Dwa obiekty zza wschodniej granicy niebezpiecznie blisko Polski. Po nocnych atakach rakietowych Rosji na Ukrainę także i w naszym kraju doszło do niebezpiecznych incydentów.
Niezidentyfikowane obiekty, z czego jeden to z dużym prawdopodobieństwem rosyjska rakieta, zbliżyły się do Polski. Jeden przekroczył naszą przestrzeń powietrzną, a to postawiło armię w stan gotowości.
Premier Donald Tusk poinformował, że rakieta była uzbrojona. Zapowiedział zbadanie zdarzenia, w tym reakcji państwa polskiego i instytucji obrony cywilnej. Podziękował też sojusznikom za solidarność.
Jak informowało nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) w nocy ze środy na czwartek, w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16, ale obiekt zniknął z radarów. Do jego poszukiwania skierowano śmigłowiec Mi-24, którego załoga znalazła krater po uderzeniu pocisku w okolicy wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim, ok. 100 km od granicy z Ukrainą.
Na miejsce zdarzenia przybyły służby, a następnie premier Donald Tusk, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i szef MSWiA Marcin Kierwiński, którzy wzięli tam udział w posiedzeniu zespołu koordynacyjnego. Szef BBN Bartosz Grodecki przekazał, że prezydent Karol Nawrocki na bieżąco otrzymuje informacje o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej i od wczesnych godzin porannych jest w kontakcie z premierem i szefem MON.
Czynności w sprawie rakiety podjęła też Prokuratura Okręgowa w Lublinie; szef lubelskiej prokuratury Grzegorz Trusiewicz przekazał później, że wsparcie w działaniach zaoferowała strona ukraińska.
W związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej syreny alarmowe zawyły w czwartek w Lublinie i Krasnymstawie; alarmy zostały szybko odwołane. Szef MSWiA przekazał później, że uruchomiona została procedura SPO-13, która dotyczy ostrzegania i alarmowania wojsk oraz ludności cywilnej o zagrożeniu uderzeniami z powietrza.
– Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie, a to znaczy, że należy postępować zgodnie z procedurami, które zawarte zostały w specjalnym „Poradniku bezpieczeństwa” – podkreślił Kierwiński, dodając, że od wielu miesięcy przeprowadzane są szkolenia dla ludności, jak reagować w takim przypadku. Podkreślił, że użycie syren alarmowych jest najszybszym sposobem ostrzeżenia ludności przed zagrożeniem.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało do PAP o godz. 3.58 wiadomość z alertem o treści: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne schronienie. Stosuj się do poleceń lokalnych służb. Oczekuj dalszych komunikatów. Zagrożenie dotyczy: OBSZAR LUBELSKIE: puławski, opolski, Lublin, lubelski, kraśnicki, janowski, włodawski, łęczyński, świdnicki, Chełm, chełmski, krasnostawski, hrubieszowski, Zamość, zamojski, tomaszowski, biłgorajski”.
W ślad za tym komunikatem, także o godz. 3.58 RCB wysłało informację: „zagrożenie atakiem z powietrza, o którym informowaliśmy we wcześniejszej korespondencji, zostało odwołane”. W wiadomości przekazanej PAP napisano: „w związku z tym proszę o zaprzestanie publikacji komunikatu o zagrożeniu przekazywanego poprzez dostępne Państwu środki komunikacji, wymienione w procedurze przekazywania komunikatów (...)”.
Tusk na konferencji odniósł się do faktu, że do mieszkańców Lubelszczyzny nie trafiły SMS-y od RCB informujące o zagrożeniu. Jak mówił, SMS-y nie zostały wysłane, „bo po prostu syrena jest szybsza”. – Ale rzeczywiście trzeba SMS-y wykorzystywać nie tylko do informowania, że jest zagrożenie, ale musimy wprowadzić bezwzględnie zasady, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać uspokajające SMS-y do ludzi – dodał.
Tusk przekazał również, że pocisk, który spadł w woj. lubelskim, to prawdopodobnie rosyjska rakieta manewrująca Ch-101, regularnie wykorzystywana przez Rosjan do ostrzałów Ukrainy. - Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot – zaznaczył szef rządu.
Prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Lublinie informowała po południu, że najprawdopodobniej była to rakieta o oznaczeniach Ch-101 i zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”.
„Rakieta była uzbrojona. Z dużym prawdopodobieństwem była rosyjska. Chciałbym podziękować wszystkim przywódcom UE i NATO za ich solidarność i gotowość do pomocy” - napisał również w późniejszym wpisie na X szef rządu.
