Siły i środki użyte podczas niedzielnej akcji ratunkowej na skrzyżowaniu ul. Malczewskiego i al. Wyzwolenia w Szczecinie były adekwatne do zagrożenia, jakie tam wystąpiło, powiedziała w audycji "Czas reakcji" rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Justyna Sochacka. To odpowiedź na wątpliwości niektórych słuchaczy w sprawie zadysponowania śmigłowca do centrum miasta.
Według niej, piloci lecą zawsze tam, gdzie człowiek potrzebuje pomocy, a miejsce do lądowania, nawet jeśli nie jest naniesione na mapę, jest sprawą wtórną, stwierdziła na naszej antenie.
- Nie jesteśmy w stanie przewidzieć miejsca, gdzie znajdzie się pacjent. Musielibyśmy mieć na terenie całej Polski naniesione takie punkty. To jest niewykonalne, a z naszego punktu widzenia niepotrzebne - powiedziała Sochacka.
- W pełni wykorzystane zostały także karetki. Żaden z zespołów nie został tam wysłany bez powodu - zapewnia rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego Natalia Dorochowicz. - Każda z tych osób potrzebowała pilnej, szybkiej pomocy medycznej i każda z tych osób zgodnie z rozpoznaniem na miejscu, zgodnie z tym, jakie były dolegliwości, była przewożona do konkretnego oddziału szpitalnego.
Obecnie w szczecińskich lecznicach pozostają dwie z pięciu poszkodowanych osób. Jedna znajduje się w szpitalu przy Unii Lubelskiej, druga przy Arkońskiej. Z powodu ochrony danych wrażliwych, lekarze stanu ich zdrowia nie podają. Wiadomo, że obaj kierowcy byli trzeźwi. Postępowanie w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Szczecin Niebuszewo. Jak dotąd, nikomu nie postawiono zarzutów.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski

Radio Szczecin