Damian Rożynek z krakowskiej firmy Pankreator oceniał w środę, w jaki sposób naprawić uszkodzoną rzeźbę.
Przedstawiciel wykonawcy Frygi przyznał, że nie spodziewał się tak wielu uszkodzeń. - Pojawiły się szczeliny dylatacyjne. Niestety nie wykonaliśmy ich wcześniej nie spodziewając się aż tak wielkich skurczów. Pojawiły się same w miejscach przypadkowych. Teraz podczas naprawy utrzymamy te szczeliny, tylko są one wypełniane elastycznymi materiałami, ponieważ jak się okazuje, są one niezbędne - podkreślił Rożynek.
Aby rozpocząć naprawę Frygi przez co najmniej tydzień musi być sucho i zarówno w nocy, jak i w dzień muszą panować dodatnie temperatury. - Nie ma też możliwości, by otoczyć rzeźbę ogrzewanym namiotem i zrobić to już teraz - dodaje Rożynek. - Przede wszystkim problemem jest obłożenie folią. Powstanie gigantyczny żagiel o wysokości 7,5 metra, który będzie zbierał na siebie napór tych wiatrów, które tu wieją. Nie mamy się o co tu zaprzeć. O Frygę nie możemy. Jest to tak trudny temat, że musimy zaczekać na odpowiednią aurę.
Rożynek szacuje, że naprawa popękanej rzeźby potrwa co najmniej tydzień i będzie kosztować około 10 tysięcy złotych. Fryga objęta jest rękojmią, więc wszelkie koszta poniesie wykonawca monumentu.
Fryga kosztowała 200 tysięcy - za jej postawienie zapłaciło miasto. W tej kwocie mieści się wyprodukowanie rzeźby, jej instalacja oraz gaża dla artysty. Autorem rzeźby jest Maurycy Gomulicki.