Z kolei rzecznik natowskiego Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE), pułkownik Martin O'Donnell, zapewnił, że NATO pozostaje w ścisłym kontakcie z polskimi władzami w sprawie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Dodał, że Sojusz podejmie wszelkie środki w celu obrony terytorium NATO.
Szef MON relacjonował, że w nocy ze środy na czwartek Dowódca Operacyjny gen. Ireneusz Nowak postawił w stan najwyższej gotowości wszystkie systemy obrony powietrznej. Dodał, że blisko polskiej przestrzeni znalazło się ponad 20 obiektów. Jeden z nich naruszył polską przestrzeń, a w przypadku drugiego - jak powiedział szef MON - „było blisko”.
Premier i szef MON podkreślili, że Wojsko Polskie otrzymało wsparcie ze strony sojuszników - nad Polską działały sojusznicze samoloty rozpoznawcze i powietrzne tankowce z bazy w Niemczech. Jak przekazał Tusk, także broniące swojego kraju myśliwce ukraińskie do samej granicy starały się przechwycić pociski, które zmierzały w stronę Polski. Z kolei Amerykanie - przekazał premier - są zainteresowani udziałem w wyjaśnianiu incydentu.
Tusk podkreślił, że „nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska”. Zapowiedział, że po czwartkowym incydencie będzie rozważał „jak najszybciej” dalszą pomoc dla Ukrainy, „także z kolejnymi Patriotami (systemami przeciwlotniczymi - przyp. PAP), jeśli będzie potrzeba”. Dodał, że po jego środowej rozmowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim „sprawa jest dość ewidentna: najbliższe 100 dni może rozstrzygnąć o tej wojnie i to jest 50/50”.
Premier zapowiedział też, że szczegółowo badane będą „wszystkie elementy tego, co się zdarzyło ze strony rosyjskiej i ukraińskiej”, a także „wszystkie elementy reakcji państwa tak, żeby każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze”. Zapewnił jednocześnie, że nie ma mowy o jakichkolwiek kłopotach, jeśli chodzi o współpracę wszystkich instytucji państwowych.
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór, odnosząc się do naruszenia polskiej przestrzeni, podkreślił, że przebieg tego zdarzenia jest analizowany wspólnie z sojusznikami z NATO. Jak dodał, dalsze kroki dyplomatyczne zostaną podjęte po ustaleniu szczegółów technicznych przez powołane do tego służby.
Autorka edycji: Joanna Chajdas
Premier Donald Tusk poinformował, że rakieta była uzbrojona. Zapowiedział zbadanie zdarzenia, w tym reakcji państwa polskiego i instytucji obrony cywilnej. Podziękował też sojusznikom za solidarność.
Jak informowało nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) w nocy ze środy na czwartek, w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16, ale obiekt zniknął z radarów. Do jego poszukiwania skierowano śmigłowiec Mi-24, którego załoga znalazła krater po uderzeniu pocisku w okolicy wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim, ok. 100 km od granicy z Ukrainą.
Na miejsce zdarzenia przybyły służby, a następnie premier Donald Tusk, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i szef MSWiA Marcin Kierwiński, którzy wzięli tam udział w posiedzeniu zespołu koordynacyjnego. Szef BBN Bartosz Grodecki przekazał, że prezydent Karol Nawrocki na bieżąco otrzymuje informacje o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej i od wczesnych godzin porannych jest w kontakcie z premierem i szefem MON.
Czynności w sprawie rakiety podjęła też Prokuratura Okręgowa w Lublinie; szef lubelskiej prokuratury Grzegorz Trusiewicz przekazał później, że wsparcie w działaniach zaoferowała strona ukraińska.
W związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej syreny alarmowe zawyły w czwartek w Lublinie i Krasnymstawie; alarmy zostały szybko odwołane. Szef MSWiA przekazał później, że uruchomiona została procedura SPO-13, która dotyczy ostrzegania i alarmowania wojsk oraz ludności cywilnej o zagrożeniu uderzeniami z powietrza.
– Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie, a to znaczy, że należy postępować zgodnie z procedurami, które zawarte zostały w specjalnym „Poradniku bezpieczeństwa” – podkreślił Kierwiński, dodając, że od wielu miesięcy przeprowadzane są szkolenia dla ludności, jak reagować w takim przypadku. Podkreślił, że użycie syren alarmowych jest najszybszym sposobem ostrzeżenia ludności przed zagrożeniem.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało do PAP o godz. 3.58 wiadomość z alertem o treści: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne schronienie. Stosuj się do poleceń lokalnych służb. Oczekuj dalszych komunikatów. Zagrożenie dotyczy: OBSZAR LUBELSKIE: puławski, opolski, Lublin, lubelski, kraśnicki, janowski, włodawski, łęczyński, świdnicki, Chełm, chełmski, krasnostawski, hrubieszowski, Zamość, zamojski, tomaszowski, biłgorajski”.
