Brzmi jak znana historia, ale Nighthawks oferuje nam pewien ciekawy zwrot akcji. Tym razem nie możemy liczyć na ukrycie się w cieniu. Tym razem wszyscy o nas wiedzą, bo trafiamy do miasta, które zaoferowało wampirom amnestię. Najpierw czeka nas kilka wyborów – imię, przeszłość i tożsamość naszego krwistego stwórcy. Zaczynamy w obskurnym hotelu, a pierwsze kroki skierujemy pewnie do wampirzej „jadłodzielni” prowadzonej przez lokalną lekarkę. Dostaniemy tam rozrzedzoną miskę słabej jakości krwi, która ma nas powstrzymać od posilania się miejscowymi.
Taki jest początek, a jak skończymy? To już zależy od naszych wyborów. Nighthawks mechanicznie jest typową visual nowelką. Większość rozgrywki prowadzimy w tekście, wybierając z opcji dialogowych
i akcji. Przyznam, że wzięłam tę grę do recenzji trochę z rozbiegu i bez wielkich oczekiwań, ale okazała się dużo bardziej rozbudowana i wciągająca niż się spodziewałam.
Nie wiem czy ktoś poza mną pamięta serial Zagubiona Tożsamość, który leciał w latach 2010 – 2015. Opowiadał o Bo, która odkrywa, że jest Sukubem i żywi się seksualną energią. Oczywiście poza nią istnieją też wampiry, wróżki, wilkołaki i greccy bogowie. Wszystko odbywa się w nocnych klubach, na ciemnych ulicach i w towarzystwie niczego nieświadomych ludzkich policjantów.
Nighthawks ma bardzo podobny klimat. To atmosfera okraszona dużą ilością pewnego samoświadomego, specyficznego kiczu, więc jeśli jesteście na to wrażliwi, to możecie szybko odbić się od tej gry. Jednak jeśli jesteście fanami wampirów w stylu późnych lat dwutysięcznych to na pewno wytrzymacie na tyle długo by dobrać się do głębszych warstw tej produkcji. Im dalej w las tym lepiej poznajemy polityczne
i społeczne zawiłości wampirzej i ludzkiej koegzystencji.
Nasze przygody będą zróżnicowane. Od pracy za marne grosze w wyżej wspomnianej krwiodzielni, przez śledztwa detektywistyczne i szukanie poszlak po odbijanie nastolatek z rąk wyjątkowo brutalnej wampirzej subkultury. A wszystko to możemy robić sami bądź w towarzystwie, bo wiele z napotkanych postaci będzie mogło do nas dołączyć w naszych nocnych podbojach. I jest to chyba najmocniejsza strona tej gry. Obsada jest mocno zróżnicowana, mamy trochę znanych już archetypów: nieco szemrany prywatny detektyw, atrakcyjna iluzjonistka o ciętym języku, mała wampirzyca, która doskonale dogaduje się ze szczurami czy okropnie stary lord. Każdy z nich ma jednak swoją ciekawą historię, którą będziemy poznawać jeśli spędzimy z nimi wystarczająco dużo czasu. Jednak najprzyjemniejsze jest to, że te postaci często wchodzą w interakcję między sobą. Mają swoje życia, swoje zadania i swoje sympatie i antypatie w tej wampirzej drużynie. Przyznam, że takiej frajdy z obserwacji moich towarzyszy nie miałam od złotych czasów Bioware. Myślę, że nie ma lepszego komplementu dla gry fabularnej. Wisienką na torcie jest to, że wszystkie kwestie możemy usłyszeć, a gra aktorska jest naprawdę niezła.
Potrzeba jednak do grania w Nighthawks trochę cierpliwości. Po pierwsze gra jest dostępna w tym momencie tylko po angielsku, więc bez dobrej znajomości tego języka się nie obędzie. Po drugie, trzeba się naprawdę naczytać, czasem trochę pogłówkować, więc trzeba się nastawić na umiarkowany wysiłek intelektualny. Jest to też rozgrywka na co najmniej kilka dłuższych wieczorów. Dla mnie to 9/10, ale tylko jeśli lubicie ironicznie mroczne klimaty.