Ja, Michał Król, będąc w pełni władz umysłowych i fizycznych, uroczyście oświadczam, że dobrowolnie zgłaszam się do służby w Legii Cudzoziemskiej, pod sztandarem Jego Cesarskiej Mości, Napoleona Bonapartego. Świadom obowiązków oraz niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą taka służba, oddaję własną osobę sprawie ludu oraz zasadom wolności, oświecenia i chwały narodowej. Ślubuję niezachwiane posłuszeństwo wobec przełożonych, niezłomną odwagę na polu walki oraz wierne oddanie honorowi Legii i Cesarza.
William Dowsett złożył przysięgę Napoleonowi i jak wielu innych żołnierzy oddał za niego swoje życie. Szczęście w nieszczęściu, choć nie jestem pewny czy to faktycznie tak można określić, został w tajemniczy sposób wskrzeszony. Nadal świetnie władał szablą, strzelał, ale dostał też dziwne moce, które wielokrotnie uratowały martwego bohatera od śmierci... czy jakoś tak. A wspominałem, że ma amnezję i słyszy w głowie głos samego cesarza? Warto dodać, że wcielił się w niego dość znany aktor Vincent Cassel.
Valor Mortis to gra z widokiem z oczu, gdzie w alternatywnej wersji XIX-wiecznej Europy jako żołnierz Napoleona Bonaparte podjąłem się zadania walki z dziwnymi wynaturzonymi istotami i zjawiskami nadprzyrodzonymi oraz rozwikłania tajemnicę spisku, który zagraża całej ludzkości. Dla gracza to po prostu poniedziałek. Tajemnicza plaga zalewa cały kontynent, a wypaczająca moc płynie także w żyłach głównego bohatera. I nie ma on żadnych skrupułów, by wykorzystywać ją w walce.
Produkcja skupia się przede wszystkim na walce, w której najistotniejsze jest parowanie i uniki. To więcej niż połowa sukcesu. Dzięki temu można wyprowadzać szablą zabójcze kontry lub osłabiać przeciwników. Pojedynki bywają bardzo wymagające, a popełniane błędy są niewybaczalne. Zginąłem niezliczoną liczbę razy, ale na tym polega ta gra. Nie biegnie się z szarżą, tylko dobrze planuje i wykorzystuje możliwości. Wróg na słaby punkt - można go osłabić oddając w niego strzał, nosi przy sobie materiały wybuchowe - wykorzystując moc ognia doprowadzam do eksplozji. Mimo to nawet pojedyncza wynaturzona istota może w chwilę wyprowadzić 2-3 skuteczne ataki i budzimy się pod latarnią - dosłownie. Co oznacza ponowną próbę przejścia dalej.
Są elementy platformowe, szukanie ukrytych skrzyń i zasobów, ale to walka jest najistotniejsza. Każdy wygrany pojedynek daje katalizatory, które można wydać na ulepszenie bohatera, wzmocnienie ataków, odblokowanie kolejnych nadprzyrodzonych zdolności. Jedna z lepszych jest moc zatrzymywania czasu, przydatna nie tylko w walce, ale także do elementów platformowych czy rozwiązywania łamigłówek. Zresztą system rozwoju jest bardzo przejrzysty, w formie drzewka progresu, z także pasywnymi ulepszeniami czy slotami na specjalne bursztyny, dające dość duże bonusy. Zabawa w budowanie własnych buildów jest doskonała, choć ja nastawiłem się głównie na parowanie i kontry.
Po drodze spotykamy ciekawe postaci, są zadania poboczne, fabuła jest podana w przystępny sposób, są elementy parkuru, które tak dobrze znamy z poprzedniej gry tego studia - Ghostrunner. No i są walki z bossami. I tu stała się rzecz dla mnie zaskakująca. Dość szybko mierzyłem się z pewnym generałem i nie mając opanowanych technik dostałem mocny oklep. Potem raz jeszcze i jeszcze i jeszcze. Mam pewne obawy, że część graczy mogła się od niego odbić, bo jednak jest dość wymagający. Ogólnie walki z bossami są fajne, ich ataki są zaskakujące, a pojedynek mocno podnosi ciśnienie. Czyli tak jak być powinny. Kilka broni, transmutacje, szabla plus świetny system walki stawia Valor Mortis wysoko w moim rankingu gier z ciekawymi rozwiązaniami i tym wciągającym feelingiem podczas pojedynków.
Na koniec warto dodać, że Valor Mortis wygląda wręcz obrzydliwie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Już tłumaczę. Jest wojna, wszystko zniszczone, kruki latają nad setkami ciał, wszędzie błoto krew i zniszczenie. Gra jest liniowa, często przejścia są wąskie, ale dzięki temu twórcy wpakowali w ich wygląd mnóstwo pracy i to widać. Wręcz czuć zapach rozkładających się ciał i prawie słychać kroki hasającej po polu bitwy śmierci. Jestem zachwycony wyglądem tej gry, jest piękna w swojej brzydocie. Do tego dodać muszę bardzo dobre udźwiękowienie, świetną muzykę, za która odpowiadają Arkadiusz Reikowski i Oskar Bała.
Gdybym miał na siłę szukać wad, to czasami gubiłem się podczas walki, nie wiedząc gdzie jest przeciwnik. Taki urok kamery z oczu bohatera. Nie ma też polskiego dubbingu, ale raz - to kompletnie nieopłacalne dla rodzimych studiów, dwa - trochę by to zabiło klimat francuskiej wojny. Zresztą głosu Vincenta Cassela nie zamienię na nic innego.
Valor Mortis jest naprawdę dobrą grą. Ktoś powie za bardzo liniowa, inny, że za krótka - choć około 25-30 godzin uważam za odpowiedni czas, w końcu to nie jest Elder Ring. Miałem kilka nieistotnych problemów technicznych. Ale patrząc na tę produkcję jako całość, trafiła w mój gust doskonale. Choć przypomnę, nie przepadam za soulslike'ami. Dzięki temu Valor Mortis wpisuję na listę najważniejszych polskich gier tego roku i daje ocenę 9/10. Bo bawiłem się doskonale, a przecież o to w grach chodzi.