Albo raczej rozbić się o ten brzeg. Nasza łódź dymi, a my nie mamy wyjścia i musimy urządzić się na tych skraweczkach. Zostaje nam przydzielona zaszczytna rola lidera, więc to my będziemy decydować gdzie stawiać budynki, jakie technologie ulepszać i której grupie rozbitków się podlizywać. Na razie brzmi dość rozpoznawalnie, systemy troszkę przypominające Frostpunka. Możemy przypodobać się robotnikom, marynarzom albo inżynierom w zależności jakie decyzje podejmiemy w wyskakujących nam , co jakiś czas, wydarzeniach. Dodatkowo ocean nie jest stabilnym, jednorodnym miejscem. Przeżyć będziemy próbowali na różnorodnych mapach, a na każdej z nich warunki będzie dyktować woda, która wznosząc się lub opadając odsłoni nowe zasoby i miejsca do odwiedzenia albo pociągnie w swoje odmęty jakiegoś nieszczęśnika. Teraz jednak docieramy do dosłownego wytłumaczenia tytułu i największej cechy odróżniającej All Will Fall od innych "miastobudulców".
Tak jak wspominałam wyżej, do dyspozycji mamy skraweczki byłych wieżowców. Miejsca zaczyna brakować niezwykle szybko, a inne kikuty są czasem dosyć oddalone. Dlatego zamiast się rozszerzać będziemy się wspinać. Wyobraźcie sobie platformę wiertniczą, na której musi zmieścić się całe żyjące miasto – domy, laboratoria, farmy i fabryki. Do tego trzeba mieć gdzie się spotkać i miło byłoby doświadczyć trochę piękna. Jeśli nie chcecie być ostatnimi okrutnikami, to pewnie przyjmiecie też do swojej małej wspólnoty z przymusu, kolejnych rozbitków.
Brzmi ciekawie, ale jest jeden haczyk. Gra wdraża dość realistyczną symulację fizyki, więc konstrukcje trzeba stabilizować, co jest oczywiście kosztowne. Możecie więc ślimaczym tempem stawiać solidne bazy i fundamenty albo wcielić się w patodewelopera rodem z czasów rzymskich insulae i wbrew prawu budowlanemu doklejać kolejne piętra zupełnie bez pomyślunku.
Wtedy doświadczycie znaczenia tytułu na własnej skórze, wasze budowle zaczną się sypać i znikną gdzieś na dnie. Nawet jeśli będzie jeszcze kogo ratować, to prawdopodobnie na marne, chyba, że uda wam się zacząć wszystko od nowa.
Od razu zanaczam, rozgrywka jest mocno wymagająca, czasem potrafi frustrować. Jest to jednak frustracja, w przeważającej większości, konstruktywna. Moim rozbitkom szło tak sobie, ale miałam ochotę wracać i próbować dalej, a dodatkowo ujęła mnie industralna estetyka i jakaś taka pocieszająca idea, że może te ruiny starego świata da się przekuć w coś nowego.
Jeśli po tym wywodzie czekaliście na liczby to dają 8,5 na 10.