Wysokie ceny energii to jeden z głównych tematów rozpoczynającego się w czwartek po 10.00 unijnego szczytu w Brukseli. Projekt wniosków, który mają przyjąć europejscy przywódcy, po tej naradzie, jest po myśli Polski.
W dokumencie jest przede wszystkim zapis na którym zależało rządowi o uwzględnieniu specyfiki poszczególnych krajów. Wczoraj 10 państw, w tym Polska, wezwało Komisję Europejską do głębokich zmian w systemie handlu uprawnienia do emisji CO2, czyli systemie ETS. Pod listem, oprócz premiera Donalda Tuska, podpisali się podpisy przywódcy Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Grecji, Rumunii, Słowacji, Węgier i Włoch. Na szczycie podjęta będzie też ostatnia próba na najwyższym szczeblu przekonania premiera Węgier do zniesienia blokady na pożyczkę dla Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro.
Reforma systemu ETS przestaje być już tematem tabu w Unii. Jeszcze w październiku ubiegłego roku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekonywała, że wysokie ceny energii nie mają związku z funkcjonowaniem ETS. Teraz mówi tak - "Potrzebujemy ETS, ale musimy go zmodernizować". W Brukseli już przebiło się to co Polska mówiła od dawna. "System ETS nie został zbudowany na czasy, w których żyjemy. Świat się zmienił" - powiedział jeden z wysokich rangą unijnych dyplomatów. Ale pytanie jak duże będą zmiany. Grupa 10 krajów, w tym Polska uważa, że muszą one być głębokie, a nie kosmetyczne. Premier Donald Tusk wymienił wczoraj jeden z postulatów - "aby możliwa była kontynuacja darmowych uprawnień do emisji dla przemysłu, w tym oczywiście przemysłu polskiego" - podkreślał. Chodzi przede wszystkim o przemysł energochłonny od hutnictwa, przez cementownie po chemię. Zgodnie z obecnymi regulacjami liczba darmowych pozwoleń na emisję CO2 z każdym rokiem jest redukowana, a w 2034 ma ich w ogóle nie być.
Reforma systemu ETS jest planowana na połowę roku, ale konieczne są działania natychmiastowe, by doprowadzić do spadku cen energii. Polska popiera propozycję przewodniczącej Komisji Europejskiej, by doraźnie wypuścić na rynek większą liczbę uprawnień do emisji CO2. Ursula von der Leyen napisała o tym w liście do unijnych przywódców kilka dni temu i odniesienie do tego listu jest we wnioskach przygotowanych na szczyt.
Dyskusja na temat wysokich cen energii jest planowana na popołudnie. Natomiast przed południem główny temat rozmów to Ukraina. Europejscy przywódcy połączą się zdalnie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Ukraina czeka na unijną pożyczkę w wysokości 90 miliardów euro, którą blokują Węgry. Wprawdzie dyplomaci w Brukseli nie spodziewają się przełomu, ale na szczycie spodziewana jest presja europejskich przywódców na Viktora Orbana. Tym bardziej, że w grudniu ubiegłego roku zgodził się on na już wstępnie na przekazanie pożyczki, a teraz blokuje przepisy umożliwiające przelanie pieniędzy. Jeszcze do niedawna była to sprawa pilna, bo od kwietnia ukraiński budżet miał świecić pustkami. Ale na ratunek pospieszył Międzynarodowy Fundusz Walutowy i zdecydował o przekazaniu Ukrainie 4-letniej pożyczki w wysokości ponad 8 miliardów dolarów. Pierwsza transza pozwala uniknąć bankructwa Ukrainy do maja. A po drodze, 12 kwietnia, są wybory parlamentarne na Węgrzech. Bruksela już nie ukrywa, że liczy na wygraną opozycji, zmianę rządów i zmianę decyzji w sprawie Ukrainy.
