Fabularnie wcielamy się w Ditto, Pokemona, który umie się zmieniać w inne postacie. Ditto znajduje stary Pokedex swojego trenera, po czym zmienia się w niego i poznaje innego Pokemona, Tangrowtha, z którym naprawiają świat. W raz z upływem gry naprawiamy świat, przywracamy siedliska i wypełniamy nasz świat. A jest w nim sporo lokatorów, ponieważ Pokemonów do odkrycia mamy 300, które się przydają w naszej misji.
O wyglądzie nie ma co się zbyt dużo rozwodzić. Jest tak, jak można byłoby się spodziewać w cozy game o Pokemonach. Fakt, na początku przez fakt pustki jest trochę surowo, ale jak włożymy trochę pracy, to wtedy od razu robi się jakby bardziej kolorowo. A tą pracę się wykonuje bardzo przyjemnie, co oznacza, że można wsiąknąć na długie godziny. Budowanie, podlewanie, gotowanie – to wszystko wykonuje się z relaksującą przyjemnością.
Szukając wad, ciężko się ich doszukać. Coś co jest odczuwalne, to trochę przydługie ekrany ładowania. Trochę nas gry odzwyczaiły od takowych, tutaj jednak trochę trwa przechodzenie między obszarami. Ale to już naprawdę czepialstwo z mojej strony, zwłaszcza, że ze strony optymalizacji nie ma powodów do narzekań. Nic nie zgrzyta pod maską, a i wykonanie jest bardzo dobre.
Jakby ktoś mi powiedział, że wyjdzie post-apo w uniwersum Pokemonów jako cozy game to wybrałbym za niego numer do lekarza. Jak jednak się okazuje – nawet jeżeli kombinacja na pierwszy rzut oka jest niemożliwa do zrobienia dobrze, to jakimś cudem może wyjść. A tutaj wykonanie jest naprawdę bardzo dobre. To taki tytuł, który można odpalić popołudniem, po pracy, z herbatką obok tak, aby zagotowane od codzienności zwoje miały chwilę wytchnienia i zabawy z wirtualnymi stworami. Ode mnie 9,5 na 10.