Mogę wam tylko powiedzieć jakie kryterium ja przyjmuję, gdy oceniam grę – czy interakcja wnosi coś co trudno byłoby przekazać poprzez inne medium. I zazwyczaj okazuje się, że tak, czasem ze szkodą, a czasem z pożytkiem dla danej produkcji.
Forever Ago to właśnie tego typu gra, której można zarzucić, że mogłaby być filmem. Można, ale uważam, że to zarzut niesprawiedliwy. Zaraz do tego wrócimy.
Rozgrywkę zaczynamy jako młodziutka Audrey. Siedzimy w pokoju swojego kumpla ze szkoły Alfreda i uczymy się robić fotki na nowym aparacie. Jest rok 1974 i właśnie wybieramy się z Alfredem na jednodniową wycieczkę w góry by popracować nad szkolnym projektem. Gdzieś tak w połowie wycieczki Audrey oddaje aparat Alfredowi i potem będziemy kontynuować już jego historię. Jego i jego osobistej podróży, bo po niezręcznym pierwszym pocałunku w 1974 roku przenosimy się w to samo miejsce, gdzie zaczęliśmy naszą wycieczkę. Tylko tym razem Alfred jest już starszym mężczyzną i jest sam. Audrey niedawno zmarła i zostawiła mu dziennik, a on według jej wytycznych wybrał się w podróż śladami ich miłości.
I tak będziemy się tułać zakurzonymi, stanowymi drogami w rozpadającym się kamperze. Dla Alfreda będzie to długa i wycieńczająca podróż. Nam zajmie to jakieś 4 godziny. Malutko. Do tego większość tego czasu będziemy po prostu spacerować po kolejnych miejscach. Jedyna poważniejsza mechanika w Forever Ago to robienie zdjęć, ale też nie jest obarczona żadnymi punktami, a ograniczeniem jest dwunastoklatkowy film, który resetuje się przy każdym kolejnym odwiedzanym miejscu. Mamy czasem wybór by wejść w interakcję z jakimś obiektem bądź nie, ale to minimalne przypadki.
W trakcie naszej podróży spotkamy przelotnie kilka innych osób, a w pewnym momencie zyskamy nową, futrzastą towarzyszkę. I tak krok po kroczku będziemy razem z Alfredem przypominać sobie chwile, które spędził z Audrey, a potem radzić sobie z jej utratą.
To teraz wróćmy do niesprawiedliwych zarzutów – te niewielkie elementy interakcji dają nam coś bardzo ważnego, okazję aby się zatrzymać. Spokojnie przeczytać ulotkę czy urywek gazety. Posłuchać utworu. Popatrzeć na piękny krajobraz. Fotografie pozwalają nam spróbować wejść w buty Alfreda i zrozumieć co właściwie jest dla niego ważne, a do tego docenić malowniczą estetykę gry.
Zagrajcie w Forever Ago. Rzadko mamy okazję by w dzisiejszym świecie zatrzymać się na 4 godziny i trochę pokontemplować. Uważam, że warto. Przydałaby się jeszcze godzinka czy dwie, ale za te momenty i za piękną historię daję 9/10.