Jeszcze w środę Budapeszt próbował przeforsować zapis do wniosków ze szczytu dotyczący konieczności wznowienia tranzytu ropy przez Ukrainę rurociągiem Przyjaźń. To przez niektórych było odczytywane jako sygnał gotowości do zniesienia weta, zwłaszcza w kontekście zgody Kijowa na inspekcję zniszczonego przez Rosjan ropociągu i naprawę. Jednak szanse na zmianę stanowiska Węgier wydają się być niewielkie.
Autorka edycji: Joanna Chajdas
Reforma systemu ETS przestaje być już tematem tabu w Unii. Jeszcze w październiku ubiegłego roku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekonywała, że wysokie ceny energii nie mają związku z funkcjonowaniem ETS. Teraz mówi tak - "Potrzebujemy ETS, ale musimy go zmodernizować". W Brukseli już przebiło się to co Polska mówiła od dawna. "System ETS nie został zbudowany na czasy, w których żyjemy. Świat się zmienił" - powiedział jeden z wysokich rangą unijnych dyplomatów. Ale pytanie jak duże będą zmiany. Grupa 10 krajów, w tym Polska uważa, że muszą one być głębokie, a nie kosmetyczne. Premier Donald Tusk wymienił wczoraj jeden z postulatów - "aby możliwa była kontynuacja darmowych uprawnień do emisji dla przemysłu, w tym oczywiście przemysłu polskiego" - podkreślał. Chodzi przede wszystkim o przemysł energochłonny od hutnictwa, przez cementownie po chemię. Zgodnie z obecnymi regulacjami liczba darmowych pozwoleń na emisję CO2 z każdym rokiem jest redukowana, a w 2034 ma ich w ogóle nie być.
Reforma systemu ETS jest planowana na połowę roku, ale konieczne są działania natychmiastowe, by doprowadzić do spadku cen energii. Polska popiera propozycję przewodniczącej Komisji Europejskiej, by doraźnie wypuścić na rynek większą liczbę uprawnień do emisji CO2. Ursula von der Leyen napisała o tym w liście do unijnych przywódców kilka dni temu i odniesienie do tego listu jest we wnioskach przygotowanych na szczyt.
Dyskusja na temat wysokich cen energii jest planowana na popołudnie. Natomiast przed południem główny temat rozmów to Ukraina. Europejscy przywódcy połączą się zdalnie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Ukraina czeka na unijną pożyczkę w wysokości 90 miliardów euro, którą blokują Węgry. Wprawdzie dyplomaci w Brukseli nie spodziewają się przełomu, ale na szczycie spodziewana jest presja europejskich przywódców na Viktora Orbana. Tym bardziej, że w grudniu ubiegłego roku zgodził się on na już wstępnie na przekazanie pożyczki, a teraz blokuje przepisy umożliwiające przelanie pieniędzy. Jeszcze do niedawna była to sprawa pilna, bo od kwietnia ukraiński budżet miał świecić pustkami. Ale na ratunek pospieszył Międzynarodowy Fundusz Walutowy i zdecydował o przekazaniu Ukrainie 4-letniej pożyczki w wysokości ponad 8 miliardów dolarów. Pierwsza transza pozwala uniknąć bankructwa Ukrainy do maja. A po drodze, 12 kwietnia, są wybory parlamentarne na Węgrzech. Bruksela już nie ukrywa, że liczy na wygraną opozycji, zmianę rządów i zmianę decyzji w sprawie Ukrainy.
Jeszcze w środę Budapeszt próbował przeforsować zapis do wniosków ze szczytu dotyczący konieczności wznowienia tranzytu ropy przez Ukrainę rurociągiem Przyjaźń. To przez niektórych było odczytywane jako sygnał gotowości do zniesienia weta, zwłaszcza w kontekście zgody Kijowa na inspekcję zniszczonego przez Rosjan ropociągu i naprawę. Jednak szanse na zmianę stanowiska Węgier wydają się być niewielkie.
Autorka edycji: Joanna Chajdas

Radio Szczecin