Naszą rolą jest odnalezienie się w realiach raczkującego kapitalizmu na różne sposoby. Oczywiście – można do swojego zadania podejść sumiennie i porządnie, można jednak zarobić więcej, na przykład, przycinając na materiałach, nałożyć więcej niż zalecane szpachli zamiast klepania młotkiem godzinami, można też zobaczyć, że ten filtr paliwa wymontowany przez nas wcześniej w sumie trochę jeszcze pociągnie w samochodzie innego, a że ten ma już trochę nalotu – a kto to zauważy.
Właśnie klient może zauważyć po tym, jak przytniemy na robocie zbyt dużo. Żywot jako wiejski mechanik w Auto Fuszerce polega więc na tym, aby wyważyć to, jak bardzo robimy na trzydzieści procent. Oczywiście klienci są różni, więc na niektórych autach można więcej sobie oszczędzić, ale wszystko to sztuka wyboru. Twojego, nie klienta oczywiście. A zyski (lub „pożyczone” części”) możemy włożyć w naszego Malucha, którego naprawiamy od początku naszej przygody z mechaniką samochodową.
Graficznie nie jest to gra walcząca o Oskary, warto jednak docenić dokładność modeli samochodów, które przyjeżdżają do naszego warsztatu. Co prawda pewnie ze względów licencyjnych nazwy marek czy modeli są nieco zmienione, ale duży Fiat wygląda jak duży Fiat, Polonez „Borewicz” to ewidentnie on, a detale w Maluchu są naprawdę dopracowane. Za to wielki szacun dla twórców. Od razu też mówię – gra nie jest brzydka, wręcz przeciwnie, nasza wieś, stodoła przerobiona na warsztat i ogólnie wszystko ma niesamowity klimat.
Wielokrotnie mówiłem już przy różnych recenzjach, że urodziłem się w roku, który ma dwójkę z przodu, więc nie mam prawa pamiętać burzliwych czasów przemiany ustrojowej czy początkowych stadiów polskiego kapitalizmu, na Podkarpaciu w sumie też nigdy nie byłem, ale jednak Auto Fuszerka swoim klimatem mnie urzekła. Rozpoczynając już od pomysłu i założeń gry – inne symulatory mechanika wymagają dokładności co do śrubki, tutaj na przykład nagradzani jesteśmy za wymieszanie płynu hamulcowego z innymi płynami, niekoniecznie konwencjonalnie pasującymi do użytku w motoryzacji. Chrzczona benzyna, szpachla i farba w sprayu to nasza codzienność, a wszystko po to, aby zrobić auto jak najbardziej jako tako. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że taka gra mogła powstać tylko w Polsce, a wykonanie Auto Fuszerki może sprawić, że ten przaśny w dobrym tego słowa znaczeniu produkt może ponieść się również poza granicami kraju. Trzeszczące radio, szlifierka kątowa i gwarancja do bramy, a potem powrót na wymianę filtra paliwa, bo włożyłeś taki, który w sumie i tak był na wykończeniu. Twórcy zrobili dla obcego jak u siebie, więc zasłużone, bardzo dobre 9 na 10.