Do czynienia mamy tu zresztą z pomieszaniem kilku motywów przewodnich. Główny bohater - Hawks to jak żywcem wyjęty policjant z dramatyczną przeszłością z jakiejś amerykańskiej sensacji. Jego prawa ręka, to fachowa doradczyni, ekspertka, która doradza mu chyba z litości lub głęboko skrywanej sympatii - to też znany motyw filmowy. Fabuła zresztą jest bogato obszyta relacjami między... między ludzko - obcymi. I to się doskonale sprawdza; bo animowane przerywniki są trochę jak fragmenty jakiejś produkcji filmowej - pod względem dialogów. Choć Hawks - domyślnie - wygląda nawet jakby grał w serialowej Zabójczej broni. Są momenty, kiedy opowieść nieco się dłuży, ale tempo po jakimś czasie ładnie się wyrównuje, a poszczególne misje wszystko wynagradzają, bo nawet podczas jakichś płycizn w opowieści - gameplay sprawdza się prawie na sto procent.
Wyjaśnię później skąd to "prawie". Przede wszystkim do dyspozycji mamy swój hub, który możemy rozbudowywać, zdobywać w nim nowe technologie, dbać o sprawniejsze leczenie i szkolenie swojej załogi, a także pielęgnować relacje między nimi. Jest też oczywiście element rozwoju postaci. Po przebrnięciu przez tę biurokrację - przyjemną, ale nadal będącą jedynie rozgrzewką przed właściwą rozgrywką, wpadamy w wybory misji. Część z nich nosi status "krytycznych" i trzeba się nimi zająć jak najszybciej. Niektóre z kolei mają kategorię tekstowych i polegają jedynie na wyborze jednej z opcji - każda obarczona jest ryzykiem i proporcjonalnym ewentualnym zyskiem. Miłe urozmaicenie. Poza twardą walutą ważnym surowcem są wpływy w poszczególnych rejonach galaktyki, dzięki nim zyskujemy na przykład dane wywiadowcze, choć akurat nie jestem pewien czy faktycznie są one tak warta zachodu, jak opisują twórcy. Rozgrywce dobrze też robi profilowanie własnej postaci, a także wybór klasy, jakie posiadają poszczególni operatorzy w drużynie. W każdym razie - sednem są same misje bojowe. Gra rzuca nas w kolejny rejon, najczęściej jakiś industrialny, gdzie trzeba przede wszystkim rozprawić się z przeciwnikami. Podobnie jak w bazie - zaczyna się od sterowania z trzecioosobowym widokiem. Miłym akcentem jest, że w tym trybie możemy kogoś pociągnąć za język i dowiedzieć się czegoś o naszych przeciwnikach. Po chwili docieramy na miejsce starcia i dostajemy rzut izometryczny.
Patrzenie na otoczenie sprawia wielką przyjemność. Trochę jakbyśmy obserwowali jakieś gwiezdnowojenne dioramy - dbałość o szczegóły, dobrze widoczne detale, oczywiście wszystko możemy sobie obracać i przybliżać. Mały kwas jest przy animacjach postaci - niektóre są prześliczne, inne wołają o pomstę do nieba. Sama rozgrywka natomiast nie pozwala się oderwać. Mamy tu ewidetnie syndrom jeszcze jednej misji. Głównie przez ciekawy układ map, świetne możliwości wykorzystania ich na swoją korzyść, co daje olbrzymią satysfakcję. Całkiem znośne zachowania przeciwników, którzy miewają niezłe przebłyski, akcja ma świetną dynamikę, bohaterowie poruszają się sprawnie. Co więcej - tu nawet moment niemalże zwycięstwa może zostać przekreślony przez brak uwagi ze strony gracza. Wystarczy niekiedy, że przeciwnik podbiegnie do nas i zaatakuje wręcz - to niekiedy zmienia dokumentnie losy potyczki. Nie mówiąc o tym, że osłony, za którymi się bunkrujemy mogą zostać zniszczone, co wymusza kreatywne działania. Dobrze wypada także strzelanie - oczywiście przede wszystkim trafienia - łączy się to z dużą dozą satysfakcji za każdym razem. Kolejną rzeczą, która potrafi zmienić losy bitwy są umiejętności specjalne - to prawdziwy game changer i kolejny element, który świetnie się sprawdza. Jak na przykład użycie wyrzutni rakiet - to także potrafi wywrócić stolik. Mam mieszane uczucia co do takiego trybu obserwacji - polega to na tym, że postaci mogą mieć oko na wybrany obszar lub przeciwników. Kiedy któryś z nich się poruszy lub w polu widzenia pojawi się wróg - otwierają ogień. Szalenie przydatne i fajne taktycznie rozwiązanie. Problem pojawia się, kiedy obiekt czy miejsce do obserwacji jest na innym poziomie niż operator - wtedy niekiedy funkcja szaleje i trudno ustawić ją precyzyjnie. Kilka razy się zdziwiłem, jak dostałem strzał od gościa, który powinien być cały czas na widelcu. Kamera co do zasady potrafi mieć kwasy - kręcić się w złą stronę, być zbyt czuła albo reagować z jakimś dziwnym lagiem. Wymaga to trochę wprawy. Albo patcha. No i niekiedy są śmieszne błędy graficzne. Płaszcz Hawksa na przykład potrafi dynamicznie powiewać. Tak po prostu, bez ruchu czy wiatru. Bardziej śmieszy niż przeszkadza, ale jednak - czekamy na działania w tej sprawie.
Tak naprawdę Star Wars: Zero Company mogłaby być turówką w każdym świecie. Gwiezdne Wojny to jakby nakładka, ale to tym lepiej, bo nie odbiją się od niej ludzie, którzy nie przepadają za tym uniwersum. A fani powinni być zadowoleni. A fani turówek i Gwiezdnych Wojen - zachwyceni. Ja nie mogłem się oderwać. Kilkadziesiąt godzin solidnej, dobrej zabawy. 8/10.