Właściwie podstawy są te same; rzucamy kośćmi i przejmujemy nieruchomości. Tym razem jednak, kiedy przeciwnik zatrzyma się na naszej ziemi może od razu wykupić to pole. Do tego, jeśli spotka się z naszym bohaterem lub bohaterką - oczywiście także z gwiezdnowojennego panteonu - mamy pojedynek - wszystko sprowadza się do rzutu kośćmi, choć niektóre postaci takich kości mają więcej - dzięki specjalnym zdolnościom, do których zaraz wrócę. To wszystko buduje punkty zwycięstwa. Można je także zdobyć za zadania specjalne, które dostajemy po przekroczeniu startu, choć tu również mamy do czynienia z rzutami kośćmi - różnica polega na tym, że trzeba rzucić odpowiednią liczbę oczek lub jakiejś wartości unikać - na tyle, na ile to możliwe przy grze z definicji losowej. Co do tych zdolności - to ciekawe urozmaicenie - niektóre postaci mogą podczas pojedynków dokupić dodatkowe kości, inne wezwać szturmowca, żeby zajął pobliskie pole, a jeszcze kolejne na przykład obniżają cenę nieruchomości. To wszystko potrafi zmyć choć trochę ułudę loterii, z jaką mamy tu do czynienia, ale nie oszukujmy się - wygrana tak naprawdę zależy od ślepego losu. Nawet próbowałem na jakieś różne sposoby rzucać kostkami - gra daje możliwość użycia określonej siły czy kierunku, ale żadnych zauważalnych skutków nie dostrzegłem. A o zwycięstwie decyduje właśnie liczba tych punktów zwycięstwa. Wynik poznajemy po kolejnym przejściu planszy - sami możecie ustalić, ile będzie ich potrzeba.
Część z działań okraszona jest animacjami, na przykład zdobycia czy obrony bazy na Hoth i tym podobne, ale grafika nie jest najmocniejszą stroną Monopoly: Star Wars Heroes vs. Villains. I mam tu opinię niezależnej ekspertki, testowałem grę razem z moją ośmioletnią córką, która zauważyła, że oprawa jest raczej skromna; postaci wykonane surowo, animacje powtarzalne, krótkie i niezbyt przyciągające oko, postaci ruszają się trochę niezgrabnie, a pola, które doczekają się rozbudowy - też raczej słabo się prezentują. Trudno nawet dostrzec kształt poszczególnych konstrukcji, bo się rozmazują.
Bawiłem się natomiast całkiem nieźle. Ale tylko, jeśli akurat grała ze mną Helenka. Kilka razy się pokłóciliśmy, trzech rozgrywek w ogóle nie ukończyliśmy. Było też trochę płaczu. Ale córka mnie pocieszyła i powiedziała, że następnym razem pewnie ja wygram. Jak to w Monopoly. Ten nowy - niby z nowinkami, laserami i statkami kosmicznymi, ale pod spodem to wciąż Monopoly. Czy się sprawdza? Tak, ale pod warunkiem, że obok jest ktoś, kto ogarnia temat i ma dystans. Gra z komputerem nie ma sensu. Sześć.