Na początku robisz najprostsze rzeczy: zbierasz jagody, by nie umrzeć z głodu, ścinasz bambusy i stawiasz pierwsze, prowizoryczne schronienia. Twoi uczniowie śpią na matach, jedzą to co znajdą i bardzo łatwo mogą umrzeć. To nie jest gra, która daje pełną kontrolę, to gra, która tę kontrolę testuje. W pewnym momencie zaczynasz orientować się, że wcale nie zarządzasz sektą, tylko próbujesz utrzymać ją przy życiu.
Najważniejsi są tutaj ludzie. Każda postać ma swoją historię, a decyzje mają realne konsekwencje. Rany nie znikają, tylko zostają i wpływają na statystyki, wydajność i przyszłość uczniów. Wysłanie kogoś do walki przestaje być tylko taktyką, a zaczyna być realnym ryzykiem.
Mamy pełną kontrolę nad całym dniem swoich podopiecznych. Planujemy pracę, sen, trening i medytację. Możesz stworzyć sektę działającą jak dobrze naoliwiona maszyna, 24 godziny na dobę. Ale trzeba uważać, bo jak przesadzisz, to wszystko się rozsypie. Morale mają tutaj ogromne znaczenie. Zmęczenie, głód, stres. To wszystko wpływa na zachowanie postaci. Jeśli to zignorujesz, sekta zacznie się rozpadać od środka.
Jedną z najciekawszych rzeczy jest to, że budynki możesz również projektować sam. To nie są gotowe schematy. Tworzysz układ pomieszczeń, planujesz przestrzeń i dbasz o klimat. Pawilony, ogrody, sale treningowe. Z czasem twoja sekta naprawdę zaczyna wyglądać jak szkoła sztuk walk z filmu. Ale tu zaczynają się problemy. Jeśli coś zaprojektujesz źle, to po prostu nie działa. A do tego dochodzą błędy. Na przykład jeśli budynek ma dach, nie możesz zajrzeć do środka. Układasz wszystko trochę na ślepo. Do tego komunikaty typu „teren zbyt stromy” na płaskiej powierzchni, co potrafi frustrować.
Mimo tego rozwój wciąga. Energia Qi i medytacja, pokazują, że to gra o równowadze i próbie zapanowania nad chaosem. Ogromną robotę tutaj robi dźwięk, bo choć na premierę gra była kompletnie niema, to po poprawkach muzyka naprawdę robi klimat. Brzmi jak ścieżka z filmów kung-fu. Spokojna w medytacji, rytmiczna w pracy i napięta w walce. I co ważne, to nie jest tylko tło. To coś, co prowadzi Cię przez te historię.
Największy plus, głębia. To gra, która nagradza cierpliwość, myślenie i daje ogromną satysfakcję, jeśli dasz jej czas. Ale ma też swoje problemy. Błędy techniczne, słabe tłumaczenie, dziwne zachowania postaci. Momentami czujesz się jak w Early Access, a przy większej liczbie uczniów mikro zarządzanie zaczyna zamieniać się w chaos.
Jeśli szukasz czegoś lekkiego, odpuść, ale jeśli lubisz skomplikowane systemy, to możesz zostać tutaj na długo. Eastern Era, to gra z ogromnym potencjałem i równie dużymi problemami, ale kiedy wszystko zaczyna działać, potrafi wciągnąć naprawdę mocno. Moja ocena to 7 na 10, ale takie, które bardzo łatwo może stać się dziewiątką.