20 lat więzienia dla Łukasza Żaka. Mężczyzna dwa lata temu pijany jechał Trasą Łazienkowską z prędkością ponad 225 km/h. Staranował jadącego prawidłowo Forda, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Zginął mąż i ojciec dwójki dzieci Rafał P., a pozostali pasażerowie zostali ranni.
Ogłaszając wyrok sędzia Maciej Mitera podkreślał, że skazany świadomie wsiadł pod wpływem alkoholu za kierownicę "małego czołgu".
- Rozpoczynając zabawę na terenie miasta Warszawy z grupą swoich przyjaciół, tam pił, w lokalu "Ćma" pił, później z pełną premedytacją wsiadł... Nie wiem, codziennie przemierzam Trasę Łazienkowską i myślę, co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona, to jest mały czołg, do ponad 200 km na godzinę. Nie ma szans, naprawdę, nie ma szans na reakcję - powiedział.
Sędzia zwrócił się również bezpośrednio do skazanego Łukasz Żaka.
- Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą. To groziło katastrofą i tak się skończyło. Panie Żak, powiem tak, może na wyrok nie, ale na tą karę pracował pan sobie latami. To jest wypadkowa pana całej działalności, naprawdę. Urząd prokuratorski mówił, że nie widzi przesłanek. Ja obserwowałem pana podczas tego procesu, też nie widziałem. Powiem pana, wszystko pana interesowało łącznie w tych koszulki Viton, Balenciaga, ale nie to, co pan robił. Uważam, że zero refleksji - ocenił.
O warunkowe zwolnienie Łukasz Żak może ubiegać się po piętnastu latach pozbawienia wolności. Ponadto jest zobowiązany do wypłacenia zadośćuczynienia rodzinie mężczyzny, który zginął w spowodowanym przez niego wypadku.
Edycja tekstu: Jacek Rujna
- Rozpoczynając zabawę na terenie miasta Warszawy z grupą swoich przyjaciół, tam pił, w lokalu "Ćma" pił, później z pełną premedytacją wsiadł... Nie wiem, codziennie przemierzam Trasę Łazienkowską i myślę, co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona, to jest mały czołg, do ponad 200 km na godzinę. Nie ma szans, naprawdę, nie ma szans na reakcję - powiedział.
Sędzia zwrócił się również bezpośrednio do skazanego Łukasz Żaka.
- Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą. To groziło katastrofą i tak się skończyło. Panie Żak, powiem tak, może na wyrok nie, ale na tą karę pracował pan sobie latami. To jest wypadkowa pana całej działalności, naprawdę. Urząd prokuratorski mówił, że nie widzi przesłanek. Ja obserwowałem pana podczas tego procesu, też nie widziałem. Powiem pana, wszystko pana interesowało łącznie w tych koszulki Viton, Balenciaga, ale nie to, co pan robił. Uważam, że zero refleksji - ocenił.
O warunkowe zwolnienie Łukasz Żak może ubiegać się po piętnastu latach pozbawienia wolności. Ponadto jest zobowiązany do wypłacenia zadośćuczynienia rodzinie mężczyzny, który zginął w spowodowanym przez niego wypadku.
Dwa lata temu Łukasz Żak uciekł z miejsca zdarzenia, zacierał ślady i zbiegł do Niemiec.
Uzasadnienia wyroku słuchał na sali sądowej w Warszawie, siedząc z opuszczoną głową.
Edycja tekstu: Jacek Rujna
- Rozpoczynając zabawę na terenie miasta Warszawy z grupą swoich przyjaciół, tam pił, w lokalu "Ćma" pił, później z pełną premedytacją wsiadł... Nie wiem, codziennie przemierzam Trasę Łazienkowską i myślę, co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona, to jest mały czołg, do ponad 200 km na godzinę. Nie ma szans, naprawdę, nie ma szans na reakcję - powiedział.

Radio Szczecin