Deconstruction Simulator, jak sama nazwa wskazuje, to symulator rozbiórek. Na początek mamy skromny magazyn, młot, worek na śmieci, samochód i marzenia o podbiciu biznesu. Za pieniądze ze zleceń ulepszamy narzędzia, warsztat, kupujemy większe vany, a nasza jednoosobowa działalność gospodarcza się rozwija, co pozwala nam brać coraz bardziej lukratywne zlecenia. Gameplay loop więc jest dość znajomy, jeżeli ktoś takie tytuły ogrywa – zrób, zarób, ulepsz. Dodatkowo dorobić możemy sobie na odzysku cegieł, belek czy innych materiałów budowlanych, które potem można sprzedać, dotyczy to także przedmiotów z budynków, które poszły pod nasz młotek (w sensie demolki, nie sprzedaży). Jak jednak się okazuje – nawet sprawdzone założenia można podać w sposób, który jest, lekko mówiąc, średnio interesujący.
Machanie młotem i kruszenie ścian może być interesujące, reszta gameplay’u jednak jest, dla mnie, niesatysfakcjonująca. Na przykład – rozmontowywanie mebli. Co z tego, że mamy do tego śrubokręty i inne narzędzia, jak wszystkie opierają się wyłącznie na trzymaniu lub mashowaniu tego samego przycisku na padzie. Może na pececie są to dwa różne – ale nie spodziewajcie się wykręcania śrubek czy podważania łączników, to dzieje się wyłącznie za pomocą wypełniania paska. Rażą również inne decyzje związane z gameplayem – przeniesienie palety cegieł czy pełnego big baga gruzu gołymi rękoma normalnie jest raczej niewykonalne, tutaj jednak – no big deal. Przy czym więcej jak czterech belek czy cegieł pojedynczo nie weźmiesz, żeby przenieść to do auta. Dodatkowo mamy rzekomo dość duże dłonie – ponieważ zbieranie gruzu do takiego wielkiego wora idzie nam wyjątkowo sprawnie. Czy brzmię, jakbym chciał utrudnić sobie życie na wirtualnej rozbiórce? Może, ale musicie przyznać – że taki gameplay nie brzmi zbyt satysfakcjonująco. Trochę lepiej robi się, jak do dyspozycji mamy taki ciężki sprzęt, ale to temat na późniejsze etapy gry, do których trzeba się przebić i nie odbić się od tego nużącego podania gry.
Do tego grafika, którą już w sumie gdzieś widziałem. Przypomina to trochę inne, sprawdzone gry z gatunku, tylko zrobione z nieco mniejszą dokładnością. Wszystko to wygląda niby realistycznie, a jednak plastikowo. Detale niby są, ale bardziej w modelach. Kurz przy skuwaniu cegieł, okruchy z rozwalanego regipsu? Nie stwierdzono. Wszystko jest wygładzone do granic. Do tego nie pomagają pojedyncze wstawki głosowe, które według mnie nie dość, że są totalnie niepotrzebne, to jeszcze brzmią nie za dobrze. Można było sobie je spokojnie darować, a nic by to nie straciło. Warstwa fabularna jest i tak znikoma. Budynki i ich wyposażenie może jest różnorodne, ale nie zachęcające na tyle, aby zatopić się w ich destrukcję na godziny. A przy okazji na zwykłym PS5 nieco ścina przy destrukcji, co nie pomaga.
Pierwszoosobowe symulatory, według mnie, muszą mieć według mnie jedną z dwóch rzeczy, aby podbić serce: albo perfekcyjne wykonanie, które podbija oko i nie zgrzyta, albo mieć jakiś fabularny bądź mechaniczny gimmick, który wyróżni ich od reszty. Deconstruction Simulator nie ma niestety ani jednego, ani drugiego. Do tego wydaje się, że kilka rzeczy można by było dodać niewielkim kosztem – niech nasze środowisko przy rozwałce się pyli, lepiej oddać to, jak ciężar na nas oddziałuje (nikt nie da rady przecież biegać, trzymając worek gruzu), może trochę zróżnicować te narzędzia – i już jest nieco lepiej. Czy brzmię, jakbym chciał, żeby gra była bardziej upierdliwa? Może, ale no, wyburzanie jest upierdliwe. Nie przekonacie mnie, że nie. Bicie młotem w ścianę może być satysfakcjonujące (dla mnie jest), ale upierdliwości zaczynają się z pierwszym uderzeniem i zostają podczas sprzątania. Tutaj tego nie ma. I odbiera to na odbiorze. Nie jest to gniot – nie zrozumcie mnie w ten sposób, jednak trochę brakuje do tego, aby ta gra wbiła się do kanonu najlepszych w gatunku. Ocena 6/10.