Ostra konfrontacja w sprawie nowego, unijnego budżetu i kłótnia w sprawie migracji - tego spodziewają się dyplomaci na europejskim szczycie, który w czwartek rozpoczyna się w Brukseli i potrwa do piątku.
Żadne decyzje nie są spodziewane. Chodzi bardziej o wskazanie drogi do ich podjęcia w przyszłości. To będzie pierwsza narada unijnych przywódców po opublikowaniu nowego projektu budżetu na lata 2028-2034 przez irlandzką prezydencję, który nie spodobał się żadnemu państwu.
Jeśli chodzi o kłótnię w sprawie migracji, to - jak wczoraj informowała brukselska korespondentka Polskiego Radia Beata Płomecka - Dania i Włochy wzięły na celownik Hiszpanię. Pozostałe tematy spotkani unijnych przywódców podczas dwudniowego szczytu to wysokie ceny energii i konkurencyjność europejskiego przemysłu i relacje z Chinami. W piątek kluczowa dyskusja będzie dotyczyła wojny na Ukrainie. Z unijnymi przywódcami spotka się prezydent Wołodymyr Zełenski.
Debatę na temat unijnego budżetu, której temperatura będzie wysoka, zaplanowano w czwartek po południu. "Będzie ostre starcie. Potrzebna jest konfrontacja, by wstrząsnąć, jeśli chcemy myśleć o porozumieniu" - mówią europejscy dyplomaci. Na stole jest propozycja irlandzkiej prezydencji z cięciami w porównaniu z propozycją Komisji Europejskiej w wysokości 141 miliardów euro.
Ostrze cięć omija koperty narodowe, czyli fundusze na rozwój regionów i rolnictwo. Pula dla Polski, to przypomnijmy - 123 miliardy euro. Najnowszy projekt nie zadowolił żadnego kraju. Nawet Polska, choć zadowolona, że jej pula jest nietknięta, to jednak odrzuca pomysł przekazywania do unijnego budżetu części przychodów z ETS, czyli systemu opłat za emisje CO2. Irlandia nieco złagodziła propozycję Komisji Europejskiej i wprowadziła okresy przejściowe, ale to nie zmieniło stanowiska Polski. Z kolei państwa domagające się oszczędności, zwane skąpcami - na czele z Niemcami -uważają, że cięcia wydatków są za małe.
- Nie będziemy mieli wyboru, musimy ograniczyć budżet we wszystkich obszarach - mówił w czwartek kanclerz Niemiec Friedrich Merz w Bundestagu.
Atmosfera wokół unijnego budżetu zaczyna gęstnieć. O ile jeszcze kilka tygodni wielu miało nadzieję na porozumienie do końca tego roku, o tyle teraz jest coraz więcej wątpliwości.
Jeśli chodzi o kłótnię w sprawie migracji, to - jak wczoraj informowała brukselska korespondentka Polskiego Radia Beata Płomecka - Dania i Włochy wzięły na celownik Hiszpanię. Pozostałe tematy spotkani unijnych przywódców podczas dwudniowego szczytu to wysokie ceny energii i konkurencyjność europejskiego przemysłu i relacje z Chinami. W piątek kluczowa dyskusja będzie dotyczyła wojny na Ukrainie. Z unijnymi przywódcami spotka się prezydent Wołodymyr Zełenski.
Debatę na temat unijnego budżetu, której temperatura będzie wysoka, zaplanowano w czwartek po południu. "Będzie ostre starcie. Potrzebna jest konfrontacja, by wstrząsnąć, jeśli chcemy myśleć o porozumieniu" - mówią europejscy dyplomaci. Na stole jest propozycja irlandzkiej prezydencji z cięciami w porównaniu z propozycją Komisji Europejskiej w wysokości 141 miliardów euro.
Ostrze cięć omija koperty narodowe, czyli fundusze na rozwój regionów i rolnictwo. Pula dla Polski, to przypomnijmy - 123 miliardy euro. Najnowszy projekt nie zadowolił żadnego kraju. Nawet Polska, choć zadowolona, że jej pula jest nietknięta, to jednak odrzuca pomysł przekazywania do unijnego budżetu części przychodów z ETS, czyli systemu opłat za emisje CO2. Irlandia nieco złagodziła propozycję Komisji Europejskiej i wprowadziła okresy przejściowe, ale to nie zmieniło stanowiska Polski. Z kolei państwa domagające się oszczędności, zwane skąpcami - na czele z Niemcami -uważają, że cięcia wydatków są za małe.
- Nie będziemy mieli wyboru, musimy ograniczyć budżet we wszystkich obszarach - mówił w czwartek kanclerz Niemiec Friedrich Merz w Bundestagu.
Atmosfera wokół unijnego budżetu zaczyna gęstnieć. O ile jeszcze kilka tygodni wielu miało nadzieję na porozumienie do końca tego roku, o tyle teraz jest coraz więcej wątpliwości.

Radio Szczecin