Alternatywna historia świata, retrofuturystyczna Ameryka z lat 80. XX wieku, dystopijne miasto Phoenix City i jego obrzeża - to miejsce akcji Replaced. W tle mamy wojnę nuklearną, konglomerat Phoenix Corporation, który przejął władzę w teorii stawiając na naukę i medycynę, a w praktyce na bezwzględną siłę, jest wojna klasowa i pobieranie narządów do przeszczepów. W skrócie, nieciekawy klimat. W 1984 roku dr Warren Marsh pracuje nad projektem sztucznej inteligencji R.E.A.C.H., jednak ta obawia się o jego zdrowie. Kilkunastogodzinna zmiana kończy się katastrofą i uwięzieniem SI w ciele naukowca. Oczywiście obie strony nie są z tego zadowolone i dążą do odkręcenia zaistniałej sytuacji. Tak zaczyna się podróż po dystopijnej metropolii i jej obrzeżach oraz początek rozwiązania mrocznej tajemnicy konglomeratu Phoenix Corporation.
Replaced jest połączeniem przygodówki, platformówki i gry akcji, ukazanej w przepięknym pixel arcie 2,5D, gdzie akcję widzimy z boku. I tu muszę się zatrzymać. Gdybym miał ocenić tę grę na podstawie tylko i wyłącznie grafiki, byłoby 10 na 10. Absolutnie przepiękne lokacje, od oświetlonych słońcem zniszczonych przedmieść, przez rozświetlane licznymi neonami ulice metropolii, mroczne i posępne podziemia, po wyjątkowe i pełne detali wnętrza budynków. Absolutne mistrzostwo, widać, że twórcy wspięli się na wyżyny, bo produkcja ocieka nowoczesnymi efektami graficznymi, rewelacyjnym dynamicznym oświetleniem i masą detali. Jednak grę nie ocenia się po okładce.
Mimo moich zachwytów są pewne mankamenty. Replaced to w dużej mierze platformówka i miejscami gracz nie wie, co ma zrobić. Przez pixelart i rozmycia czasami grafika jest nieczytelna, w sensie nie widać dokładnie gdzie możemy wskoczyć czy czego się chwycić. Największy problem, gdy musimy zrobić coś szybko, bo np. gonią nas latające roboty. Były miejsca, gdzie bywało wręcz frustrująco, bo kilkukrotne powtarzanie sekcji niekoniecznie jest tym, co lubię.
Muszę też omówić walkę z korpo żołnierzami, bo także i tu bywa dość skrajnie. Sama w sobie jest niezła, ataki, uniki, rozbijanie osłon czy tarcz, kontry. Jednak nowe możliwości dostajemy dość późno. Strzelanie, fala uderzeniowa, czy seria strzałów - tym nacieszyć się idzie w sumie pod koniec gry. Co więcej, części z tych dobrodziejstw nie korzystałem, bo nie musiałem, bo w walce dzieje się wiele i trzeba się skupić. Są też starcia z bossami i bywają trudne, widać, że stopień trudności w niektórych miejscach jest źle wyważony. Najlepsze jest to, że mimo mojego trochę narzekania, walczyło mi się wybornie. Lubiłem te pojedynki, ostre wymiany ciosów, nawalanie się wielkimi żołnierzami korporacji, unikanie granatów, egzekucje. Naprawdę soczysta walka.
W trakcie przemierzania Replaced, kolejnych segmentów platformowych, dziesiątkach pokonanych wrogów, są też proste zagadki środowiskowe oraz misje poboczne. Te ostatnie są bardzo łatwe i w sumie polegają tylko na odnalezieniu bez wysiłku jakichś przedmiotów i zaniesieniu do zleceniodawcy. Wszystkie dzieją się na dworcu, który jest schronieniem dla wielu mieszkańców przedmieść. Są też znajdzki rozszerzające historię i muszę przyznać, że warto je szukać.
Toczę trochę wewnętrzną walkę. Replaced jest przepiękne, retrofuturystyczna Ameryka mnie zachwyca, walka jest soczysta, choć w sumie nieskomplikowana, muzyka w klimatach synthwave idealnie pasuje do postapokaliptycznej dystopii. Lekko irytuje mnie powolność bohatera, zakończenie jest bez szału, było też kilka błędów, fragmenty platformowe wymagają dopracowania. Ale ten klimat. Ten piękny nowoczesny pixel art, ta zabawa światłem, kolorystyka. Magia. Dlatego też zawyżę ocenę, bo kieruję się doznaniami i tym, że Replaced cały czas siedzi mi w głowie. Ocena 8/10