Zanim jeszcze przejdziemy do samej rozgrywki kilka słów didaskaliów o tym, jak zmieniła się Formuła 1 z sezonem 2026, bo to właśnie rzutowało na to, jak mocno musiała zmienić się gra. Po pierwsze i najważniejsze – zmiany w jednostkach napędowych. Dla mniej zorientowanych – od kilkunastu lat bolidy są napędzane silnikami hybrydowymi, od tego roku dużo większy akcent postawiono na moc z silników elektrycznych. Oznacza to, że prowadzenie samochodu zmienia się pod kątem zarządzania baterią, możemy za pomocą przycisku oddać z baterii więcej mocy bądź odzyskiwać energię przy hamowaniu. Do tego same auta się skurczyły, a dodatkowo pożegnaliśmy system DRS na tylnym skrzydle, w jego miejsce natomiast zespoły dostały możliwość stosowania aktywnej aerodynamiki zarówno na przodzie, jak i na tyle auta. Wszystko, tak jak w ramach systemu DRS, w wyznaczonych strefach. Wszystko to można podsumować, że bolidy prowadzą się zgoła inaczej, niż te zeszłoroczne.
Tym bardziej dziwi więc decyzja, aby nie stawiać gry na nowo, przynajmniej z mojej laickiej perspektywy. Po odpaleniu F1 2025 z wgranym DLC jednak wszystko wygląda na swoim miejscu. Bolidy są podzielone na odpowiednie roczniki, można odpalić wyścig lub próbę czasową zarówno starymi, jak i nowymi bolidami. Do tego w stawce pojawiły się Cadillac i Audi, czyli nowy i prawie nowy zespół, które dostępne są również w trybach sieciowych, można też za pomocą jednego wciśnięcia guzika na padzie zaktualizować oceny kierowców w trybie kariery, także w tych, które już są dawno rozpoczęte.
To wszystko to jednak dodatki przy tym, jak to jeździ. A trzeba przyznać – jazda nowym bolidem jest inna. Od startu widzimy, że nasz HUD jest nieco inny, uwzględnia teraz stan naładowania baterii, która jest naprawdę ważna od tego roku. A jak się jeździ? Jest inaczej i to trzeba twórcom oddać. Mi trzeba było kilku czy kilkunastu kółek aby się przestawić z jednego modelu jazdy na drugi. Fakt, seria od Codemasters nigdy nie miała być symulatorem, jednak czuć, że trzeba zmienić nieco swój styl prowadzenia samochodu podczas wyścigu.
Nowe malowania, nowe auta, nowy zespół i… to wszystko. Tak na dobrą sprawę. Z jednej strony postawienie jednej gry wewnątrz drugiej, natomiast z drugiej jest poczucie, że treści, która przychodzi z nową aktualizacją, jest niewiele. Nowy tor w Madrycie, który zadebiutuje w tym roku i który już podzielił kibiców co prawda jest już dostępny do jazdy po nim, jednakowoż to było raczej takie niezbędne minimum. Z jednej strony może to i lepiej, że to dodatkowa aktualizacja zamiast nowej gry za kilkaset złotych, z drugiej – stosunek ceny do jakości dalej może być niezadowalający.
Ciężko jest ocenić to DLC. Z jednej strony mamy zmiany w prowadzeniu bolidu, które są drastyczne, z drugiej brak fajerwerków. Z jednej strony – nowe zespoły i tor, z drugiej świadomość, że to pójście po linii najmniejszego oporu. Niezależnie od oceny została mi w głowie refleksja. Jest to ruch, który wywraca dotychczasową politykę wydawniczą EA do góry nogami. Pamiętam coroczne gadki o tym, czy warto w ogóle wydać pieniądze na nową FIFĘ czy EAFC. Zastanawiam się więc – czy w przypadku gry o piłce nożnej odpowiadałoby mi takie DLC za pół ceny nowej gry? Muszę przyznać, że raczej tak, zwłaszcza jeżeli, tak jak w tym przypadku, zostalibyśmy na szkielecie z udanej gry, jaką jest F1 25. Czy to zapowiedź zmian w innych seriach? Nie obstawiłbym na to pieniędzy, zwłaszcza patrząc na fakt, że F1 27 będzie już kolejną grą, nad którą rzekomo prace jakiś czas temu się rozpoczęły. Ocena – 8/10, tak na zachętę.