Co najmniej 68 osób zginęło w katastrofie kolejowej w Hiszpanii. W prowincji Toledo pociąg dużych prędkości uderzył w tył składu stojącego na torach. Hiszpański minister transportu Oscar Puente zwraca uwagę na niewytłumaczalną decyzję człowieka w centrum sterowania ruchem.
Rano z powodu awarii komputerów przestał działać system bezpieczeństwa na jednej ze stacji. Sześć pociągów zatrzymało się automatycznie, a ruchem zaczęło kierować centrum sterowania w Madrycie. Według ministra transportu Hiszpanii Oscara Puente to stamtąd pociąg dużych prędkości dostał zgodę na dalszą jazdę, choć nie powinien.
- Nie mógł wznowić normalnej jazdy, ponieważ tor był zajęty przez pociąg prywatnego przewoźnika, który stał przed stacją - mówi Puente.
Pociąg przejechał 25 km, rozpędził się do 200 km na godzinę i uderzył w stojący skład. Na kolei takie sytuacje nie powinny się zdarzać - mówi Czesław Warsewicz, redaktor naczelny portalu NaKolei.
- Pociąg nie może jechać za pociągiem. Ta odległość musi być znacząco większa, to sięga kilometrów, a to jest przynajmniej kilka, pięć, nawet więcej minut, między jednym a drugim - podkreśla Warsewicz.
Ponad 50 osób jest rannych, 15 ciężko. MSZ nie ma informacji, by w wypadku ucierpieli Polacy.
- Nie mógł wznowić normalnej jazdy, ponieważ tor był zajęty przez pociąg prywatnego przewoźnika, który stał przed stacją - mówi Puente.
Pociąg przejechał 25 km, rozpędził się do 200 km na godzinę i uderzył w stojący skład. Na kolei takie sytuacje nie powinny się zdarzać - mówi Czesław Warsewicz, redaktor naczelny portalu NaKolei.
- Pociąg nie może jechać za pociągiem. Ta odległość musi być znacząco większa, to sięga kilometrów, a to jest przynajmniej kilka, pięć, nawet więcej minut, między jednym a drugim - podkreśla Warsewicz.
Ponad 50 osób jest rannych, 15 ciężko. MSZ nie ma informacji, by w wypadku ucierpieli Polacy.

Radio Szczecin