Główną osią gry jest właśnie szukanie samochodu na parkingu. Zadanie jest z pozoru proste. Chodzimy, mamy ze sobą kluczyk i krążymy po placu w poszukiwaniu naszego auta. Jednak po pierwszym, tutorialowym poziomie, robi się poważnie. Za pomocą okienek dialogowych pokazuje się nam rozmowa pacjenta z terapeutą. Nie zdradzając zbyt mocno fabuły – nasze sny o parkingach powtarzają się i budzą w nas niepokój, a podczas sesji, które przechodzimy podczas gry, próbujemy zrozumieć, dlaczego tak jest.
Sama gra bardzo dobrze wprowadza nas w ten stan swoim designem, który zmienia się również z poziomu na poziom. Raz jest to słoneczny parking przy centrum handlowym, raz ciemny parking wielopoziomowy, raz auta stoją na boiskach piłkarskich, a swoje robi również surowość modeli i mała liczba detali. Ja złapałem się za tym, że sam się zacząłem zastanawiać na tematy poruszane przez rozmówców. Swoista kanciastość i gra nastrojem – jak najbardziej na plus.
Są gry, po których nie spodziewasz się wielkiej narracji i rozbudowanego uniwersum – i takie również mają swoje miejsce. Często przynoszą one tyle samo, jeśli nie więcej zabawy. Są też gry w ogóle bez warstwy fabularnej. W przypadku A Dream About Parking Lots ta warstwa pojawia się niespodziewanie i robi duże wrażenie, zwłaszcza, że została ona napisana w oparciu o przeżycia autora. Jeżeli szukacie krótkiej gry na jedno popołudnie, albo i krócej, która zostanie wam w pamięci – gorąco polecam. Ode mnie 8.5 na 10.