W ślad za tym komunikatem, także o godz. 3.58 RCB wysłało informację: „zagrożenie atakiem z powietrza, o którym informowaliśmy we wcześniejszej korespondencji, zostało odwołane”. W wiadomości przekazanej PAP napisano: „w związku z tym proszę o zaprzestanie publikacji komunikatu o zagrożeniu przekazywanego poprzez dostępne Państwu środki komunikacji, wymienione w procedurze przekazywania komunikatów (...)”.
Tusk na konferencji odniósł się do faktu, że do mieszkańców Lubelszczyzny nie trafiły SMS-y od RCB informujące o zagrożeniu. Jak mówił, SMS-y nie zostały wysłane, „bo po prostu syrena jest szybsza”. – Ale rzeczywiście trzeba SMS-y wykorzystywać nie tylko do informowania, że jest zagrożenie, ale musimy wprowadzić bezwzględnie zasady, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać uspokajające SMS-y do ludzi – dodał.
Tusk przekazał również, że pocisk, który spadł w woj. lubelskim, to prawdopodobnie rosyjska rakieta manewrująca Ch-101, regularnie wykorzystywana przez Rosjan do ostrzałów Ukrainy. - Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot – zaznaczył szef rządu.
Prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Lublinie informowała po południu, że najprawdopodobniej była to rakieta o oznaczeniach Ch-101 i zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”.
„Rakieta była uzbrojona. Z dużym prawdopodobieństwem była rosyjska. Chciałbym podziękować wszystkim przywódcom UE i NATO za ich solidarność i gotowość do pomocy” - napisał również w późniejszym wpisie na X szef rządu.
Z kolei rzecznik natowskiego Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE), pułkownik Martin O'Donnell, zapewnił, że NATO pozostaje w ścisłym kontakcie z polskimi władzami w sprawie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Dodał, że Sojusz podejmie wszelkie środki w celu obrony terytorium NATO.
Szef MON relacjonował, że w nocy ze środy na czwartek Dowódca Operacyjny gen. Ireneusz Nowak postawił w stan najwyższej gotowości wszystkie systemy obrony powietrznej. Dodał, że blisko polskiej przestrzeni znalazło się ponad 20 obiektów. Jeden z nich naruszył polską przestrzeń, a w przypadku drugiego - jak powiedział szef MON - „było blisko”.
Premier i szef MON podkreślili, że Wojsko Polskie otrzymało wsparcie ze strony sojuszników - nad Polską działały sojusznicze samoloty rozpoznawcze i powietrzne tankowce z bazy w Niemczech. Jak przekazał Tusk, także broniące swojego kraju myśliwce ukraińskie do samej granicy starały się przechwycić pociski, które zmierzały w stronę Polski. Z kolei Amerykanie - przekazał premier - są zainteresowani udziałem w wyjaśnianiu incydentu.
Tusk podkreślił, że „nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska”. Zapowiedział, że po czwartkowym incydencie będzie rozważał „jak najszybciej” dalszą pomoc dla Ukrainy, „także z kolejnymi Patriotami (systemami przeciwlotniczymi - przyp. PAP), jeśli będzie potrzeba”. Dodał, że po jego środowej rozmowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim „sprawa jest dość ewidentna: najbliższe 100 dni może rozstrzygnąć o tej wojnie i to jest 50/50”.
Premier zapowiedział też, że szczegółowo badane będą „wszystkie elementy tego, co się zdarzyło ze strony rosyjskiej i ukraińskiej”, a także „wszystkie elementy reakcji państwa tak, żeby każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze”. Zapewnił jednocześnie, że nie ma mowy o jakichkolwiek kłopotach, jeśli chodzi o współpracę wszystkich instytucji państwowych.
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór, odnosząc się do naruszenia polskiej przestrzeni, podkreślił, że przebieg tego zdarzenia jest analizowany wspólnie z sojusznikami z NATO. Jak dodał, dalsze kroki dyplomatyczne zostaną podjęte po ustaleniu szczegółów technicznych przez powołane do tego służby.
Autorka edycji: Joanna Chajdas

Radio Szczecin