Zacznę właśnie od systemu walki, bo to najtrudniej opisać. Podstawy są właściwie akurat nieruszone w podstawach, jakie wszyscy znamy. Ale wystarczy do ciosu mocnego, średniego lub słabszego dodać jeden przycisk lub kierunek, żeby wykonać specjalną kombinację. To sprawia, że gra jest śmiesznie łatwa - na początku. Rozsuwamy cały wachlarz efektownych uderzeń, strzałów, rzutów, które oprawione są w przepiękne ramy cudownych wręcz animacji, jakby żywcem wyjętych z wysokobudżetowych filmów. Cudo. W ten sam sposób ładujemy paski energii, które to pozwalają nam uderzać jeszcze bardziej śmiercionośnymi technikami. I jeszcze bardziej efektownymi. To wystarczy na początek. Szczególnie na tryb fabularny, który jest takim rozbudowanym samouczkiem. No bo - umówmy się - Marvel Tokon: Fighting Souls to przede wszystkim produkcja przeznaczona do gry w sieci.
I właśnie w starciu z żywymi przeciwnikami rozwija skrzydła. A nam trochę podcina na początku, bo okazuje się, że te początkowe techniki to za mało, kiedy trafimy na kogoś kumatego z drugiej strony. Tu już kończy się trzymanka - trzeba wykombinować jak przedłużyć combo, najlepiej spożytkować pasek energii i w jakim momencie i czy na pewno ten cios będzie najlepszy w tej chwili. Do tego jak skompletować drużynę. Bo - zostawiłem to na później - wiecie, niespodzianka dla tych, którzy nie słyszeli - walczymy tu czterema postaciami w każdym starciu. I one potrafią działać komplementarnie, jeśli gracz ogarnia, przedłużyć nawałnicę ciosów, wykorzystać sytuację, jeśli są przywołani w odpowiednim momencie, a nawet w niekiedy wyjść na arenę wszyscy na raz.
Ale - skompletowanie zespołu musi być zrobione z głową, przede wszystkim musimy ogarniać wszystkie postaci, które dołączamy, a naprawdę są różne i są fundamentalne różnice między grą Hulkiem, Ghost Riderem, a na przykład Doctorem Doomem. Tu mógłbym narzekać na zbyt małą liczbę wojowników, bo jest ich zaledwie 20 - tych flagowych i nieco mniej znanych, poza tymi wspomnianymi to na przykład Deadpool, Wolverine, Blade, Star Lord czy Loki. Natomiast, żeby opanować wszystkich w odpowiednim stopniu, trzeba chyba poświęcić całe miesiące. No i spodziewam się tłustego DLC z nowymi postaciami. Do tego poszczególni bohaterowie domyślnie ułożeni są w drużyny podczas rozgrywki fabularnej, dla każdej czwórki historia przedstawia się nieco inaczej, ale warto jej poświęcić kilka godzin. Nawet jeśli sama historia nie zachwyca, to dla miłych animacji i wprowadzenia w klimat.
I tu odniosę się jeszcze do mojego wprowadzenia. Taki system walki nie każdemu przypadnie do gustu. Warto jednak dać mu szansę - choćby dla odmiany i higieny umysłu. No i przynosi on wiele emocji - bardzo przyjemnych. Z drugiej strony jest tu jeden minus - po zapędzeniu na skraj planszy - często walka się kończy, bo chwilami szalenie trudno atakowanemu wyjść z takiego impasu. To powinno być inaczej rozwiązane, bo jest niezwykle frustrujące, kiedy mimo starań nie możemy wyrwać się z tego koziego rogu. Niby na tym też polega gra, ale tutaj można znaleźć się przez przypadek i trzeba polegać na szczęściu lub mashowaniu przycisków, a to z uczciwą grą ma już niewiele wspólnego.
Drugim filarem Marvel Tokon: Fighting Souls jest grafika. Patrząc z brzegu - wyłączając upodobania i przyzwyczajenia poza nawias - no jest śliczna. Animacje idealnie płynne, filmiki przerywnikowe pokazane w formie kadrów komiksowych z ruchomymi postaciami - urzekające. ALE! Mnie się to podobało, natomiast jest tu solidny, japoński, mangowy sznyt. Kombinezon Iron Mana wygląda, jak by był dzieckiem romansu klasycznego stroju ze zbroją samuraja, niektóre postaci wyglądają nieco... powiedzmy młodo, Loki prezentuje się jak nastolatek. Część z bohaterów ma większe oczy lub inne elementy, które kojarzą się z Krajem Kwitnące Wiśni - jak na przykład jakieś fragmenty potężnych robotów. Ale na przykład pasuje to doskonale Bladeowi, który przecież od dawna związany jest wizerunkowo z samurajskimi katanami. Główny złol z kolei przypomina Goku z Dragon Balla, który stanął po ciemnej stronie mocy. Wiem, że są osoby uczulone wręcz na takie mieszanie stylów, ale uważam, że marce dobrze to zrobi. Znacie animację Batman Ninja? Marvel Tokon: Fighting Souls stylistycznie to coś w tym rodzaju, z tym że postaci DC zostały zastąpione Marvelem. Batmana w japońskim sznycie zresztą też bardzo lubię, to miłe odświeżenie. A jeśli komuś nie pasuje, zawsze może potraktować tę historię jako jeden z alternatywnych światów, których teoria regularnie eksploatowana jest przez komiksy i ich ekranizacje.
A! Jeszcze muzyka - no świetna, dynamiczna, gitarowa kiedy trzeba, dopasowana do postaci i sytuacji. A plansze - doskonałe - żywe, animowane albo klimatyczne i nastrajające. Przyjemnością byłoby patrzenie na nie nawet bez walki. Część z nich mogłaby spokojnie być jakąś grafiką na ścianę. Tylko ruchomą.
Marvel Tokon: Fighting Souls redefiniuje niektóre mechaniki, inne lekko zmienia, podejrzewam, że dla niektórych graczy, miłośników komiksów pewnie profanuje jakieś świętości. Mnie się jednak podobało i to bardzo. Ocena 8,5/10