We Francji nie ustają protesty młodzieży i zwolenników lewicy. W sobotę na ulice miast ponownie wyszły tłumy demonstrantów. Protesty przerodziły się w zamieszki, choć na mniejszą skalę niż w ubiegłym tygodniu - według wstępnych danych w całym kraju zatrzymano niemal tysiąc osób.
- Dzięki interwencji służb porządkowych uniknięto wielu grabieży. Nie doszło też do ataków na budynki publiczne, merostwa czy komisariaty – podsumował szef MSW Laurent Nunez.
Podkreślił, że gdyby nie liczne środki bezpieczeństwa, zwłaszcza prewencyjne kontrole na dworcach i drogach, zamieszki mogłyby mieć znacznie gwałtowniejszy przebieg.
- Przechwyciliśmy ogromną ilość przedmiotów, które mogły zostać wykorzystane jako broń – dodał.
Zakazy demonstracji wprowadzane przez rząd w wielu miastach spotykają się z ostrą krytyką. Lewica mówi o "autorytarnym dryfie" i zapowiada kolejne protesty, aby sprzeciwiać się tym działaniom już w przyszłym tygodniu i na początku listopada.

Radio Szczecin