Mamy tu więc klasykę nieco zadzierającej nosa franko-belgijskiej estetyki. Czerń i biel. Trochę dziwaczne projekty świata. Zapomniane terminale, rozpadające się, zabrane przez naturę tunele, ogromne ważki i animowane przerywniki popychające fabułę do przodu. Jednak to zadzieranie nosa jest tutaj jak najbardziej uzasadnione. Już statyczne grafiki zachwycają, ale to co uderzyło mnie od pierwszych klatek to doskonała animacja. Nasza postać – nieznanej proweniencji humanoidalny stworek – prowadzi się wyjątkowo przyjemnie. Wszystkie jego umiejętności mają swoje charakterystyczne gesty i elementy. A co najważniejsze – wszystko jest narysowane czysto i efektywnie. W czerni i bieli twórcy tracą możliwość podkreślania elementów gry kolorami, które przyciągają oko, ale zupełnie im to niepotrzebne. Jeśli zdarzało mi się w tym świecie zagubić to raczej z własnej niedomyślności.
A propos umiejętności, pewnie czekacie by dowiedzieć się w końcu co właściwie będziemy robić w tych niezwykłych okolicznościach estetycznych. Rozwiązywać łamigłówki oczywiście. Helix to dosyć klasyczna gra logiczna, która stawia przed graczem coraz to trudniejsze środowiskowe wyzwania. Po pierwsze musimy zdobyć nasze moce, bo na początku możemy najwyżej tuptać dookoła i wchodzić w podstawowe interakcje z przedmiotami. Umiejętności jest naprawdę dużo. Mamy na przykład możliwość tworzenia czegoś w rodzaju kamiennych obelisków – te pozwolą nam przejść przez rzekę bądź nacisnąć jakiś podłogowy przycisk. Zaczynamy więc znajomo, ale wraz z rozwojem gry umiejętności będą stawać się wymyślniejsze, a ich kombinacje sprawiają, że czasem trzeba się naprawdę nagłówkować Możemy rzucać kulką w niektóre z zamieszkujących świat stworków by potem przenieść je w bardziej dogodne nam miejsce – inspiracja pokemonami leży jak na dłoni co też bardzo mnie uradowało. Możemy tupnąć nogą i nagle odwrócić kontrast świata – byliśmy biali w jasnym świecie, teraz jesteśmy czarni w ciemnym świecie. Ta umiejętność szczególnie mi zaimponowała, gdy okazało się, że zmienia też dostępność innych naszych talentów.
Taki jest rytm gry w Helix, najpierw rozwiązujemy zagadki w zamkniętych środowiskach, które kończą się zazwyczaj otwarciem jakichś drzwi i permanentnym dostępem do danej umiejętności, a następnie próbujemy dzięki nim otwierać kolejne przejścia w bardziej otwartych lokalizacjach. Zdarza się, że przy słabym połączeniu faktów, przymkniemy sobie drogę do kolejnych etapów gry. Wtedy zazwyczaj rozwiązaniem jest zaczęcie etapu od nowa. Może to być dla niektórych frustrujące, ja jednak uważam, że skłania do spokojniejszego obcowania z tą grą. Nie ma tu żadnej presji czasu, nie uświadczycie odliczania ani powoli zamykających się drzwi. Jeśli znajdziecie właściwą kolejność użycia talentów w połączeniu z manipulacją środowiska to na pewno przejdziecie dalej.
Helix Descent and Ascent to naprawdę doskonała, niewielka produkcja. Cieszy oczy i wystawia zwoje mózgowe na próbę, ale bez przesadnej frustracji. Jedyne co było dla mnie trudne to to, że jest to gra mocno enigmatyczna, fabuła pozostawia dużo do interpretacji, co tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że trzeba przy tej grze usiąść na dłużej. Dla mnie 9/10, to dopieszczona produkcja – doskonałe rzemiosło i artystyczny duch, trudno by takie połączenie nie dało fenomenalnego efektu.

Radio Szczecin