Amerykańskie służby Secret Service zastrzeliły mężczyznę, który próbował wtargnąć do posiadłości Donalda Trumpa w Mar-a-Lago na Florydzie. Sam prezydent w trakcie incydentu przebywał w Waszyngtonie.
Wydarzenie miało miejsce w nocy z soboty na niedzielę czasu lokalnego. Mężczyznę zauważono przy północnej bramie trzymającego przy sobie coś, co wyglądało na strzelbę i kanister z paliwem. Po krótkiej konfrontacji agent Secret Service otworzył ogień.
- Podejrzany mężczyzna został wezwany do pozostawienia niebezpiecznych rzeczy, które miał przy sobie. W momencie pozbycia się kanistra podniósł broń do pozycji strzeleckiej. Agenci natychmiast odpowiedzieli ogniem i zneutralizowali niebezpieczeństwo - informował szeryf Ric Bradshaw.
- Podejrzany mężczyzna został wezwany do pozostawienia niebezpiecznych rzeczy, które miał przy sobie. W momencie pozbycia się kanistra podniósł broń do pozycji strzeleckiej. Agenci natychmiast odpowiedzieli ogniem i zneutralizowali niebezpieczeństwo - informował szeryf Ric Bradshaw.
W trakcie zdarzenia w posiadłości prezydenckiej nie przybywała żadna osoba podlegająca ochronie Secret Service.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski

Radio Szczecin