Nasz tytułowy Aleksy to kryptolog, który musi rozpracować siatkę szpiegów. Pracujemy dla organizacji OKO, dostajemy na nasze biurko różne materiały i musimy powiązać kto jest kim, pod jakim kryptonimem i jak wygląda. Biurko, właśnie – ważna rzecz – de facto cała rozgrywka jest z rzutu na nasze biurko, na którym mamy maszyny, taśmy i dokumenty. Wszystko wygląda bardzo dobrze w tych pikselach.
Jeżeli chodzi o samą pracę, do dyspozycji mamy wiele narzędzi. Żeby nie zepsuć wam odkrywania powiem tylko o tej, która załatwia sprawy szyfrów przesuwających, oraz o takich klasykach, jak magnetofon do słuchania taśm z podsłuchów, tablica korkowa do powiązania wszystkiego czerwoną włóczką oraz kartoteki podejrzanych. Wszystko po pierwszych chwilach wkraczania w nauki mechanik szybko robi się zagmatwane, zmuszające do myślenia i w pewien sposób momentami żmudne.
To może zabrzmieć katastrofalnie, ale nie sądziłem, że bycie agentem w komunistycznym reżimie może być tak… ciekawe. Satysfakcjonujące wręcz. Gra w What Awaits, Aleksey? to trochę z jednej strony puzzle, z drugiej układanka logiczna. Wszystko podane w ładnej oprawie i w sposób, który zmusi do ruszenia mózgiem. To naprawdę jeden z lepszych indyków, który trafił na moje biurko pod względem zaangażowania mnie w rozgrywkę. Wielki szacun dla twórców, dla których to debiut, ode mnie – wielkie gratulacje, bo już od wejścia udało się wam zrobić szum w polskiej przestrzeni indie game’owej.
Podsumowując w dużym skrócie – fani Papers, Please, gier logicznych, opowiadań z Sherlockiem Holmesem, alternatywnej historii czy łamigłówek, znajdą się tu świetnie. Jeżeli nie łapiesz się pod żadną z tych kategorii – i tak gorąco polecam. What Awaits, Aleksey? to jedna z tych gier, których trailer widzisz, po kilku sekundach może i klikniesz, aby zobaczyć więcej, ale najwięcej zyskuje przy dłuższym poznaniu. Można rzeczywiście poczuć się jak kryptolog w rozpiętej koszuli, z kolejnym kubkiem czarnej kawy, tłukąc głową w ścianę o wpół do głupiej, bo coś nam nie pasuje w tej układance, a koniecznie chcemy ją doprowadzić do końca. Ode mnie – dyszka.