Ponad 1800 osób zostało zatrzymanych we Francji podczas zamieszek. To najnowszy bilans fali przemocy i grabieży, która dotknęła w sobotę wiele francuskich miast. Mieszkańcy z niedowierzaniem przyglądają się skali zniszczeń powstałych w zamieszkach.
Przedstawiając najnowszy bilans, szef MSW Laurent Nunez zapewnił, że sprawcy zamieszek zostaną ukarani i że w tej sprawie prowadzone są już śledztwa. Poinformował również, że rannych zostało co najmniej 500 policjantów, żandarmów i strażaków, a setki właścicieli sklepów poniosły poważne straty.
Na ulicach wielu francuskich miast widać setki rozbitych witryn sklepowych. Ulice są zaśmiecone odłamkami szkła i opakowaniami z ograbionych sklepów. W Lyonie, jednym z najbardziej poszkodowanych miast, ludzie gromadzą się przed spalonym zabytkowym budynkiem informacji turystycznej. Niektóre osoby dobrowolnie zbierają śmieci. Inne przynoszą posiłki policjantom i strażakom, którzy do późnych godzin nocnych próbowali opanować sytuację.
- To katastrofa, trochę jak na wojnie. - Bałam się, że ktoś podpali również nasz dom. Miałam przygotowaną torbę z rzeczami, żeby w razie czego uciekać. - Serce mi pęka, kiedy widzę mój kraj w takim stanie - mówili Francuzi.
Na ulicach wielu francuskich miast widać setki rozbitych witryn sklepowych. Ulice są zaśmiecone odłamkami szkła i opakowaniami z ograbionych sklepów. W Lyonie, jednym z najbardziej poszkodowanych miast, ludzie gromadzą się przed spalonym zabytkowym budynkiem informacji turystycznej. Niektóre osoby dobrowolnie zbierają śmieci. Inne przynoszą posiłki policjantom i strażakom, którzy do późnych godzin nocnych próbowali opanować sytuację.
- To katastrofa, trochę jak na wojnie. - Bałam się, że ktoś podpali również nasz dom. Miałam przygotowaną torbę z rzeczami, żeby w razie czego uciekać. - Serce mi pęka, kiedy widzę mój kraj w takim stanie - mówili Francuzi.

Radio Szczecin