We Francji narasta społeczny gniew z powodu rosnących cen paliwa. Po raz kolejny w ciągu ostatnich dni rybacy zablokowali terminal naftowy. Ceny na stacjach benzynowych osiągają we Francji bezprecedensowy poziom.
Od rana kilkudziesięciu rybaków blokuje terminal naftowy w Fos-sur-Mer na południu Francji. Protestujący ustawili ciężarówki na drodze, a z podpalonych barykad unoszą się duże kłęby czarnego dymu. Jak dotąd protest przebiega jednak spokojnie.
Do podobnych akcji doszło w poniedziałek w innych terminalach naftowych na południowym wybrzeżu. Związki zawodowe grożą zaostrzeniem protestu do czasu uzyskania konkretnych odpowiedzi od rządu.
We Francji litr benzyny kosztuje obecnie około 2 euro 15 centów, litr diesla średnio 2 euro 30 centów, a w niektórych miejscach nawet 3 euro. To oznacza wzrost o około 70 centów od początku roku. Wzrost cen paliw przekłada się na wyższe koszty działalności nie tylko w sektorze rybołówstwa, ale również w rolnictwie i transporcie.
Brak zamrożenia cen paliw lub szerokiego wsparcia ze strony rządu wywołuje rosnące niezadowolenie Francuzów. W mediach społecznościowych pojawiają się nawet apele o powrót ruchu „żółtych kamizelek”. Rząd broni się, tłumacząc, że nie odpowiada za obecny kryzys, a wzrost cen paliw jest związany z niestabilną sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Do podobnych akcji doszło w poniedziałek w innych terminalach naftowych na południowym wybrzeżu. Związki zawodowe grożą zaostrzeniem protestu do czasu uzyskania konkretnych odpowiedzi od rządu.
We Francji litr benzyny kosztuje obecnie około 2 euro 15 centów, litr diesla średnio 2 euro 30 centów, a w niektórych miejscach nawet 3 euro. To oznacza wzrost o około 70 centów od początku roku. Wzrost cen paliw przekłada się na wyższe koszty działalności nie tylko w sektorze rybołówstwa, ale również w rolnictwie i transporcie.
Brak zamrożenia cen paliw lub szerokiego wsparcia ze strony rządu wywołuje rosnące niezadowolenie Francuzów. W mediach społecznościowych pojawiają się nawet apele o powrót ruchu „żółtych kamizelek”. Rząd broni się, tłumacząc, że nie odpowiada za obecny kryzys, a wzrost cen paliw jest związany z niestabilną sytuacją na Bliskim Wschodzie.

Radio Szczecin