Mieszkańcy Litwy obchodzą Wielkanoc podobnie, jak Polacy. Wielu z nich święta rozpoczyna od mszy rezurekcyjnej i wspólnego śniadania.
W wileńskich domach rodziny dzielą się poświęconym w sobotę pokarmem i składają sobie życzenia. - Święconka jest tradycyjna. Chleb czarny, kiełbasa, u nas w rodzinie jest gotowany boczek oraz jajka - opowiada Edward Kiejzik, aktor z Polskiego Teatru "Studio" w Wilnie.
U wileńskiej dziennikarki Honoraty Adamowicz do święconki wkłada się kilka pisanek, które później oddawane są osobom ubogim. - Mama mówi, że to uczy dzielić się z innymi - opowiada. W jej rodzinie praktykowany jest też inny, mało znany zwyczaj. - Moi rodzice zbierają skorupki poświęconych jajek i po Wielkanocy rozsypują je przy wejściu do domu. Wierzą, że to ochroni rodzinę przed złymi ludźmi - dodaje.
Na Wileńszczyźnie popularne jest też tzw. kaczanie jaj po pochyłym, drewnianym korytku tak, by trafić jak najwięcej jaj leżących na dole. Niektórzy stukają się też pisankami, by sprawdzić, która jest najmocniejsza. Drugi dzień świąt to czas odwiedzin i składania życzeń.
Na Wileńszczyźnie w Poniedziałek Wielkanocny zazwyczaj nie praktykuje się śmigusa-dyngusa. "Ale wiem, że niektórzy go obchodzą" - dodaje Edward Kiejzik.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski
U wileńskiej dziennikarki Honoraty Adamowicz do święconki wkłada się kilka pisanek, które później oddawane są osobom ubogim. - Mama mówi, że to uczy dzielić się z innymi - opowiada. W jej rodzinie praktykowany jest też inny, mało znany zwyczaj. - Moi rodzice zbierają skorupki poświęconych jajek i po Wielkanocy rozsypują je przy wejściu do domu. Wierzą, że to ochroni rodzinę przed złymi ludźmi - dodaje.
Na Wileńszczyźnie popularne jest też tzw. kaczanie jaj po pochyłym, drewnianym korytku tak, by trafić jak najwięcej jaj leżących na dole. Niektórzy stukają się też pisankami, by sprawdzić, która jest najmocniejsza. Drugi dzień świąt to czas odwiedzin i składania życzeń.
Na Wileńszczyźnie w Poniedziałek Wielkanocny zazwyczaj nie praktykuje się śmigusa-dyngusa. "Ale wiem, że niektórzy go obchodzą" - dodaje Edward Kiejzik.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski

Radio Szczecin