Radio SzczecinRadio Szczecin » Polska i świat

Fot. Piotr Kołodziejski [Radio Szczecin/Archiwum]
Fot. Piotr Kołodziejski [Radio Szczecin/Archiwum]
Przez wiele godzin na ulicach Minneapolis w USA trwały zamieszki po śmierci - podczas aresztowania przez policję - Afroamerykanina George'a Floyda.
Demonstranci spalili posterunek policji. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump krytykuje lokalne władze. Te oskarżają prezydenta o podgrzewanie sytuacji.

W ciągu dnia demonstracje w Minneapolis miały pokojowy przebieg. Wieczorem doszło do starć z policją. Na radiowozy posypały się kamienie i butelki. Policja użyła gazu łzawiącego. Doszło też do rabowania sklepów. W pewnym momencie grupa protestujących włamała się na posterunek policji i wznieciła w środku ogień. Prezydent Donald Trump ostro skrytykował lokalne władze, a demonstrantów nazwał bandytami i zapowiedział użycie wojska. "Kiedy zaczyna się rabowanie, wtedy zaczyna się strzelanie" - ostrzegł na Twitterze. Ten wpis został później oflagowany przez Twitter jako zachęcający do przemocy. Jednak Biały Dom powtórzył na swoim koncie wpis prezydenta.

Nad ranem burmistrz Minneapolis Jacob Frey tłumaczył, że ewakuował funkcjonariuszy z podpalonego posterunku policji, by nie eskalować napięcia. Na ulicach Minneapolis rozlokowano żołnierzy Gwardii Narodowej. Lokalne media stawiają jednak pytanie, czy władze miejskie i stanowe mają plan na opanowanie sytuacji.

Powodem demonstracji i zamieszek jest zdarzenie, które miało miejsce w poniedziałek 25 maja w centrum Minneapolis. Czterech policjantów zatrzymało tam nieuzbrojonego czarnoskórego mężczyznę George'a Floyda. Na filmach wideo zarejestrowanych przez przechodniów widać, jak jeden z funkcjonariuszy klęczy na szyi 46-letniego Floyda, który mówi, że nie może oddychać. Po kilku minutach przestaje się ruszać i umiera. Prokuratura wszczęła śledztwo kryminalne przeciwko policjantom.
Relacja Marka Wałkuskiego (IAR).

Najnowsze Szczecin Region Polska i świat Sport Kultura Biznes

radioszczecin.tv

Najnowsze podcasty