a dla wielu również mentorem. "Będzie nam bardzo brakować jego charyzmy na próbach, jego śmiechu w kuluarach, długich rozmów i analiz. Przede wszystkim jednak będzie nam go brakować jako pięknego człowieka. Mieliśmy wielkie szczęście, mogąc spotykać się na co dzień" - czytamy w mediach społecznościowych Teatru Narodowego w Warszawie. Rodzina artysty prosi o nieskładanie kondolencji.
W TVP Info Dawid Muszyński mówił o zaangażowaniu, jakie Jan Frycz wkładał w odgrywane przez siebie role.
- Był człowiekiem, który kochał swoją pracę. On nie przebierał, on nie wybrzydzał. Jeśli projekt był dla niego ciekawy i postać, którą mu oferowano, miała przynajmniej to ziarenko, którym on może się później pobawić i zbudować z tego coś więcej, to on przyjmował każdą rolę. To nie był nigdy człowiek, przynajmniej ja się z tym nie spotkałem, żeby robił tak zwaną chałturę. On z każdej roli, z każdej produkcji próbował wyjść po mistrzowsku - powiedział Muszyński.
Jan Frycz stworzył niemal 200 kreacji aktorskich, zapisując się na trwałe w historii polskiego teatru i polskiej kultury. W 2015 roku został uhonorowany najwyższym odznaczeniem przyznawanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski
Radio Szczecin