Historia tej poniekąd kultowej gry rozpoczęła się w roku 1997. Star Fox 64, mimo że to strzelanina na szynach, czyli pojazd porusza się sam, a gracz skupia się na celowaniu, bardzo przypadł graczom do gustu. Co ciekawe, przez lata produkcja doczekała się zarówno reedycji, odświeżenia, jak i teraz pełnoprawnego remake'u. W 2011 roku na przenośną konsolę Nintendo 3DS wleciał Star Fox 64 3D, a w 2016 r. Star Fox Zero na Nintendo Wii U. Musieliśmy czekać dekadę, by na Switchu 2 wylądował Star Fox, którego w tym odcinku recenzuję.
I muszę przyznać, że dowieźli. Tytuł jest wierny oryginałowi, mimo tego, że jest krótki, ma spore pokłady regrywalności. Sama kampania to raptem dwie godziny, zagranie we wszystkie tryby dodaje ich kilka, dopiero osoby, które będą chciały wszystko wymaksować, mają szansę bawić się godzin kilkanaście. To wada i zaleta zarazem, ale sami zdecydujecie czy taka forma rozrywki was zainteresuje.
Jakościowo Star Fox dowozi na najwyższym poziomie, a gra wyciska siódme poty ze Switcha 2. Twórcy zrezygnowali z kreskówkowej grafiki na rzecz powiedzmy mroczniejszego realizmu. Co mnie zaskoczyło, jeśli konsolę mamy w stacji dokującej, otrzymujemy grafikę w rozdzielczości 4K i stabilnych 60 klatkach na sekundę. No i jak to wygląda. Nowe przerywniki filmowe są widowiskowe, bohaterowie wyglądają świetnie, ale to niby tylko animacje. Jakość grafiki widać też podczas gry i to od pierwszych momentów. Pełna neonów zniszczona wojną Corneria, skuta lodem Fichina, morze płynącej lawy na planecie Solar, nawet zwykły przelot przez pasmo asteroid robi wrażenie. Wszystko ostre jak żyleta.
Star Fox to klasyczny rail-shooter, gdzie gra odgórnie prowadziła mój powietrzny statek, a ja skupiałem się na unikaniu przeszkód, robieniu beczek, nawrotów i strzelania do wszystkiego co się rusza. Sama walka jest przystępna i wciągająca, masa przeciwników, wybuchów, a gdy dodać do tego misje, gdzie robimy to samo, ale w czołgu lub łodzi podwodnej. No i są klasyczne walki z bossami, choć myślałem, że będą bardziej wymagające. Jak wspomniałem, gra jest krótka, bo to zręcznościowa strzelanina przypominająca zabawę na automatach arcade, ale tu chodzi o regrywalność. Powtarzanie 16 poziomów, szukanie ukrytych ścieżek, bicie własnych rekordów - tu nowość, dostajemy informację, co trzeba zrobić by odkryć alternatywne drogi. W oryginale tego nie było.
Ale nawet jak znudziła mi się kampania, wszedłem w nowy Tryb Wyzwań i o panie. 156 wymagających zadań, niektóre naprawdę ciężkie, gdzie na czas trzeba pokonać bossa lub unikać jakichkolwiek obrażeń. Mało i za łatwo? Tryb Pro o jeszcze wyższych wymaganiach. To daje dodatkowe kilkanaście godzin zabawy. Jest też wielka baza danych, gdzie można dowiedzieć się wszystkiego o wszystkim, ale ja wolałem strzelać. Jest online'owy tryb bitwy 4 na 4, ale to nie dla mnie, zwłaszcza, że map jest zaledwie kilka.
Twórcy przygotowali też alternatywne sterowanie w Star Fox, gdzie jeden z Joy-Conów symuluje klasyczną myszkę, jak na pecetach, ale mi to zupełnie nie podeszło. Musiałbym chyba siedzieć przy stole, by było wygodnie. W konkurencji kanapa versus krzesło przy stole, wybór jest tylko jeden. Niestety nie ma trybu podzielonego ekranu, jak w oryginale. Niezrozumiałym jest dla mnie fakt, że dostaliśmy za to słabą kooperację kanapową, gdzie jeden gracz lata statkiem a drugi strzela.
Podsumowując: Star Fox jest świetny, piękny i wciągający. Jednak kampania na godzinę z hakiem może część graczy odstraszyć, bo nie każdego interesuje maksowanie wszystkiego. Choć szukanie alternatywnych ścieżek jest fajne. Tryb Wyzwań ratuje czas gry, ale jest wymagający. Co jeszcze na plus? Przerywniki filmowe i ogólnie całość wykonania. Jeśli chodzi o wady, to brak prawdziwego split-screena, przez co kanapowa kooperacja jest nudna, do tego nieprzydatne alternatywne sterowanie.
Zestawiając plusy i minusy wychodzi mi 8/10, bo Star Fox ma tonę regrywalności, a jestem graczem, który lubi maksować gry, pobijać rekordy i szukać alternatywnych ścieżek.