To wynik eksperymentu przeprowadzonego przy kąpielisku Głębokie.
Twórca projektu "Na tropie kleszczy" przeciągnął po trawie i krzakach białe płótno, a następnie policzył zebrane pasożyty. Mieszkańcy osiedla Głębokiego przyznają, że kleszczy jest sporo, i niewiele środków chemicznych jest w stanie z nimi walczyć.
- One są odporne i chodzą po wszystkich. Najgorzej, że może przejść na człowieka i tego się obawiamy. Trzeba obserwować, czy rumień nie powstaje, czy nie ma jakiegoś odczynu. - Niby są środki, ale nic nie działają kompletnie. Na psy, na zwierzęta jeszcze tak, ale na ludzi. Na grzyby chyba nie ma co chodzić, bo szkoda zdrowia. - Chodzę, chodzę na spacery, ale w tym roku na szczęście nic mnie nie złapało - mówią mieszkańcy.
Twórca eksperymentu, biolog Mariusz Piotrowski zaznacza, że kleszcze możemy spotkać nie tylko w gęstych lasach, ale i w parkach czy na kąpieliskach. Warto obejrzeć się po takim spacerze - dodaje.
- Żeby wiedzieć, że jeśli wychodzimy w środowisko naturalne, nawet jeśli ono jest miejskie, żeby po przyjściu do domu po prostu zwyczajnie się obejrzeć. Te kleszcze nas nie atakują, jak to często jest gdzieś w mediach podawane, jakoś gwałtownie. To są naprawdę powolne zwierzątka, które potrzebują czasem godzin, żeby się w nas wczepić - informuje Piotrowski.
Biolog przeprowadził również eksperyment w Puszczy Bukowej. Tam na powierzchni 100 metrów kwadratowych złapał 62 pasożyty.
- One są odporne i chodzą po wszystkich. Najgorzej, że może przejść na człowieka i tego się obawiamy. Trzeba obserwować, czy rumień nie powstaje, czy nie ma jakiegoś odczynu. - Niby są środki, ale nic nie działają kompletnie. Na psy, na zwierzęta jeszcze tak, ale na ludzi. Na grzyby chyba nie ma co chodzić, bo szkoda zdrowia. - Chodzę, chodzę na spacery, ale w tym roku na szczęście nic mnie nie złapało - mówią mieszkańcy.
Twórca eksperymentu, biolog Mariusz Piotrowski zaznacza, że kleszcze możemy spotkać nie tylko w gęstych lasach, ale i w parkach czy na kąpieliskach. Warto obejrzeć się po takim spacerze - dodaje.
- Żeby wiedzieć, że jeśli wychodzimy w środowisko naturalne, nawet jeśli ono jest miejskie, żeby po przyjściu do domu po prostu zwyczajnie się obejrzeć. Te kleszcze nas nie atakują, jak to często jest gdzieś w mediach podawane, jakoś gwałtownie. To są naprawdę powolne zwierzątka, które potrzebują czasem godzin, żeby się w nas wczepić - informuje Piotrowski.
Biolog przeprowadził również eksperyment w Puszczy Bukowej. Tam na powierzchni 100 metrów kwadratowych złapał 62 pasożyty.
Edycja tekstu: Michał Tesarski

Radio Szczecin