Nie wszystko, co porusza, musi być głośne. Są utwory, które nie szukają efektu. Zatrzymują się gdzieś między modlitwą a muzyką. W Złotej Sali Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie zabrzmiały kompozycje niemal „na miarę skrojone” na ten szczególny czas.
W pierwszej cześci dwóch koncertów usłyszeliśmy oratorium „Stabat Mater” Karola Szymanowskiego, jedno z najbardziej przejmujących, a zarazem najoszczędniejszych i najbardziej przejrzystych dzieł kompozytora. Powstało w 1926 roku po śmierci ukochanej siostrzenicy twórcy i choć opiera się na średniowiecznym tekście o cierpieniu Matki Boskiej pod krzyżem, nie jest liturgią, a raczej osobistym wyznaniem.
W drugiej natomiast, licznie zgromadzona publiczność gorąco oklaskująca wykonawców, przeniosła się do innego świata, jednak w tej samej przestrzeni duchowej. Zabrzmiała bowiem suita orkiestrowa z „Parsifala” Ryszarda Wagnera. To ostatnie dzieło sceniczne Wagnera, które nazwał nie operą, lecz „scenicznym misterium”, opisującym Parsifala, który dzięki współczuciu, stał się niemal zbawicielem medytującym o odkupieniu.
Artystami obu wieczorów (w piątek, 27.04. i sobotę, 28.04.2026) byli: Ilona Krzywicka (sopran), Justyna Rapacz (mezzosopran), Adam Kutny (baryton), Chór Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii w Szczecinie pod batutą maestro Przemysława Neumanna.


Radio Szczecin