Niko it’s Roman, let’s go bowling! - jest coś symbolicznego w tym telefonie od Romana. Świat się wali, misje się piętrzą, a kuzyn chce iść na kręgle. Ten mem przetrwał lata i nie jest tylko żartem. Jest esencją Grand Theft Auto IV. Bo to nie była gra o przestępczości. To była gra o rozczarowaniu. Kiedy w 2008 roku gra wchodziła na rynek, była wydarzeniem większym niż premiera filmu. 310 milionów dolarów w pierwsze 24 godziny. Rekord branży. Wejście w erę HD, nowy silnik Rage, fizyka Euphoria. Wszyscy spodziewali się większego, głośniejszego San Andreas, a dostali coś zupełnie innego.
Niko Bellic nie przyjeżdża do Ameryki po zabawę. Przyjeżdża po nowe życie, po spokój, po sens. A dostaje Liberty City, miasto ciężkie, wilgotne i betonowe. To nie jest kolorowa satyra. To dramat imigranta, który zderza się z marketingową wersją American Dream. Każda decyzja ma smak straty, a oba zakończenia są gorzkie. I mechanika to podkreśla. Samochody są ciężkie, hamują długo. W zakrętach czujesz bezwładność. Postrzelony przeciwnik nie pada jak manekin, chwieje się, łapie za ranę, próbuje utrzymać równowagę. Miasto reaguje. Deszcz zmienia prowadzenie. NPC chowają się pod dachami. To nie był plac zabaw. To była symulacja życia w brutalnym mieście.
Niko Bellic nie przyjeżdża do Ameryki po zabawę. Przyjeżdża po nowe życie, po spokój, po sens. A dostaje Liberty City, miasto ciężkie, wilgotne i betonowe. To nie jest kolorowa satyra. To dramat imigranta, który zderza się z marketingową wersją American Dream. Każda decyzja ma smak straty, a oba zakończenia są gorzkie. I mechanika to podkreśla. Samochody są ciężkie, hamują długo. W zakrętach czujesz bezwładność. Postrzelony przeciwnik nie pada jak manekin, chwieje się, łapie za ranę, próbuje utrzymać równowagę. Miasto reaguje. Deszcz zmienia prowadzenie. NPC chowają się pod dachami. To nie był plac zabaw. To była symulacja życia w brutalnym mieście.
Dlatego wielu graczy było zawiedzionych. Za mało luzu, za mało groteski, za mało lekkości. Nawet Roman dzwoniący w środku strzelaniny działał, jak ironiczny komentarz: „Chodź na kręgle. Udawajmy, że wszystko jest normalne”.Dziś? Ponad 25 milionów sprzedanych egzemplarzy do 2013 roku. Wersja Complete Edition nadal ma mocną społeczność. Na komputerach ta historia miała niestety sporo technicznych zgrzytów. Część muzyki zniknęła przez wygasłe licencje. A jednak Liberty City wciąż oddycha. Bo GTA IV nie chciało nas bawić. Chciało nas zostawić z czymś cięższym. To nie jest najlepsze GTA. Ale jest najbardziej prawdziwe ze wszystkich części, które do tej pory się ukazały.

Radio Szczecin