Tak jak i w poprzednich częściach nasze Mii ożywają i zadomawiają się, tym razem na wyspie. Naszym zadaniem jest mieć baczenie na to, co tam się dzieje, jednocześnie wchodząc z nimi w interakcje czy podsłuchując ich wzajemne relacje. Możemy też pobawić się trochę w boga i biorąc zbyt dosłownie hasło „Deus ex machina” skłonić naszych podopiecznych do zmiany swoich planów na najbliższe minuty. Ważna rzecz dla tych, którzy może z serią są niezbyt zaznajomieni – nie spodziewajcie się tutaj rozgrywki w stylu Simsów, gdzie dosłownie przejmujemy kontrolę nad życiem i wyborami postaci.
Tomodachi Life nie jest jedną ze sztandarowych serii Nintendo, ale na pewno jedną z tych, która nie traktuje siebie zupełnie serio. Tutaj ważna różnica – nie powiedziałem „zła”. Tutaj po prostu nie ma pompatycznych fabuł i wielkich przygód. Ot, tworzymy kilka awatarów, a potem wszystko dzieje się samo, często w nieco abstrakcyjnym i komediowym kierunku. Nasze Mii żyją własnym życiem, budując między sobą relacje, a my możemy to obserwować. Interakcje i cutscenki często również są naszpikowane różnymi typami humoru, co pomaga dodatkowo przykleić się do ekranu. Za interakcję z naszymi bohaterami zyskujemy punkty, za które potem możemy rozbudować naszą wyspę, stawiać na niej nowe atrakcje czy kupować przedmioty.
Wśród ciekawostek, które warto poruszyć, warta dodania jest ta, że nie musimy bazować wyłącznie na przygotowanej przez twórców bazie przedmiotów. Za pomocą Palette House możemy tworzyć własne ubrania, potrawy, a nawet stworzenia. Twórcy pozwolili nam tutaj na puszczenie wolno fantazji i stworzyć możemy prawie wszystko.
To nie jest typowa gra. Nie ma tu wielkich fajewerków, nie ma zagmatwanej fabuły, zagadek logicznych czy tablicy wyników do pobicia. Jest natomiast wyspa, nasze Mii i obserwacja. Dużo bacznej obserwacji, która potrafi przynieść bardzo dużo funu. Ja postrzegam Tomodachi Life: Living the Dream jako bardzo dobry tytuł aby się rozluźnić, na przykład zamiast odpalania filmu czy serialu. To właśnie jest taki film, w którym dodatkowo pomagamy pisać scenariusz, a myślę, że ta odsłona serii wprowadzi ją do trochę większego mainstreamu. 8,5 na 10.

Radio Szczecin